Rozdział XXXVII

Kochane :* Tak sielankowo dziś:)

Luna ciekawie przyglądała się Usagi, która zapalczywie przeszukiwała szafę. Zeskoczyła z parapetu na łóżko dziewczyny .

- Co ty wyprawi… – nie zakończyła pytania, bowiem w tym momencie na jej głowie wylądował jeden z wyrzuconych ze szafy fatałaszków. Kotka, pomagając sobie łapkami, wydostała się z niespodziewanej pułapki i niedowierzająco pokręciła główką.

- Przecież umówiłam się z Mamoru, dziś w przerwie jego zajęć. – bąknęła dziewczyna. – Ale nie mam w co się ubrać.

- Jak to? – zdziwiła się Luna. – Przecież nie idziesz na bal, tylko na krótkie spotkanie w kawiarni. Mamoru ma jedynie godzinną pauzę.

- Mimo to chcę wyglądać przyzwoicie.

- Nie zauważyłam, aby kiedykolwiek twój strój był naganny. – nie zrozumiała.

- Ale nieco dziecinny. – skwitowała nastolatka.

- Nie sądzę, jesteś po prostu sobą. Masz 16 lat… – upierała się Luna. Usagi nie odpowiedziała. Ustawiła się przed lustrem i przygryzając dolną wargę, przykładała do siebie kolejne ubrania. Z wyrazem krytyki pomieszanej z rezygnacją, odrzucała na podłogę kolejne wieszaki.

Po niemal godzinnej walce z własną garderobą wybrała prostą, amarantową sukienkę, ozdobioną paseczkiem ze srebrną klamerką. Kilkakrotnie odwróciła się dookoła własnej osi, z zacięciem na twarzy obserwując swoje odbicie w lustrze.

- Wyglądasz wspaniale, Usagi! – kotka, pomimo iż nie potrafiła odgadnąć celu postępowania dziewczyny, postanowiła przynajmniej wesprzeć ją miłym komentarzem. „Nic z tego nie rozumiem”. – kalkulowała w myśli. – „Do tej pory nigdy nie miała najmniejszego problemu, aby ubrać cokolwiek. Przeciwnie do Minako. Artemis niejednokrotnie skarżył się na przymus uczestnictwa w domowej rewii mody serwowanej przez Aino. Nigdy bym nie przypuszczała, że przyjdzie mi doświadczyć tego samego” – westchnęła ciężko.

Usagi kończyła właśnie poprawiać włosy, włożyła na nogi pantofelki dopasowane kolorystycznie do sukienki.

- Mamoru obiecał mi poświęcać trochę więcej czasu. On również zauważył, że oddaliliśmy się od siebie. – wyznała Lunie. – Pomyślałam więc, że ja także dodam coś od siebie, postaram się być bardziej poważna w jego towarzystwie. Przestanę opychać się ciastem, mówić z pełnymi ustami…

Ze zgrozą spojrzała na zegar ścienny, chwyciła małą torebeczkę i szybko wybiegła z domu.

Mało wygodne buciki utrudniały jej bieganie, jednak zobaczywszy podjeżdżający miejski autobus, zdobyła się na większy wysiłek. Zdyszana opadła na fotel i z ulgą wyciągnęła stopy z pantofelków. Krytycznie przyjrzała się zaczerwienionym palcom. Ze smutkiem pomyślała o zbliżającym się przystanku.

***

- Hmm… – mruknęła Miwa, oglądając plik zdjęć podrzuconych jej przez Isao, zawierających sylwetki potencjalnych ofiar, mogących posiadać odłamek Boskiej Łzy w swoim sercu. – Wyglądają nudnie i zupełnie nieatrakcyjnie. Żadnych przystojniaków, fuj.

Odsunęła od siebie pliczek. Jedną ręką rozsunęła wachlarzyk z czarnych piórek, drugą ułożyła na stoliku. Długie, czerwone paznokcie wybijały znany tylko kobiecie rytm.

- Muszę jednak kogoś zaatakować, muszę pokazać, że jestem dużo warta, o wiele więcej niż poprzedniczki. Niech ten wstrętny gad wie, że nie wybrał byle kogo, tylko mnie samą we własnej osobie. – kalkulowała. – Już wiem! Potasuję te zdjęcia i wylosuję na chybił – trafił.

Miwa podekscytowana wykonała swoje zamierzenie. Wyciągnęła fotografię i z ciekawością ją odwróciła. Zawód w jej oczach zdradzał niezadowolenie z losowania, jednak kobieta nie wycofała się. Z irytacją wymalowaną na twarzy wsunęła zdjęcie do torebki.

***

Utykając dotarła na umówione miejsce spotkania. Przez szybę dostrzegła siedzącego przy stoliku Mamoru. Zapragnęła uśmiechnąć się i wesoło pomachać, jednak wyciągnięta ręka zastygła jej w bezruchu. Naprzeciw Chiby siedziała dziewczyna i ciemnowłosy chłopak. Oboje skupili się na pliku kartek, natomiast Mamoru zdawał się zawzięcie coś tłumaczyć, co chwilę wodząc palcem po rozłożonych notatkach. Usagi zmarszczyła nosek, jednak zdecydowanym ruchem pchnęła drzwi do kawiarni.

- Witaj! – Mamoru podniósł się i serdecznie przywitał nastolatkę. – To moi znajomi z uczelni. Mayumi oraz Kenji. – przedstawił parę nieznajomych. – Pozwólcie, moja dziewczyna, Usagi.

Po krótkiej wymianie grzecznościowych gestów, Chiba poprosił nastolatkę, aby zamówiła sobie ciastko, on natomiast szybko dokończy rozmowę ze studentami i resztę czasu spędzą razem.

Pomimo, iż uważnie przysłuchiwała się, nie rozumiała ani słowa z zawiłych tłumaczeń ukochanego. Porzuciła więc świat skomplikowanych reakcji biochemicznych i zaczęła przyglądać się poznanej parze. Mayumi zachowywała pełne skupienie, jedynie co chwilę poprawiała nerwowym ruchem zsuwające się na czubek małego noska wielkie oprawki okularów. Kenji natomiast nieco irytował szesnastolatkę, przerywał rozmowę, wtrącając bardzo szczegółowe i zawiłe pytania. Miała wrażenie, iż przez dociekliwość chłopaka rozmowa tej trójki przedłuża się w nieskończoność.

- Bardzo jesteśmy ci wdzięczni, Mamoru. – Mayumi podniosła się i podała rękę studentowi. – Teraz z pewnością nie będziemy mieć problemów z przedstawieniem szczegółów w naszej prezentacji.

- Serdeczne dzięki. – zadowolony Kenji potrząsał ręką Chiby, promieniując szczęściem. Para pożegnała się, po czym opuściła lokal, zostawiając Usagi i Mamoru samych przy stoliku. Nastolatka smutno wpatrywała się w drugą już filiżankę herbaty.

- Zostało nam 15 minut spotkania. – powiedziała cicho.

- Nie mogłem im odmówić, kiedy poprosili o pomoc. – odpowiedział przybierając pojednawczy ton.

- Mieliśmy spędzić razem czas! Czas, którego nigdy dla mnie nie masz. Wygospodarowałeś jedynie godzinę, cieszyłam się, biegłam za autobusem, aby przynajmniej raz przyjść punktualnie, aby nie uciekła nam nawet jedna cenna minuta z tego spotkania. A teraz pozostało raptem kilka chwil. – wylała z siebie skumulowany żal. W jej oczach pojawiły się łzy.

- Masz pretensję, że pomagam innym? – spytał wyraźnie zasmucony, kładąc swoją dłoń na jej drobnej rączce.

