Rozdział XXXVII

Kochane :* Tak sielankowo dziś:)

Luna ciekawie przyglądała się Usagi, która zapalczywie przeszukiwała szafę. Zeskoczyła z parapetu na łóżko dziewczyny .

- Co ty wyprawi… – nie zakończyła pytania, bowiem w tym momencie na jej głowie wylądował jeden z wyrzuconych ze szafy fatałaszków. Kotka, pomagając sobie łapkami, wydostała się z niespodziewanej pułapki i niedowierzająco pokręciła główką.

- Przecież umówiłam się z Mamoru, dziś w przerwie jego zajęć. – bąknęła dziewczyna. – Ale nie mam w co się ubrać.

- Jak to? – zdziwiła się Luna. – Przecież nie idziesz na bal, tylko na krótkie spotkanie w kawiarni. Mamoru ma jedynie godzinną pauzę.

- Mimo to chcę wyglądać przyzwoicie.

- Nie zauważyłam, aby kiedykolwiek twój strój był naganny. – nie zrozumiała.

- Ale nieco dziecinny. – skwitowała nastolatka.

- Nie sądzę, jesteś po prostu sobą. Masz 16 lat… – upierała się Luna. Usagi nie odpowiedziała. Ustawiła się przed lustrem i przygryzając dolną wargę, przykładała do siebie kolejne ubrania. Z wyrazem krytyki pomieszanej z rezygnacją, odrzucała na podłogę kolejne wieszaki.

Po niemal godzinnej walce z własną garderobą wybrała prostą, amarantową sukienkę, ozdobioną paseczkiem ze srebrną klamerką. Kilkakrotnie odwróciła się dookoła własnej osi, z zacięciem na twarzy obserwując swoje odbicie w lustrze.

- Wyglądasz wspaniale, Usagi! – kotka, pomimo iż nie potrafiła odgadnąć celu postępowania dziewczyny, postanowiła przynajmniej wesprzeć ją miłym komentarzem. „Nic z tego nie rozumiem”. – kalkulowała w myśli. – „Do tej pory nigdy nie miała najmniejszego problemu, aby ubrać cokolwiek. Przeciwnie do Minako. Artemis niejednokrotnie skarżył się na przymus uczestnictwa w domowej rewii mody serwowanej przez Aino. Nigdy bym nie przypuszczała, że przyjdzie mi doświadczyć tego samego” – westchnęła ciężko.

Usagi kończyła właśnie poprawiać włosy, włożyła na nogi pantofelki dopasowane kolorystycznie do sukienki.

- Mamoru obiecał mi poświęcać trochę więcej czasu. On również zauważył, że oddaliliśmy się od siebie. – wyznała Lunie. – Pomyślałam więc, że ja także dodam coś od siebie, postaram się być bardziej poważna w jego towarzystwie. Przestanę opychać się ciastem, mówić z pełnymi ustami…

Ze zgrozą spojrzała na zegar ścienny, chwyciła małą torebeczkę i szybko wybiegła z domu.

Mało wygodne buciki utrudniały jej bieganie, jednak zobaczywszy podjeżdżający miejski autobus, zdobyła się na większy wysiłek. Zdyszana opadła na fotel i z ulgą wyciągnęła stopy z pantofelków. Krytycznie przyjrzała się zaczerwienionym palcom. Ze smutkiem pomyślała o zbliżającym się przystanku.

***

- Hmm… – mruknęła Miwa, oglądając plik zdjęć podrzuconych jej przez Isao, zawierających sylwetki potencjalnych ofiar, mogących posiadać odłamek Boskiej Łzy w swoim sercu. – Wyglądają nudnie i zupełnie nieatrakcyjnie. Żadnych przystojniaków, fuj.

Odsunęła od siebie pliczek. Jedną ręką rozsunęła wachlarzyk z czarnych piórek, drugą ułożyła na stoliku. Długie, czerwone paznokcie wybijały znany tylko kobiecie rytm.

- Muszę jednak kogoś zaatakować, muszę pokazać, że jestem dużo warta, o wiele więcej niż poprzedniczki. Niech ten wstrętny gad wie, że nie wybrał byle kogo, tylko mnie samą we własnej osobie. – kalkulowała. – Już wiem! Potasuję te zdjęcia i wylosuję na chybił – trafił.