- Przepraszam. – zabrała dłoń, podniosła się prędko. Zasunęła krzesło i spojrzała w oczy chłopakowi. – Masz rację, jestem niesprawiedliwa. Powinnam być dumna, osiągasz wspaniałe wyniki na studiach. Robisz to żeby spełnić marzenia i zapewnić nam kiedyś przyszłość. – powiedziała łagodnie, jednak nie potrafiła zatrzymać toczącej się po policzku łzy. – Pójdę już. Muszę zdążyć na autobus. Na piechotę nie byłabym już w stanie wrócić… w tych butach.

Odwróciła się i wybiegła z kawiarni.

Mamoru nie czekając, podążył za nią. Szybko dogonił kuśtykającą w niewygodnych pantofelkach dziewczynę. Złapał ją za ręce i spojrzał w zapłakane oczy.

- Usagi. Ja…

Przerwał mu rozdzierający krzyk, dobiegający zza rogu. Oboje rzucili się w tamtym kierunku. W zaułku dostrzegli skulonego ze strachu starszego pana i stojącą nad nim dziwnie ubraną kobietę w obcisłej sukience w biało – czarną szachownicę. Dama zamaszystym ruchem rozpostarła wachlarz i silnie nim machnęła. Czarne piórka, niczym ostre szpile przytwierdziły ubranie jegomościa do ściany.

- A teraz pokaż, mój drogi zawartość twojego serca! – wysyczała, przekrzywiając głowę, z gustownie wpiętym strusim piórem w biały kok.

Wycelowała złożony wachlarz na wysokość klatki piersiowej ofiary. Po chwili czarna wiązka energii przeszyła serce starszego pana w poszukiwaniu cennej zawartości. Losowanie okazało się pomyślne dla kobiety, bowiem już po chwili zachwycała się maleńkim kryształkiem na swojej dłoni. Z pogardą popatrzyła, jak jej ofiara pada nieprzytomna pod murem. Wzruszyła ramionami i zamierzała odejść.

- Zaczekaj! Masz czelność atakować starszych ludzi, którym należy się szacunek i spokojne życie! Zapłacisz nam za to, w imieniu Księżyca! – usłyszała.

Odwróciła się i zobaczyła przemienioną w Czarodziejkę Usagi oraz Tuxedo. Kobieta wybuchnęła gromkim śmiechem.

- Nie wierzę! Hahahahahaha!!! Czuję się jak w marnej sztuce, z marnymi aktorami i jeszcze marniej napisanym scenariuszem! Hahahaha!!!

- Jesteś nową wysłanniczką Czarnej Gwiazdy? – spytał Mamoru.

- Naturalnie. – odpowiedziała z nieukrywaną dumą. – Ale otrzymałam odpowiednie instrukcje, co do was. Słyszałam wiele rzeczy o waszej bandzie, szumnie nazywającymi siebie Wojownikami o Miłość i Sprawiedliwość. Ha ha ha! Przygotowałam dla was niespodziankę. Akt pierwszy, scena pierwsza! Przybywaj mój demonie, Akichirionie! – Miwa podwójnie uderzyła wachlarzem o powietrze. W kłębach białego dymu pojawił się przeciwnik Usagi i Tuxedo. Potwór wyglądał nieco komicznie, zupełnie jak wielka, kolorowa, zabawkowa stonoga, składająca się z wielu członów – niczym zbudowana z klocków. Twarz demona nie wyglądała raczej na przyjazną, a jego pani wydawała się być bardzo zadowolona z wybranego pomocnika.

- Rozpraw się z nimi! – rozkazała władczym głosem. Na odchodne pomachała Czarodziejce z Księżyca maleńkim odłamkiem.

Przyjaciele nie mieli możliwości ścigać Miwę, bowiem jej demon nie próżnował. Potwór zaatakował z niespotykaną szybkością.

- Zajmę się tym! – krzyknął Tuxedo. Z całej siły uderzył w ostatni z członów wielkiej stonogi, który zamienił się w biały dym. Niestety na jego miejsce szybko pojawiły się dwa kolejne elementy, a stwór wpadł w jeszcze większą złość. Wymachiwał kolorowym cielskiem, przyjaciele z trudem robili uniki. Uskakując przed przednią częścią potwora, Usagi została z całą siłą przygnieciona do ściany tylnymi członami. Z trudem podniosła się z ziemi, ale Mamoru nie czekając, uderzył ponownie. Jako cel obrał głowę demona, licząc, że niszcząc ją, zginie całe monstrum. Niestety szybko okazało się, że i tą część swojego ciała stonoga potrafiła zregenerować. Zniszczony element, z jeszcze potworniejszym wyrazem twarzy odrósł na drugim końcu długiego rzędu kolorowych klocków.

Czarodziejka i Książę Ziemi nie nadążali robić uników. Oboje mocno już poturbowani, zapędzeni zostali w kozi róg zaułka. Z trzech stron otaczał ich wysoki mur, poczuli się osaczeni. W ostatnim momencie Mamoru zasłonił Usagi, obrywając porządny cios. Stwór zawył radośnie. Przygotował się do zadania ostatecznego ruchu, jednak niespodziewanie został zaatakowany wielką falą oceanicznej wody.

- Uran! Neptun! – krzyknęła radośnie Czarodziejka z Księżyca, dostrzegając stojące na szczycie wielkiego muru dwie znajome sylwetki.

- Przybywamy z odsieczą, Kociątko! – uśmiechnęła się Haruka. Z niechęcią spojrzała na tarzającego się w wielkiej kałuży, kompletnie zdezorientowanego i nieco wystraszonego demona.

- Pozwolisz? – spytała Czarodziejka z Urana, puszczając zalotnie oko do partnerki.

- Czyżbyś chciała się popisać nową mocą? – udała oburzoną Michiru. Uśmiechnęła się czule. – Działaj.

Haruka nie kazała na siebie czekać. Efektownie skoczyła ze sporej wysokości i znalazła się pomiędzy poturbowanymi Usagi i Mamoru, a rozwścieczonym potworem. Posłużyła się atakiem Trzęsienia Ziemi. Nie było to jednak to samo zaklęcie. Energia skupiona w dłoniach kobiety była wielokrotnie większa, a fale bijące w trakcie uderzenia w demona dały pozostałym odczucie, jakby atak dosięgał także ich.

Cielsko stwora w całości zamieniło się w biały dym i ulotniło. Usagi zaniemówiła, natomiast Michiru z uznaniem poklaskała w dłonie.

- I jak? – spytała.

- Cóż, ten potwór był zbyt słaby by popisywać się większymi możliwościami. – stwierdziła nieco zawiedziona Haruka.

- Jeszcze nie raz będziesz miała okazję. – stwierdziła Wojowniczka z Neptuna. Podała rękę nieco oszołomionej Usagi, a jej towarzyszka zajęła się poturbowanym Mamoru.

***

- Usagi, muszę biec na uczelnię… – powiedział Mamoru, ochłonąwszy po ataku wroga. – Ale obiecuję, zadzwonię wieczorem i umówimy się na jutrzejszy dzień. – zapewniał.

- Dobrze. – uśmiechnęła się smutno.

Patrzyła przez chwilę, jak chłopak biegnie, znikając po chwili za rogiem ulicy. Pieczołowicie przejrzała rozkład jazdy, poszukując miejskiego autobusu, którego trasa przebiegała najbliżej jej domu. Spóźniła się na ostatni kurs, następny dopiero za godzinę. Westchnęła ciężko, spoglądając na opuchnięte i zaczerwienione stopy, dostrzegając pierwsze otarcie niemal do krwi. Zacisnęła zęby, powoli utykając ruszyła przed siebie. Jęknęła, na widok zaawansowanego zachmurzenia nieba. Czuła, że za chwilę nie tylko chmury zapłaczą, ale ona sama również.