Miwa podekscytowana wykonała swoje zamierzenie. Wyciągnęła fotografię i z ciekawością ją odwróciła. Zawód w jej oczach zdradzał niezadowolenie z losowania, jednak kobieta nie wycofała się. Z irytacją wymalowaną na twarzy wsunęła zdjęcie do torebki.

***

Utykając dotarła na umówione miejsce spotkania. Przez szybę dostrzegła siedzącego przy stoliku Mamoru. Zapragnęła uśmiechnąć się i wesoło pomachać, jednak wyciągnięta ręka zastygła jej w bezruchu. Naprzeciw Chiby siedziała dziewczyna i ciemnowłosy chłopak. Oboje skupili się na pliku kartek, natomiast Mamoru zdawał się zawzięcie coś tłumaczyć, co chwilę wodząc palcem po rozłożonych notatkach. Usagi zmarszczyła nosek, jednak zdecydowanym ruchem pchnęła drzwi do kawiarni.

- Witaj! – Mamoru podniósł się i serdecznie przywitał nastolatkę. – To moi znajomi z uczelni. Mayumi oraz Kenji. – przedstawił parę nieznajomych. – Pozwólcie, moja dziewczyna, Usagi.

Po krótkiej wymianie grzecznościowych gestów, Chiba poprosił nastolatkę, aby zamówiła sobie ciastko, on natomiast szybko dokończy rozmowę ze studentami i resztę czasu spędzą razem.

Pomimo, iż uważnie przysłuchiwała się, nie rozumiała ani słowa z zawiłych tłumaczeń ukochanego. Porzuciła więc świat skomplikowanych reakcji biochemicznych i zaczęła przyglądać się poznanej parze. Mayumi zachowywała pełne skupienie, jedynie co chwilę poprawiała nerwowym ruchem zsuwające się na czubek małego noska wielkie oprawki okularów. Kenji natomiast nieco irytował szesnastolatkę, przerywał rozmowę, wtrącając bardzo szczegółowe i zawiłe pytania. Miała wrażenie, iż przez dociekliwość chłopaka rozmowa tej trójki przedłuża się w nieskończoność.

- Bardzo jesteśmy ci wdzięczni, Mamoru. – Mayumi podniosła się i podała rękę studentowi. – Teraz z pewnością nie będziemy mieć problemów z przedstawieniem szczegółów w naszej prezentacji.

- Serdeczne dzięki. – zadowolony Kenji potrząsał ręką Chiby, promieniując szczęściem. Para pożegnała się, po czym opuściła lokal, zostawiając Usagi i Mamoru samych przy stoliku. Nastolatka smutno wpatrywała się w drugą już filiżankę herbaty.

- Zostało nam 15 minut spotkania. – powiedziała cicho.

- Nie mogłem im odmówić, kiedy poprosili o pomoc. – odpowiedział przybierając pojednawczy ton.

- Mieliśmy spędzić razem czas! Czas, którego nigdy dla mnie nie masz. Wygospodarowałeś jedynie godzinę, cieszyłam się, biegłam za autobusem, aby przynajmniej raz przyjść punktualnie, aby nie uciekła nam nawet jedna cenna minuta z tego spotkania. A teraz pozostało raptem kilka chwil. – wylała z siebie skumulowany żal. W jej oczach pojawiły się łzy.

- Masz pretensję, że pomagam innym? – spytał wyraźnie zasmucony, kładąc swoją dłoń na jej drobnej rączce.

- Przepraszam. – zabrała dłoń, podniosła się prędko. Zasunęła krzesło i spojrzała w oczy chłopakowi. – Masz rację, jestem niesprawiedliwa. Powinnam być dumna, osiągasz wspaniałe wyniki na studiach. Robisz to żeby spełnić marzenia i zapewnić nam kiedyś przyszłość. – powiedziała łagodnie, jednak nie potrafiła zatrzymać toczącej się po policzku łzy. – Pójdę już. Muszę zdążyć na autobus. Na piechotę nie byłabym już w stanie wrócić… w tych butach.

Odwróciła się i wybiegła z kawiarni.

Mamoru nie czekając, podążył za nią. Szybko dogonił kuśtykającą w niewygodnych pantofelkach dziewczynę. Złapał ją za ręce i spojrzał w zapłakane oczy.

- Usagi. Ja…

Przerwał mu rozdzierający krzyk, dobiegający zza rogu. Oboje rzucili się w tamtym kierunku. W zaułku dostrzegli skulonego ze strachu starszego pana i stojącą nad nim dziwnie ubraną kobietę w obcisłej sukience w biało – czarną szachownicę. Dama zamaszystym ruchem rozpostarła wachlarz i silnie nim machnęła. Czarne piórka, niczym ostre szpile przytwierdziły ubranie jegomościa do ściany.