- Króliczek? – usłyszała znajomy głos tuż za swoimi plecami. Seiya wyprzedził ją. – Co ty wyprawiasz? – spojrzał ciekawie na dziewczynę. Podniosła wzrok i popatrzyła mu w oczy. Czara goryczy zebranej wewnątrz niej pękła. Usagi rozpłakała się gwałtownie i rzuciła muzykowi w objęcia. Zdezorientowany brunet w milczeniu przytulił przyjaciółkę. Trwali tak przez kilka minut, z zamyślenia wyrwały ich pierwsze krople ciepłego letniego deszczu.

- Tutaj obok jest studio, mamy tu nagrania. Chodź Króliczku, przeczekamy deszcz, wypijemy herbatę i odprowadzę cię do domu, dobrze? – zaproponował.

Zaskoczyła go reakcja dziewczyny, która wyrwała się z jego objęć i pobiegła przed siebie. W strugach ulewy dostrzegł z daleka, jak nastolatka skręca do pobliskiego parku.

Tak bardzo miała wszystkiego dosyć. Miała dosyć ciągłych niepowodzeń w związku z Mamoru. Dosyć swojej słabości i niemocy w walce z wrogiem. Dosyć pecha, który wciąż deptał jej po piętach. Dosyć czułości Seiyi, z którą spotykała się coraz częściej. Dosyć tego, że nie mogła na to pozwolić i zniszczyć przyszłość, której jeszcze jakiś czas temu gorąco pragnęła.

Schroniła się w jednej z parkowych altanek. Pomimo, iż krople deszczu były ciepłe i orzeźwiające, jej zadawały niesamowity chłód. Skuliła się na ławeczce skrytej pod wąskim daszkiem, zdjęła znienawidzone pantofelki. Skóra wokół palców była całkowicie pozdzierana i pokaleczona, nasiąknięte wodą buciki podczas impulsywnej ucieczki od Seiyi dokończyły dzieła. Pośród kłębiących się w głowie myśli, pojawiła się jedna, szaleńcza: zapragnęła stać się kroplą deszczu, która spada swobodnie na ziemię i łączy się z taflą kałuży, rzeki, morza. Chciała w tym momencie być zupełnie wolna od wszelkich trosk, niepowodzeń i obowiązków. Upatrzyła sobie jedną kropelkę, zwisającą z rantu daszka altanki, obserwowała jej swobodny lot ku ziemi. Nie zważając na deszcz, ukucnęła przy małej kałuży, próbując dostrzec w niej ten jedyny, maleńki, upodobany okruch nieba.

Trwała tak nieruchomo, do chwili, kiedy poczuła, że krople ciepłego deszczu nie dotykają już jej skóry, mimo iż widziała ich pełno przed sobą. Spojrzała w górę i dostrzegła rozpostarty kontur parasola. Zerwała się na równe nogi i cofnęła pod daszek altanki.

Seiya złożył parasolkę i usiadł na ławeczce obok dziewczyny. Z figlarnym uśmiechem przyglądał się, jak Usagi próbuje pozbyć się z włosów nadmiaru wody.

- Dlaczego uciekasz, Króliczku? – zapytał patrząc na nią uważnie.

- Czasem mam wrażenie, że moje życie stało się ostatnimi czasy ciągłą pogonią za czymś… – słysząc słowa towarzyszki, twarz muzyka spoważniała. Czuł, że złotowłosej chwilowo bardziej przydatna będzie szczera rozmowa, niż zaczepki i żarty. – Seiya… Ja nie potrafię stawić niczemu czoła…

- Jak to? – zwrócił się w jej stronę. – Co ty mówisz, Króliczku? Jesteś silną, wspaniałą Księżniczką…

- Nie… – pokręciła głową, uśmiechając się smutno. – Wszyscy chcą, żebym taka była. Wszyscy widzą Królową Serenity, władczynię Kryształowego Tokio, do którego powstania mam doprowadzić, zasiąść na tronie i poślubić Księcia Ziemi, Endymiona.

- Słyszałem o tej legendzie.

- To nie legenda. Tak będzie. W to wierzą moi przyjaciele i nie dopuszczą, żeby stało się inaczej.

- A ty, w co ty wierzysz? – spytał, chwytając ją za dłonie.

- Jestem ich Księżniczką. – odpowiedziała cicho. Delikatnie wyciągnęła swoje ręce z ciepłego uścisku przyjaciela. Spojrzała daleko przed siebie, na niknące za murem ulewy parkowe drzewa. Patrzyła w przyszłość, coraz bardziej rozmazaną niczym deszczowy pejzaż.

Królowa Serenity… Przyszłość, którą poznała, malowała się w jasnych barwach. Kryształowe Tokio po ataku Bractwa Czarnego Księżyca znów stało się krainą szczęśliwości, rządzone przez kochającą się parę Królewską. Czyli… Mamoru z pewnością się zmieni! Stanie się czułym i kochającym mężem. Jednak… Czy na pewno? „Nie wiem… – rozmyślała gorączkowo. – Czy chłód, jaki zdarza mi się odczuć w jego uściskach istnieje, czy tylko jest spowodowany moim zwątpieniem?”. Schowała twarz w dłoniach. Czuła się bezsilna w starciu z własnymi myślami.

- Nie potrafię ci pomóc, Króliczku. – usłyszała zmartwiony głos towarzysza. – Dla mnie wasza wizja przyszłości jest niezrozumiała.

- Wystarczająco mi pomagasz. – Usagi spojrzała na chłopaka z nieukrywaną wdzięcznością.

- Kiedy opuściliśmy Ziemię, Księżniczka Kakyuu nakazała mi podjąć misję pomocy planetom atakowanym przez niedobitki armii Galaxii. Szczerze mówiąc, bardzo chętnie zgodziłem się, licząc na śmierć. Tylko to mogło mnie uwolnić od wspomnień o Tobie.

- Seiya… – próbowała mu przerwać, muzyk jednak z zacięciem kontynuował:

- Raz niemal bym stracił życie, uratowała mnie moja towarzyszka broni, poznana na planecie Halmek. Powiedziała wówczas, że pragnienie śmierci czy ucieczki od problemów, jest słabością serca. Natomiast jego siłą jest umiejętność poukładania swoich uczuć i życie w harmonii z samym sobą. Podarowała mi talizman, abym w chwilach zwątpienia starał się zawsze powracać na wytyczoną wcześniej ścieżkę. – Usagi dopiero teraz dostrzegła, że przyjaciel obraca w rękach zawieszony na srebrnym łańcuszku wisiorek. – Dzięki temu jestem teraz na Ziemi, potrafię być dla ciebie oparciem w złych chwilach. Potrafię żyć obok ciebie, cieszyć się a także smucić razem z tobą. Potrafię pogodzić się z moimi uczuciami, wiedząc, że nigdy nie otrzymam niczego w zamian. A ten talizman… Mi nie jest już potrzebny, chciałbym podarować go tobie, aby przypominał ci, żebyś zawsze żyła w zgodzie z sobą, kierowała się głosem serca – on poprowadzi cię właściwie. – poczuła, że Seiya delikatnie zapina łańcuszek na jej szyi. Chwyciła w palce zawieszkę. Był to pierścionek z małą, brylantową lilią. Spojrzała na chłopaka z nieukrywaną wdzięcznością.

- Jesteś pewien, że chcesz mi to ofiarować? – spytała cicho.

- Nalegam. – uśmiechnął się szeroko.

- Dziękuję.

- A teraz! – muzyk niespodziewanie klasnął w dłonie i szeroko się uśmiechnął. – Rozwiążemy twój największy problem! – radośnie spojrzał w zdziwione oczy dziewczyny. – Przecież musisz jakość znaleźć się w domu, prawda? Deszcz raczej nieprędko przestanie padać, a ty jesteś przemoknięta i zmęczona.

- Masz rację, nie powinnam zabierać ci więcej czasu. Sam mówiłeś, że jesteście w studiu na nagraniach… – powiedziała smutno opuszczając głowę.