- A teraz pokaż, mój drogi zawartość twojego serca! – wysyczała, przekrzywiając głowę, z gustownie wpiętym strusim piórem w biały kok.

Wycelowała złożony wachlarz na wysokość klatki piersiowej ofiary. Po chwili czarna wiązka energii przeszyła serce starszego pana w poszukiwaniu cennej zawartości. Losowanie okazało się pomyślne dla kobiety, bowiem już po chwili zachwycała się maleńkim kryształkiem na swojej dłoni. Z pogardą popatrzyła, jak jej ofiara pada nieprzytomna pod murem. Wzruszyła ramionami i zamierzała odejść.

- Zaczekaj! Masz czelność atakować starszych ludzi, którym należy się szacunek i spokojne życie! Zapłacisz nam za to, w imieniu Księżyca! – usłyszała.

Odwróciła się i zobaczyła przemienioną w Czarodziejkę Usagi oraz Tuxedo. Kobieta wybuchnęła gromkim śmiechem.

- Nie wierzę! Hahahahahaha!!! Czuję się jak w marnej sztuce, z marnymi aktorami i jeszcze marniej napisanym scenariuszem! Hahahaha!!!

- Jesteś nową wysłanniczką Czarnej Gwiazdy? – spytał Mamoru.

- Naturalnie. – odpowiedziała z nieukrywaną dumą. – Ale otrzymałam odpowiednie instrukcje, co do was. Słyszałam wiele rzeczy o waszej bandzie, szumnie nazywającymi siebie Wojownikami o Miłość i Sprawiedliwość. Ha ha ha! Przygotowałam dla was niespodziankę. Akt pierwszy, scena pierwsza! Przybywaj mój demonie, Akichirionie! – Miwa podwójnie uderzyła wachlarzem o powietrze. W kłębach białego dymu pojawił się przeciwnik Usagi i Tuxedo. Potwór wyglądał nieco komicznie, zupełnie jak wielka, kolorowa, zabawkowa stonoga, składająca się z wielu członów – niczym zbudowana z klocków. Twarz demona nie wyglądała raczej na przyjazną, a jego pani wydawała się być bardzo zadowolona z wybranego pomocnika.

- Rozpraw się z nimi! – rozkazała władczym głosem. Na odchodne pomachała Czarodziejce z Księżyca maleńkim odłamkiem.

Przyjaciele nie mieli możliwości ścigać Miwę, bowiem jej demon nie próżnował. Potwór zaatakował z niespotykaną szybkością.

- Zajmę się tym! – krzyknął Tuxedo. Z całej siły uderzył w ostatni z członów wielkiej stonogi, który zamienił się w biały dym. Niestety na jego miejsce szybko pojawiły się dwa kolejne elementy, a stwór wpadł w jeszcze większą złość. Wymachiwał kolorowym cielskiem, przyjaciele z trudem robili uniki. Uskakując przed przednią częścią potwora, Usagi została z całą siłą przygnieciona do ściany tylnymi członami. Z trudem podniosła się z ziemi, ale Mamoru nie czekając, uderzył ponownie. Jako cel obrał głowę demona, licząc, że niszcząc ją, zginie całe monstrum. Niestety szybko okazało się, że i tą część swojego ciała stonoga potrafiła zregenerować. Zniszczony element, z jeszcze potworniejszym wyrazem twarzy odrósł na drugim końcu długiego rzędu kolorowych klocków.

Czarodziejka i Książę Ziemi nie nadążali robić uników. Oboje mocno już poturbowani, zapędzeni zostali w kozi róg zaułka. Z trzech stron otaczał ich wysoki mur, poczuli się osaczeni. W ostatnim momencie Mamoru zasłonił Usagi, obrywając porządny cios. Stwór zawył radośnie. Przygotował się do zadania ostatecznego ruchu, jednak niespodziewanie został zaatakowany wielką falą oceanicznej wody.

- Uran! Neptun! – krzyknęła radośnie Czarodziejka z Księżyca, dostrzegając stojące na szczycie wielkiego muru dwie znajome sylwetki.

- Przybywamy z odsieczą, Kociątko! – uśmiechnęła się Haruka. Z niechęcią spojrzała na tarzającego się w wielkiej kałuży, kompletnie zdezorientowanego i nieco wystraszonego demona.