- Żartujesz? Jeśli udało mi się udzielić ci jakiegokolwiek wsparcia, to jakie znaczenie ma jakieś przygrywanie do mikrofonu? Są rzeczy ważne, i ważniejsze. Dla mnie najważniejsze jest teraz twoje samopoczucie. – odparł, zgrywając przez chwilę oburzonego. – Pomyśl, jak ty dojdziesz do domu. – rzucił krytyczne spojrzenie na bose, opuchnięte stopy nastolatki i na stojące obok pantofelki – źródło bólu i niedoli towarzyszki.

- Prawie o tym zapomniałam. – westchnęła.

- Więc zdaj się na mnie! – rzucił wesoło. – I tak już nie uda ci się ich wcisnąć na nogi. – Energicznie zrzucił swoje buty i skarpetki, podwinął nogawki spodni, po czym pochwycił własne i Usagi obuwie. Z trudem utrzymując poważny wyraz twarzy, wrzucił obie pary do kosza na śmieci stojącego przy altance. Odwrócił się w stronę osłupiałej przyjaciółki.

- Pozwolisz Króliczku, że odprowadzę cię teraz w stronę domu? – wyciągnął rękę w jej stronę. – We dwoje zawsze raźniej, nawet bez butów.

Tym razem Usagi głośno się roześmiała. Złapała muzyka za dłoń. Pozwoliła, by wyciągnął ją na ciepły deszcz, z dala od przytulnej parkowej altanki. Niczym dwoje małych dzieci pobiegli przed siebie, brodzili w kałużach, tańczyli śmiejąc się głośno w ciepłych strugach deszczu.

Usagi pierwszy raz od dawna poczuła się swobodna i wolna od trosk…

CDN…

Rozdział XXXVI

Cieszę się, że jesteście :*

 

Haruka rzeczywiście znalazła się w innym wymiarze. Mrocznie wyglądające miejsce idealnie odpowiadało użytej przez Ratheel nazwie. Martwy Wymiar. Gęste, granatowe chmury całkowicie opanowały niebo krainy, nieprzepuszczając ani jednego promienia światła słonecznego. Nagie skały, resztki zniszczonych roślin i drzew, to jedyne elementy krajobrazu. Haruka rozglądała się pilnie, doszukując się możliwości wydostania się z tego miejsca jak najszybciej. Nie miała pojęcia co się stało z jej rywalką, Haną. Jej myśli krążyły jedynie wokół świata, z którego tu przybyła – opuszczonych magazynów, w których chwilę temu toczyła się walka i gdzie pozostawiła ranną partnerkę.

Ruszyła przed siebie błotnistą dróżką, intensywnie rozmyślając o przyjaciółce. Czuła coraz bardziej potęgującą się w niej złość. Gdyby nie Hana, Michiru nic by się nie stało.

- Jak mogłaś… – wycedziła na głos. Zacisnęła pięści, wciąż idąc przed siebie. – Nie daruję ci tego, nie wybaczę ci bólu, jak zadałaś Neptunowi. Wciągnęłaś w nasze porachunki zupełnie niewinną osobę, zrobiłaś krzywdę, dla własnej chorej ambicji i satysfakcji. Hana… Nie daruję ci tego, nie wybaczę. Odnajdę cię i… zabiję…

Czarodziejka z Urana nie znała praw, jakimi rządził się wymiar, w którym się znalazła. Nie była świadoma, że potęgująca się w niej nienawiść do przeciwniczki jest wynikiem mroku, który zaatakował jej serce i umysł, doszukując się jakiegokolwiek cienia czy wątpliwości. Każdy, kto znalazł się przypadkowo w Martwym Wymiarze stawał się pożywką dla panującego zła, które skutecznie przejmowało kontrolę nad umysłem i ciałem ofiary, by następnie zatracić ją na wieki. Tennoh przepełniona goryczą związaną z ostatnimi wydarzeniami, była łatwym celem. Myśli w jej głowie rozpoczęły szaleńczy taniec, a białka jej oczu powoli znikały w głębokiej czerni. Po kostki zapadała się w błotnistej mazi, brnęła jednak przed siebie, zupełnie zapominając o wszystkim, co w jej życiu miało najistotniejszy sens, jej dusza oddalała się od wspomnień związanych z Michiru, Usagi, Czarodziejkach, wspólnej walki ze złem zagrażającym Ziemi. Liczyła się jedynie nienawiść do Hany i chęć najokrutniejszej zemsty. Nigdy nie zdawała sobie sprawy, że tak podłe myśli mogą nią kiedykolwiek zawładnąć, jednak w tym momencie zupełnie przestała tracić nad ty kontrolę. Mrok, Pan Martwego Wymiaru kawałek po kawałku skradał jej serce, stwarzacjąc je podobnym do czarnego nieba nad wymarłą krainą.

Błotnista maź coraz bardziej utrudniała jej kroki, Czrodziejka upadła na kolana. Próby wydostania się na twardszy grunt kończyły nie fiaskiem, poczuła, że jest wciągana przez brunatną toń.

- Im bardziej nienawidzisz, tym bardziej pogrążasz się w bagnie. Niedługo przepadniesz na zawsze. – usłyszała. Szybko poznała głos, który do niej przemówił. Podniosła głowę. Na głazie siedziała okryta srebrnym płaszczem postać. Haruka wyszarpnęła rękę z błotnistej mazi i zakryła nią oczy, niemal w całości opanowane przez mroczną zasłonę. Szaty Ratheel kontrastowały z brunatnym i mrocznym krajobracem, jej pojawienie się na tle matrwych głazów i czerni horyzontu nieco rozświetliły otoczenie, niczym pojedynczy, zabłąkany promień słońca.

- Ty… – wysyczała Tennoh. Nigdy nie darzyła Ratheel ani zaufaniem, ani jakąkolwiek sympatią, jej obecność tutaj zdenerwowała Czarodziejkę jeszcze bardziej. Jej ciało ugrzęzło w błotnistej mazi niemal do pasa.

- Podałabym ci rękę i pomogła się wydostać, ale jestem jedynie hologramem.

- Kogo to obchodzi. – prychnęła Haruka.

- Zresztą kto wie, może byś w ramach podziękowania zaatakowała mnie. – kontynuowała bezwiednie Ratheel, zdawało się, iż kompletnie nic nie robiąc sobie z uwag Wojowniczki z Urana.

- Czyżbyś się mnie obawiała? – spytała zaczepnie Tennoh.

- W żadnym wypadku. Pragnę uniknąć jedynie nieprzyjaznych sytuacji.Nie przepadasz ani za mną, ani za Gwiazdą Walki, prawda? A jednak, to my dwoje jako pierwsi odnaleźliśmy Neptuna, to właśnie Gwiezdna Czarodziejka próbuje przywrócić siły witalne oraz uleczyć jej rany, kiedy ja w tym czasie staram się dotrzeć do ciebie i naprawić spustoszenie, które zasiał w tobie mrok. – wyłożyła postać w srebnej szacie. Wiedziała, że te słowa nie wystarczą, że przed nią długa, i możliwe, że czasami burzliwa rozmowa z Czarodziejką z Urana. Nie umknęło jednak jej uwadze, że usłyszawszy imię partnerki, oczy Wojowniczki na chwilę pojaśniały, a błotna breja usąpiła do połowy ud. Ten ułamek sekundy wystarczył Ratheel, aby pojęła, że jej negocjacje zmierzają w dobrym kierunku.

- Nie obawiaj się o Michiru, jest pod dobrą opieką. Jej rany goją się, wkrótce odzyska przytomność i będziesz mogła z nią porozmawiać. Przybyłam tu, aby ci pomóc.