- Pozwolisz? – spytała Czarodziejka z Urana, puszczając zalotnie oko do partnerki.

- Czyżbyś chciała się popisać nową mocą? – udała oburzoną Michiru. Uśmiechnęła się czule. – Działaj.

Haruka nie kazała na siebie czekać. Efektownie skoczyła ze sporej wysokości i znalazła się pomiędzy poturbowanymi Usagi i Mamoru, a rozwścieczonym potworem. Posłużyła się atakiem Trzęsienia Ziemi. Nie było to jednak to samo zaklęcie. Energia skupiona w dłoniach kobiety była wielokrotnie większa, a fale bijące w trakcie uderzenia w demona dały pozostałym odczucie, jakby atak dosięgał także ich.

Cielsko stwora w całości zamieniło się w biały dym i ulotniło. Usagi zaniemówiła, natomiast Michiru z uznaniem poklaskała w dłonie.

- I jak? – spytała.

- Cóż, ten potwór był zbyt słaby by popisywać się większymi możliwościami. – stwierdziła nieco zawiedziona Haruka.

- Jeszcze nie raz będziesz miała okazję. – stwierdziła Wojowniczka z Neptuna. Podała rękę nieco oszołomionej Usagi, a jej towarzyszka zajęła się poturbowanym Mamoru.

***

- Usagi, muszę biec na uczelnię… – powiedział Mamoru, ochłonąwszy po ataku wroga. – Ale obiecuję, zadzwonię wieczorem i umówimy się na jutrzejszy dzień. – zapewniał.

- Dobrze. – uśmiechnęła się smutno.

Patrzyła przez chwilę, jak chłopak biegnie, znikając po chwili za rogiem ulicy. Pieczołowicie przejrzała rozkład jazdy, poszukując miejskiego autobusu, którego trasa przebiegała najbliżej jej domu. Spóźniła się na ostatni kurs, następny dopiero za godzinę. Westchnęła ciężko, spoglądając na opuchnięte i zaczerwienione stopy, dostrzegając pierwsze otarcie niemal do krwi. Zacisnęła zęby, powoli utykając ruszyła przed siebie. Jęknęła, na widok zaawansowanego zachmurzenia nieba. Czuła, że za chwilę nie tylko chmury zapłaczą, ale ona sama również.

- Króliczek? – usłyszała znajomy głos tuż za swoimi plecami. Seiya wyprzedził ją. – Co ty wyprawiasz? – spojrzał ciekawie na dziewczynę. Podniosła wzrok i popatrzyła mu w oczy. Czara goryczy zebranej wewnątrz niej pękła. Usagi rozpłakała się gwałtownie i rzuciła muzykowi w objęcia. Zdezorientowany brunet w milczeniu przytulił przyjaciółkę. Trwali tak przez kilka minut, z zamyślenia wyrwały ich pierwsze krople ciepłego letniego deszczu.

- Tutaj obok jest studio, mamy tu nagrania. Chodź Króliczku, przeczekamy deszcz, wypijemy herbatę i odprowadzę cię do domu, dobrze? – zaproponował.

Zaskoczyła go reakcja dziewczyny, która wyrwała się z jego objęć i pobiegła przed siebie. W strugach ulewy dostrzegł z daleka, jak nastolatka skręca do pobliskiego parku.

Tak bardzo miała wszystkiego dosyć. Miała dosyć ciągłych niepowodzeń w związku z Mamoru. Dosyć swojej słabości i niemocy w walce z wrogiem. Dosyć pecha, który wciąż deptał jej po piętach. Dosyć czułości Seiyi, z którą spotykała się coraz częściej. Dosyć tego, że nie mogła na to pozwolić i zniszczyć przyszłość, której jeszcze jakiś czas temu gorąco pragnęła.

Schroniła się w jednej z parkowych altanek. Pomimo, iż krople deszczu były ciepłe i orzeźwiające, jej zadawały niesamowity chłód. Skuliła się na ławeczce skrytej pod wąskim daszkiem, zdjęła znienawidzone pantofelki. Skóra wokół palców była całkowicie pozdzierana i pokaleczona, nasiąknięte wodą buciki podczas impulsywnej ucieczki od Seiyi dokończyły dzieła. Pośród kłębiących się w głowie myśli, pojawiła się jedna, szaleńcza: zapragnęła stać się kroplą deszczu, która spada swobodnie na ziemię i łączy się z taflą kałuży, rzeki, morza. Chciała w tym momencie być zupełnie wolna od wszelkich trosk, niepowodzeń i obowiązków. Upatrzyła sobie jedną kropelkę, zwisającą z rantu daszka altanki, obserwowała jej swobodny lot ku ziemi. Nie zważając na deszcz, ukucnęła przy małej kałuży, próbując dostrzec w niej ten jedyny, maleńki, upodobany okruch nieba.