- Doprawdy? – prychnęła Uran. – Za kogo ty się masz? Za stróża każdej Czarodziejki? Zabawne, zawsze pojawiasz się niewiadomo skąd, wspaniałomyślnie niosąc pomoc. Zrozum, my mamy swoją Księżniczkę, mamy komu służyć i sami pokonamy przeszkody. Nie jesteś nam do niczego potrzebna.

- W takim wypadku za chwilę mrok pochłonie zupełnie twoje ciało i duszę. Gwarantuję ci, że twoja nienawiść doprowadzi do tego, że nigdy już nie spotkasz ani partnerki, ani twojej Księżniczki.

- Pojawiasz się znikąd i próbujesz prawić morały. Nie potrzebuję cię. Możesz odejść, poradzę sobie sama.

- Obserwując was wszystkie, doszłam do wniosku, że jesteś obdarzona niezwykle silnym charakterem, nieugiętym, nie dającym sobie nic wmówić. – kontynuowała bezwiednie Ratheel. – To ty zazwyczaj wietrzyłaś wszelkie podstępy oraz pułapki. Zresztą… – rozłożyła spowite srebrną szatą ręce. – Nie ufasz nawet Gwiezdnym Czarodziejkom, które przecież walczą z wami ramię w ramię, a jedna z nich w tym momencie prubuje uleczyć rany Neptunowi…

- Michiru. – wyszeptała Haruka. – Wygadujesz te brednie po to, bym i ja rzuciła ci się na szyję, dziękując za wspaniałomyślną pomoc i deklarując dozgonną przyjaźń? – prychnęła, przybierając ostry ton głosu.

- Nie. – podniosła się z kamienia i niedbale otrzepała poły srebrnego płaszcza. -Przybyłam na Ziemię, żeby wam pomagać, podzielić się doświadczeniem, naprowadzić na możliwość obudzenia w sobie drzemiących pokładów mocy. – wymieniała. – Mam być szczera? Owszem, nieraz mieszam się do waszych potyczek z wrogiem, robię to jednak spontanicznie, kiedy widzę, że naprawdę może przydać wam się moja pomoc. Po to przyszłam także tutaj, bo wierzę, że jesteś silnym i nieodłącznym filarem Wojowniczek Czarodziejki z Księżyca. Ona cię potrzebuje. Wszyscy szukają Urana, odnalazła cię Gwiazda Walki, i to ona uparcie dążyła, żeby cię ratować. Jednak widzę, że niepotrzebnie marnuję energię na tą konwersację. – Odwróciła się, chcąc odejść. Kątem oka zerknęła na uwięzioną w błotnistej mazi Czarodziejce. Tennoh spuściła wzrok, jej twarz poszarzała, pomimo amoku w jakim znajdowało się serce Wojowniczki, umysł zdawał się walczyć z tornadem złych myśli.

- Szukają mnie…? Gwiazda Walki, ona…

- Opiekuje się teraz Neptunem. Ale to już nie ma najmniejszego znaczenia. – Liliowa Księżniczka powoli oddalała się.

- Zaczekaj! – usłyszała za plecami. Odwróciła się i zobaczyła, jak w wyciągniętej dłoni Haruki materializuje się talizman jej serca. Podniosła twarz. Jej oczy na powrót odzyskały blask, zaigrała w nich iskierka gotowości do walki. – Chyba powinnam ci teraz zaufać, prawda Ratheel? – spytała, przywołując drobny uśmiech. Uniosła talizman. – Wzywam cię, Potęgo Planety Uran!

Przywołana aura opiekuńczego ciała niebieskiego spowiła ciało Wojowniczki. Tennoh z całej siły uderzyła maczetą w otaczającą ją błotnistą maź. Ziemia zatrzęsła się, przez chwilę mrok Martwego Wymiaru ustąpił złotemu blaskowi, enanującego przez Czarodziejkę.

Ratheel z zadowoleniem spojrzała na oswobodzoną już z macek zła, odmienioną Wojowniczkę z Urana. Kobieta uwolniła drzemiącą w niej moc, podobnie jak Wenus i Pluton przebudziła ukryte pokłady mocy. Jej kokardę przyozdabiał teraz przepiękny klejnot z symbolem opiekuńczej planety.

- Jak się czujesz, Czarodziejko? – spytała łagodnie.

Haruka z nieco kwaśną miną dokonywała wstępnych oględzin odmienionego mundurka bojowego. Dotknęła długiej granatowej kokardy, pogładziła palcem biały pasek u dołu plisowanej granatowej spódniczki oraz nowego diademu na czole.

- Hmm…-mruknęła. – Pytasz, jak się czuję? Nieco bardziej wystawnie. – obie zaśmiały się wesoło. – Ale muszę przyznać, że moja moc jest nieporównywalnie większa. Czuję, że muszę trochę popracować, zanim całkowicie ją przyswoję.

- Zrozumiałe. – przytaknęła Ratheel. – Moja moc jednak powoli się wyczerpuje, a jeszcze odrobinę potrzeba, aby wydostać cię z pętli wymiarów. – zażartowała.

- Dziękuję. – powiedziała poważnie Haruka. – Jednak, wiesz… Ja…

- Dalej będziesz trzymała mnie na dystans? Wiem. – przerwała jej postać w srebrnej szacie.

- Taka jestem.

- A ja nie chce wtrącać się w wasze sprawy.

- Zrozum, skrywasz przed nami wiele tajemnic… – zaczęła Tennoh, podążając za Ratheel.

- Póki co niektóre rzeczy pozostawmy jeszcze niedomówionymi. – gwałtownie przystanęła. – Ale mam nadzieję, że postąpię właściwie, jeśli odkryję przed tobą jedną, jedyną kartę. – mówiąc to odwróciła się do Haruki i zsunęła z głowy kaptur. Haruka z zaskoczeniem wpatrywała się w twarz Księżniczki, w głęboką toń jej oczu, czerwień ust i nieskazitelną cerę. – Teraz już wiesz, że myśli, iż nie posiadam twarzy są niezgodne z prawdą.

Harukę oblał rumieniec zawstydzenia. Szybko pojęła, że Ratheel potrafi odczytywać cudze myśli. Z zakłopotania wyrwała ją towarzyszka, która zamaszystym ruchem skryła twarz pod kapturem i ruszyła w dalszą drogę.

- Ilę osób poznało cię do tej pory? – spytała.

- Gwiazda Walki oraz Czarodziejka z Plutona.

- Seya… Spodziewałam się. – rozmyślała głośno. – Ale Setsuna… Nigdy nie dała po sobie poznać. – uśmiechnęła się do siebie. – Rozumiem, co mam zrobić z tą wiedzą.

- Zrobisz, co uznasz za słuszne. – zatrzymała się. – W tym miejscu weszłaś do Martwego Wymiaru.

- Uda nam się bezproblemowo wydostać z tego ohydnego miejsca? – spytała Haruka rzeczowo.

- Pamiętaj, że jestem tak naprawdę hologramem, moje ciało pozostało w rzeczywistym wymiarze. – wyjaśniła Księżniczka. – Zwyczajnię połączę się sama z sobą, a twoim zadaniem jest trzymać moję ramię. Jeśli się zgubisz ponownie, wiedz, że nie mam zamiaru po ciebie wracać.

- Rozumiem.- przytaknęła kwaśno.

- Cóż, niezaprzeczalnie słynę w kosmosie z tego typu życzliwości. Gotowa?

Tennoh miała potwierdzić, jednak kątem oka dostrzegła coś, co przykuło jej uwagę. Błyskawicznie przybrała pozę gotową do walki. W stronę Czarodziejek zbliżała się pokaleczona, podpierająca się wyszczerbioną maczetą Hana. Uran szybko oceniła, że mętny wzrok przeciwniczki przez ułamki sekundy odzyskiwał przebłyski świadomości. Nie ruszyła do ataku, poczekała, aż rywalka chwiejnym krokiem podejdzie do niej na odległość wyciągniętej ręki. Hana podniosła twarz i spojrzała głęboko w oczy Wojowniczce, po czym osunęła się wprost w jej ramiona, upuszczając przy tym bezużyteczną już broń. Rany na jej ciele obficie broczyły krwią, pozostawijąc czerwone plamy na stroju podtrzymującej ją Czarodziejki.

- Zabierz… – wychrypiała wprost do jej ucha. – Chcę…umrzeć… Nie tu… Proszę… – przy ostatnim słowie Haruka poczuła napierający cały ciężar rywalki. Hana straciła przytomność. Tennoh nie zastanawiając się, lekkim ruchem przerzuciła elastyczne ciało przez prawę ramię i zwróciła się w stronę Ratheel.

- Jesteś pewna? – spytała postać w srebrnej szacie.

- Poprosiła.

- Wyrządziła tyle szkód, przede wszystkim tobie.

- Tak. – Uran surowo spojrzała na znieruchomiałe ciało przeciwniczki. – Nie daruję jej krzywdy, jaką wyrządziła Michiru. Nie zapomnę także, że przez nią o mało nasz świat nie zginął kiedy przyczyniłasię do otwarcia Wrót Piekieł. Ale doceniam ją jako rywala w walce a także w sporcie. Po części dzięki niej znalazłam się tutaj, co zaowocowało przebudzeniem moich mocy. To przecież zwykła marionetka Czarnej Gwiazdy, która w ostateczności wolała poprosić o pomoc.

- Szlachetne. – skwitowała Ratheel, Haruce wydawało się nawet, że nieco ironicznie. Odrzuciła szybko myśli, by skupić swoją uwagę na postaci w srebrnym płaszczu, która wyciągnęła przed siebie dłoń. Przed nimi otworzył się jasnoróżowy portal, w którego odchłani utonęła jasna wiązka światła płynąca z piersi Liliowej Czarodziejki.

***

- Haruka! – Czarodziejka z Neptuna zerwała się z posadzki i podbiegła w stronę wychodzącej z otwartego portalu partnerki. Ratheel zamaszystym ruchem różdżki zamknęła przejście i lekko zachwiała się na nogach. Nie przyjęła pomocy od czarnowłosego muzyka, który z humorem próbował zaoferować jej swoje ramię.

- Straciłam sporo energii, jednak wciąż mam jej wystarczająco, żeby pokazać ci, gdzie twoje miejsce. – syknęła.

- Nie rozumiem. – oburzył się. – Wszystko wyszło idealnie. Przybyliśmy z odsieczą, ja uleczyłem Michiru, ty odnalazłaś Urana w jakimś piekle i sprowadziłaś ją, całą i zdrową, nawet nieco bardziej wystrojoną. – Zmierzył wzrokiem Wojowniczkę. – W dodatku ona przyniosła sobie trofeum na ramieniu. A ty się zachowujesz jakbyś zjadła przynajmniej kosz okropnie kwaśnych jabłek.

- Sam staniesz się kwaśnym jabłkiem, jeśli nie porzucisz tych nikogo nie bawiących uwag. – odburknęła Haruka, układając na posadzce nieprzytomną Hanę.

***

W tym czasie pozostałe Czarodziejki dotarły pod opuszczone magazyny. Po zdjęciu bariery przez Gwiazdę Walki bez problemu wyczuły silną energię emanującą z tego miejsca. Dzięki Ami, która skalkulowała, że ogromna moc pochodzi od Ratheel, spieszyły we wskazane miejsce, z obawą, że mogło dojść do najgorszych wydarzeń. Wenus zaznaczył, że Liliowa Księżniczka nie pojawia się przypadkowo, nie bez powodu również używa sporych pokładów swojej mocy. Przyjaciele zgodnie uznali, że musiało stać się coś złego, wspólnie martwili się o Urana i Neptuna. Niepokój ogarnął ich również po fakcie, kiedy zauważyli, że nie ma wśród nich Gwiazdy Walki.

- Mam nadzieję, że Seiya nie wpakował się w jakieś kłopoty. – stwierdził Yaten.

- Nie sądzę, przecież to doświadczony wojownik. – pocieszała Makoto.

- Owszem, ale jest także porywczy i czasem impulsywny. – kontynuował brat muzyka.

- Czyżby ruszył na ratunek Uranowi? – rzuciła Minako.

- Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, Seiya zapomina o wszelkich dotychczasowych zgrzytach, tylko stara się udzielić pomocy. – Wyjaśnił chłodno Taiki. – Może dzieli ich różnica zdań na codzień, ale Uran i Neptun to towarzyszki broni takie same jak wy.

- Zamiast prowadzić dyskusję, ruszajmy z odsieczą. – Yaten zrobił niezadowoloną minę. – Nie wyczuwam już żadnej energii, jakby wszystko ucichło.

- Miejmy nadzieję, że nie doszło do najgorszego. – zmartwiła się Usagi i ruszyła za Gwiezdnymi Czarodziejkami.

***

- Co z nią? – spytała Michiru partnerkę, która ukucnęła przy nieprzytomnej Hanie. Tennoh jedynie wzruszyła ramionami i spojrzała pytająco na Ratheel.

- Jeśli chcesz ją ocalić, to wybacz, ale nie potrafię ci pomóc. – odpowiedziała na nieme pytanie Czarodziejki z Urana. – Jej serce jest w rękach Czarnej Gwiazdy, agonia potrwa tak długo, jak tego sobie zażyczy jej władczyni. Ja nie mogę nic zrobić. Nie mam mocy oczyszczania i odradzania. Ale Czarodziejka z Księżyca mogłaby spróbować.

- Więc jednak sama przyznajesz, że nie jesteś wszechmocna! – wciąż próbował żartować Seiya.

- Nigdy nie powiedziałam w taki sposób o sobie. – odparła. – Ale nigdy nie przyszło mi do głowy oczyszczać mojego przeciwnika ze zła, które się w nim zakorzeniło. Podziwiam, Wojowniczko z Urana. Wasi przyjaciele za chwilę tu będą, wśród nich również Księżycowa Księżniczka. Pozostawiam ten problem w jej rękach. – odwróciła się. – Moja osoba w tym miejscu jest już zbędna.

- Odchodzisz? – spytała Tennoh.

- Podkreślałam wielokrotnie, że niechętnie ingeruję w wasze sprawy. – odeszła kilka kroków, po czym jej postać rozwiała się niczym mgła.

Zgodnie z jej przypuszczeniami, reszta przyjaciół szybko odnalazła Harukę, Michiru i Seiyę. Muzyk szybko nakreślił im zaistniałą sytuację. Uran pozostała zupełnie oszczędna w słowach, pomijając milczeniem wydarzenia z Martwego Wymiaru. Schyliła się do leżącej na betonowej posadzce przeciwniczce.

- Postaram się, aby odrodziła się jako dobry człowiek. – Usagi z lekkim uśmiechem położyła dłoń na ramieniu Tennoch. Ta w milczeniu skinęła głową i odsunęła się na bok. Czarodziejka z Księżyca pewnie uniosła swoje berło. Opuszczone ruiny magazynu wypełniło się blaskiem księżycowego zaklęcia odrodzenia. Ciało Hany powoli bledło, zamieniajac się w unoszące ku niebu malutkie jasne punkciki. Wkrótce zniknęło całkiem.

- Dokąd się udała? – spytała cicho Michiru, wkładając dłoń pod ramię partnerki.

- Rozpoczęła nowe lepsze życie. – odpowiedziała poważnie Usagi. – Przeniosła się tam, dokąd zapragnęła, do miejsca o którym marzyła. Może powróciła do rodziny, odrodziła się jako ktoś zupełnie nowy?

- Może kiedyś ją spotkamy. – powiedziała z nadzieją Hotaru.

Przyjaciele w milczeniu opuścili magazyny. Kilka kroków za nimi wolnym krokiem podążały Haruka i Michiru.