Trwała tak nieruchomo, do chwili, kiedy poczuła, że krople ciepłego deszczu nie dotykają już jej skóry, mimo iż widziała ich pełno przed sobą. Spojrzała w górę i dostrzegła rozpostarty kontur parasola. Zerwała się na równe nogi i cofnęła pod daszek altanki.

Seiya złożył parasolkę i usiadł na ławeczce obok dziewczyny. Z figlarnym uśmiechem przyglądał się, jak Usagi próbuje pozbyć się z włosów nadmiaru wody.

- Dlaczego uciekasz, Króliczku? – zapytał patrząc na nią uważnie.

- Czasem mam wrażenie, że moje życie stało się ostatnimi czasy ciągłą pogonią za czymś… – słysząc słowa towarzyszki, twarz muzyka spoważniała. Czuł, że złotowłosej chwilowo bardziej przydatna będzie szczera rozmowa, niż zaczepki i żarty. – Seiya… Ja nie potrafię stawić niczemu czoła…

- Jak to? – zwrócił się w jej stronę. – Co ty mówisz, Króliczku? Jesteś silną, wspaniałą Księżniczką…

- Nie… – pokręciła głową, uśmiechając się smutno. – Wszyscy chcą, żebym taka była. Wszyscy widzą Królową Serenity, władczynię Kryształowego Tokio, do którego powstania mam doprowadzić, zasiąść na tronie i poślubić Księcia Ziemi, Endymiona.

- Słyszałem o tej legendzie.

- To nie legenda. Tak będzie. W to wierzą moi przyjaciele i nie dopuszczą, żeby stało się inaczej.

- A ty, w co ty wierzysz? – spytał, chwytając ją za dłonie.

- Jestem ich Księżniczką. – odpowiedziała cicho. Delikatnie wyciągnęła swoje ręce z ciepłego uścisku przyjaciela. Spojrzała daleko przed siebie, na niknące za murem ulewy parkowe drzewa. Patrzyła w przyszłość, coraz bardziej rozmazaną niczym deszczowy pejzaż.

Królowa Serenity… Przyszłość, którą poznała, malowała się w jasnych barwach. Kryształowe Tokio po ataku Bractwa Czarnego Księżyca znów stało się krainą szczęśliwości, rządzone przez kochającą się parę Królewską. Czyli… Mamoru z pewnością się zmieni! Stanie się czułym i kochającym mężem. Jednak… Czy na pewno? „Nie wiem… – rozmyślała gorączkowo. – Czy chłód, jaki zdarza mi się odczuć w jego uściskach istnieje, czy tylko jest spowodowany moim zwątpieniem?”. Schowała twarz w dłoniach. Czuła się bezsilna w starciu z własnymi myślami.

- Nie potrafię ci pomóc, Króliczku. – usłyszała zmartwiony głos towarzysza. – Dla mnie wasza wizja przyszłości jest niezrozumiała.

- Wystarczająco mi pomagasz. – Usagi spojrzała na chłopaka z nieukrywaną wdzięcznością.

- Kiedy opuściliśmy Ziemię, Księżniczka Kakyuu nakazała mi podjąć misję pomocy planetom atakowanym przez niedobitki armii Galaxii. Szczerze mówiąc, bardzo chętnie zgodziłem się, licząc na śmierć. Tylko to mogło mnie uwolnić od wspomnień o Tobie.

- Seiya… – próbowała mu przerwać, muzyk jednak z zacięciem kontynuował:

- Raz niemal bym stracił życie, uratowała mnie moja towarzyszka broni, poznana na planecie Halmek. Powiedziała wówczas, że pragnienie śmierci czy ucieczki od problemów, jest słabością serca. Natomiast jego siłą jest umiejętność poukładania swoich uczuć i życie w harmonii z samym sobą. Podarowała mi talizman, abym w chwilach zwątpienia starał się zawsze powracać na wytyczoną wcześniej ścieżkę. – Usagi dopiero teraz dostrzegła, że przyjaciel obraca w rękach zawieszony na srebrnym łańcuszku wisiorek. – Dzięki temu jestem teraz na Ziemi, potrafię być dla ciebie oparciem w złych chwilach. Potrafię żyć obok ciebie, cieszyć się a także smucić razem z tobą. Potrafię pogodzić się z moimi uczuciami, wiedząc, że nigdy nie otrzymam niczego w zamian. A ten talizman… Mi nie jest już potrzebny, chciałbym podarować go tobie, aby przypominał ci, żebyś zawsze żyła w zgodzie z sobą, kierowała się głosem serca – on poprowadzi cię właściwie. – poczuła, że Seiya delikatnie zapina łańcuszek na jej szyi. Chwyciła w palce zawieszkę. Był to pierścionek z małą, brylantową lilią. Spojrzała na chłopaka z nieukrywaną wdzięcznością.

- Jesteś pewien, że chcesz mi to ofiarować? – spytała cicho.

- Nalegam. – uśmiechnął się szeroko.

- Dziękuję.

- A teraz! – muzyk niespodziewanie klasnął w dłonie i szeroko się uśmiechnął. – Rozwiążemy twój największy problem! – radośnie spojrzał w zdziwione oczy dziewczyny. – Przecież musisz jakość znaleźć się w domu, prawda? Deszcz raczej nieprędko przestanie padać, a ty jesteś przemoknięta i zmęczona.

- Masz rację, nie powinnam zabierać ci więcej czasu. Sam mówiłeś, że jesteście w studiu na nagraniach… – powiedziała smutno opuszczając głowę.

- Żartujesz? Jeśli udało mi się udzielić ci jakiegokolwiek wsparcia, to jakie znaczenie ma jakieś przygrywanie do mikrofonu? Są rzeczy ważne, i ważniejsze. Dla mnie najważniejsze jest teraz twoje samopoczucie. – odparł, zgrywając przez chwilę oburzonego. – Pomyśl, jak ty dojdziesz do domu. – rzucił krytyczne spojrzenie na bose, opuchnięte stopy nastolatki i na stojące obok pantofelki – źródło bólu i niedoli towarzyszki.

- Prawie o tym zapomniałam. – westchnęła.

- Więc zdaj się na mnie! – rzucił wesoło. – I tak już nie uda ci się ich wcisnąć na nogi. – Energicznie zrzucił swoje buty i skarpetki, podwinął nogawki spodni, po czym pochwycił własne i Usagi obuwie. Z trudem utrzymując poważny wyraz twarzy, wrzucił obie pary do kosza na śmieci stojącego przy altance. Odwrócił się w stronę osłupiałej przyjaciółki.

- Pozwolisz Króliczku, że odprowadzę cię teraz w stronę domu? – wyciągnął rękę w jej stronę. – We dwoje zawsze raźniej, nawet bez butów.

Tym razem Usagi głośno się roześmiała. Złapała muzyka za dłoń. Pozwoliła, by wyciągnął ją na ciepły deszcz, z dala od przytulnej parkowej altanki. Niczym dwoje małych dzieci pobiegli przed siebie, brodzili w kałużach, tańczyli śmiejąc się głośno w ciepłych strugach deszczu.

Usagi pierwszy raz od dawna poczuła się swobodna i wolna od trosk…

CDN…

1 Komentarz

  1. baaardzo spóźnione jest to moje czytanie tego rozdziału ale z drugiej strony patrząc na częstotliwość dodawania rozdziałów to nie ma co się spieszyć :) widzę że znowu Chiba można tak powiedzieć że wystawił Usagi bo wiedział że mają tylko godzinę a mimo to zgodził się na wyjaśnienie znajomym jakieś tam zadanie i w cale się nie przeją że robi to znowu kosztem Usagi zaś Usa powinna wreszcie otworzyć oczy i powiedzieć dość i zostawić wreszcie Chibę bo patrząc na ich teraźniejszość to nie wróżę im szczęśliwej przeszłości bo nie da się odzyskać straconego zaufania zbliżenia się do siebie znowu w przyszłości gdy stracimy to w teraźniejszości Usa powinna wreszcie otworzyć swe serce na Seyię bo widać że tylko przy nim może zapomnieć o troskach i być szczęśliwą :)pozdrawiam i mam nadzieję że niedługo uda ci się dać znowu kolejny rozdział :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.