- Podjęłaś bardzo ryzykowne kroki. – wyszeptała morskowłosa.

- Musiałam cię ocalić za wszelką cenę. – usłyszała w odpowiedzi.

- Ale sama popadłaś w jeszcze gorsze tarapaty. – stwierdziła. – Nie darowałabym sobie, gdyby coś ci się stało.

- Taka nasza rola Wojowniczek. – odpowiedziała Haruka.

- Możliwe, ale nawet na placu boju, nawet w chwili śmierci z ręki Galaxii, zawsze byłyśmy razem. Dziś byłaś daleko. Bałam się, że nigdy cię nie zobaczę. Następnym razem…

- Przecież nie będzie następnego razu. – przerwała jej jasnowłosa. Partnerka poczuła silny uścisk dłoni na swojej. – Już nigdy…

***

W pionowych źrenicach gada błysnęła niespokojna iskierka. Wyraźnie wyczuł energię Czarnej Gwiazdy, co było oznaką, że jego Pani ukończyła wyprawę. Przerwał obserwacje szklanej kuli, przepędził nową sługę – Miwę w ciemny kąt komntaty i oczekiwał w skupieniu pod tronem. Kobieta w czarnej sukni pojawiła się niespodziewanie, ciężko usiadła na królewskim krześle. Pokryte łuskami cielsko gada gładko przesunęło się po czarnej, kryształowej posadzce, z łatwością pokonując trzy szerokie stopnie i przymilnie owijając się dookoła stóp Władczyny.

- Witaj, Najwssspanialsza i Najdossstojniejsza, oczy moje radują sssię mogąc cię powitać po nieobecności.

- Widzę, że należycie sprawowałeś pieczę nad wszystkim. – odpowiedziała obojętnie. – Tylko tobię mogę zawsze wszystko pozostawić ze spokojną głową. – musnęła palcami trójkątny łeb węża.

- Dokładałem ssstarań. – skłonił się.

- Jak wygląda sytuacja? – spytała ciekawie.

- Ssstraciliśmy Hanę, jednak jak wiesz, Moja Pani, marny to ubytek. Była nieposssłuszna, a w ossstatnich godzinach ssswojej marnej egzyssstencji zupełnie sssię zbuntowała i działała we własssnych interesssach. – nakreślił Isao.

- Rozumiem. Musisz zatem zorganizować prędko kogoś na jej miejsce.

- Zrobiłem to już wcześniej, Wasza Wysssokość. – odpowiedział pokornie. – Miwa jest gotowa , czeka na twoje rozkazy.

- Niech szuka odłamków Boskiej Łzy.

- Pozwolę sssobię zapytać, Miłościwa Królowo, czy otrzymałaś od Wyroczni informacje na temat klejnotu?

- Tak, ale innego. – dostrzegła zaskoczenie w pionowych źrenicach podwładnego. – Poznałam fakty na temat Czarodziejki z Księżyca. Posiada ona kamień zwany Srebrnym Kryształem. Musimy tylko ułożyć odpowiedni plan. Księżniczka jest bezsilna bez tego cacka, a posiada ono nie lada moc, której nawet ona sama nie jest w stanie w pełni kontrolować. Isao! – roześmiała się jadowicie. – Posiadając Boską Łzę i Srebrny Kryształ będziemy już niekwestionowanymi władcami Kosmosu…

CDN…

Rozdział XXXV

Nie, nie zaginęłam. Nie, nie chcę, przestać pisać. Ten rozdział pojawił się dzięki Anyżkowi. Obiecałam Jej, że wrócę, napiszę, choćby tylko dla Niej, bo pewnie potraciłam Czytelników. Obiecałam. I   W KOŃCU jestem. I chyba nie przestanę na tak długo, bo w końcu mam w głowie jakąś wenę. A jak znów nie będę pisać, jest pewna osoba, która mnie napędzi do dalszych działań. Tak, Anyżku, dzięki Tobie. Piszę dla każdego, kto chce czytać i komentuje. Siła waszych komentarzy jest nieoceniona.

Złote promienie zachodzącego słońca odbijały się w falujących wodach morskich. Wydawać by się mogło, że ten bezmiar słonej wody zamienił się w żółtopomarańczowy dywan, po którym można stąpać bez obaw. Tylko krzyk mew mógł wyrwać obserwatora z zadumy i świata marzeń. Gdzie myślami uciekła Michiru? Haruka spojrzała na partnerkę, jej łagodne rysy twarzy nie zdradzały niczego. Patrzyła w dal, lekko uśmiechając się. Czyżby wsłuchiwała się w szum fal morza, które opowiadało jej nieznane historie głębin? Tego Haruka mogła się tylko domyślać. Michiru była przecież Panią Oceanów i Mórz.

- Robi się chłodno. Wracamy? – spytała cicho. Neptun spojrzała na nią rozbawiona.

- Absolutnie brak ci romantyzmu. – powiedziała z przekorą spoglądając w oczy Tennoh.

- Absolutnie! – przytaknęła ze śmiechem. Drgnęła, gdy poczuła drobną dłoń Michiru wsuwającą się w jej własną. Była zimna jak lód. Spojrzała na przyjaciółkę, wciąż delikatnie uśmiechającą się. Wciąż trzymały się za ręce, jednak Haruka poczuła, że się oddalają, coraz bardziej, dalej.

Poczuła pustkę w dłoni, Michiru była już kilkanaście kroków od niej. Złotą kulę słońca zasłoniły ciemne, burzowe chmury. Rozpętała się wichura.

- Michiru! – krzyknęła Haruka. Szarpnęła się, chcąc biec w stronę przyjaciółki, jednak nie mogła ruszyć się z miejsca, zupełnie jakby jej nogi wrosły w podłoże. – Michiru!

Postać Czarodziejki z Neptuna zniknęła w ciemności.

 

- Michiru… – wychrypiała, otwierając oczy. Z trudem podniosła się i rozejrzała. Wszystko wokół niej wirowało różnokolorowymi pasmami.

- Co u licha… – zaklęła pod nosem, zaciskając zęby. Chwiejnym krokiem zbliżyła się do różnokolorowej ściany. Niczym niewidomy wyciągnęła przed siebie ręce, próbując namacać wyjście z miejsca, w którym się znalazła. Odziane w białe rękawiczki dłonie zapadły się w wielokolorowych, wirujących wstęgach energii. To samo w innym miejscu. Przystanęła zrezygnowana.

- Czyżby inny wymiar? – spytała samą siebie na głos.

 

***

 

Gwiazda Walki przystanęła obok starych opuszczonych magazynów. Czarodziejki rozproszyły się w poszukiwaniu Haruki i Michiru. Zorientowały się, że ta pierwsza poznała miejsce pobytu Neptuna. Znając samodzielność kobiety, nie miały wątpliwości, że postanowiła rozwiązać tajemnicze zniknięcie partnerki na własną rękę. Seiya, mimo iż nie przepadał za Uranem, zaangażował się w poszukiwania. Widział ból i zmartwienie w oczach Usagi. Zdawał sobie również sprawę, że Uran i Neptun są ważnymi elementami ziemskiej drużyny Czarodziejek, i również dla nich – Trzech Gwiazd – stały się partnerkami w walce.

Miał zawrócić w stronę miasta, jednak coś przykuło jego uwagę. Nie wyczuwał energii Haruki i Michiru, ale wokół starych, opustoszałych magazynów panowała dziwna, nieznana aura. Rozejrzał się uważnie, po czym zrobił kilka szybkich kroków w stronę pierwszego z budynków. Nagłe zderzenie z czymś niewidzialnym, odepchnęło go w tył.

- Bariera. – usłyszał z boku. Przymknął powieki i roześmiał się cicho, podnosząc z ziemi.

- Doprawdy… – spojrzał w stronę zakapturzonej postaci w srebrnej szacie. – One tam są, prawda?

- Nie mylisz się, Gwiazdo Walki. – odpowiedziała.

- Muszę się tam dostać. Potrafisz zdjąć to zaklęcie? – spytał poważnie.

- Nie stanowi to dla mnie problemu. Ale to ty chcesz się tam dostać. – Seiya wyczuł w głosie Ratheel nutę ironii.

- Jeśli chcesz udzielić mi nauki przerwania bariery, to proszę cię, zrób to natychmiast. – spojrzał wymownie w stronę magazynów. – Nie wiemy co się tam wydarzyło i czy nie jest już zbyt późno, żeby przyjść im z pomocą.

- Już kiedyś podałam ci kilka wskazówek, jak można złamać tego typu przeszkody. – prychnęła Ratheel. – Wykorzystaj to, to dobry moment na tego typu trening.

- Oczywiście. – wycedziła z przekąsem Gwiezdna Wojowniczka. – A ty postoisz i poczekasz na efekty. To egzamin, tak? Wystawisz mi później ocenę?

- Zbędne gadulstwo w tym wypadku powoduje jedynie stratę cennej energii, którą można w tym pożytecznie wykorzystać. – odpowiedziała spokojnie.

Ziemski Seiya wzruszył ramionami. Dalsza potyczka słowna z Liliową Księżniczką zdawała się nie mieć sensu. Wziął głęboki wdech i zamknął oczy. Wyobraźnią starał się dostrzec barierę. Wytężył umysł. Zobaczył siebie , podczas zdobycia jednego z wrogich obozów wojennych, niedługo przed przybyciem z misją na Ziemię. Zobaczył postać w srebrnej szacie, kompankę, z którą walczył ramię w ramię. „Szukaj świetlistego punktu. To punkt uderzenia. Słaby punkt, dzięki któremu przerwiesz barierę.” Wiedział, że w ten sposób będzie w stanie zniszczyć osłonę, jeśli tylko znajdzie owe słabe światełko i tam zaatakuje. Oczyma duszy dostrzegł powłokę okalającą magazyny. Punkt. Jedno świetliste epicentrum. Jest! Maleńkie, ale jest. Minimalne światełko błyszczy w nieprzerwanej materii bariery, niczym odległa gwiazdka na nieboskłonie. To jest to!

Gwiazda Walki nie otwierając oczu zebrała całą swoją moc, obierając cel wystosowała atak. Nie był w stanie określić, jak mocny to typ bariery. Ale skoro Ratheel nakazała mu ją złamać, musi jej zaufać. Wiele wydarzeń skłaniało go do obdarzenia Czarodziejki pełnym zaufaniem. Czuł się czasami wyróżniony wśród ziemskich Czarodziejek zaszczytem znajomości z Ratheel. Tak, zaszczytem. Znał jeszcze wiele sekretów Liliowej Księżniczki, przede wszystkim poznał jej tożsamość, jej umiejętności. Służył Kakyuu,serce oddał Czarodziejce z Księżyca, ale umysł podpowiadał mu, że wiedza i doświadczenie Ratheel może zdziałać wiele.

Uderzył całą mocą w obrany punkt, bariera nie pękała, jednak pozostawał nieugięty. Wszystkie swoje siły psychiczne i fizyczne skupił na malutkim migoczącym światełku. Po chwili opadł na kolana i oparł się rękoma o ziemię. Jego oddech stał się ciężki i nierówny. Starał się w skupieniu go zrównoważyć i wyciszyć, zebrać siły. Dalej czekało go nie lada wyzwanie, musi ocalić Urana i Neptuna.

- Jak zechcesz, potrafisz. – usłyszał. Ratheel pewnie ruszyła przed siebie. Nie musiał wytężać umysłu w celu dostrzeżenia powłoki bariery, by ocenić, że przeszkoda pękła. Jednak atak ten pozbawił go chwilowo energii, zacisnął zęby, aby wstać z posadzki do pozycji pionowej.

- Coś nie tak? – rzuciła przez ramię postać w srebrnej szacie.

- W porządku. – wycedził, podnosząc się.

 

***

 

Odnaleźli Michiru w jednym z opuszczonych magazynów, leżącą na betonowej posadzce magazynu. Zakrwawione ciało, przybrało bladosiny odcień. Ratheel zainteresowała się otwartym portalem między-wymiarowym, całą opiekę nad rannym Neptunem zostawiając Gwieździe Walki. Czarodziejka odwróciła nieprzytomną na plecy i ułożyła jej głowę na swoich kolanach. Usłyszała ciche westchnięcie Liliowej Księżniczki.

- Gdzie jest Czarodziejka z Urana? – spytał Seiya cicho.

- Wewnątrz portalu. Wybrała złą drogę. – odpowiedziała spokojnie.

- A dokładnie? – dopytywał.

- Znajduje się w Martwym Wymiarze. Tam, gdzie wątpliwości i mrok ukryte głęboko w sercu biorą górę nad uczuciami i umysłem.

- Co to oznacza? – nie rozumiał. – Możemy jakoś pomóc?

- Nie mogę tam wejść. – odpowiedziała poważnie postać w srebrnej szacie. – Niestety. Wiesz dobrze, że moje serce i umysł są czasem nieco zgorzkniałe. To może zawładnąć nawet nade mną, nie mogę tak ryzykować.

- Ale nie można siedzieć biernie w takiej sytuacji! – zaprotestowała Gwiazda Walki. – Proszę cię… – jej wzrok skierował się na nieprzytomną Czarodziejkę z Neptuna.

- Według ciebie mam zginąć? – dość zaczepnie zapytała Ratheel. – To jest ta wasza siła? Poświęcenie z nikłą szansą na jakikolwiek sukces?

- To jest to, co zrobiłaby Czarodziejka z Księżyca. – odrzekł cicho Seiya.

- Nie jestem Czarodziejką z Księżyca. – odpowiedziała zimno. Na tyle zimno, że poczuł wyraźnie chłód bijący od jej postaci. Jednak wiedział, że to zimno jest jedynie obojętne i tak naprawdę ta kobieta intensywnie pragnie pomóc Uranowi wciągniętemu do innego wymiaru. Nie pomylił się.

- Zajmij się Neptunem. – usłyszał. – Przekaż jej trochę swojej mocy, musi zregenerować się. Możliwe, że będę jej potrzebować.

- Co zamierzasz? – spytał szybko.

- Nie wejdę tam ciałem, to pewne. – stwierdziła Ratheel. – Ale spróbuję umysłem. Może przynajmniej uda mi się wspierać Urana. W jej sercu jest odrobina mroku, niedowierzania, ale to skutek silnego charakteru. Może nie poradzić sobie z ciemnością. – spojrzała w stronę Michiru. – Mam nadzieję, że w jakichkolwiek negocjacjach nie będę zmuszona posługiwać się nią. Zbyt wiele przeszła.

Seiya nie odpowiedział. Przyglądał się w skupieniu Liliowej Księżniczce, jednocześnie starając się przekazać część swojej energii nieprzytomnej Czarodziejce. Ratheel przystanęła przed otwartym portalem między-wymiarowym, w jej prawej dłoni pojawiła się różdżka zakończona rozwiniętym kryształowym kwiatem lilii. Przez chwilę zastanawiała się, dlaczego podejmuje tak ryzykowne dla niej kroki. Dla Seiyi? Usagi? Nie. Dla Urana? Dla ziemskiej Czarodziejki najbardziej nastawionej przeciwko niej? Niezaprzeczalnie, Haruka miała wyjątkowy charakter, z jednej strony butny i twardy, z drugiej strony gotowy do poświęceń dla najbliższych. Michiru i Księżycowej Księżniczki. Ratheel nigdy nie miała bliskich, jednak czuła po sobie, że pobyt na Ziemi spowodował, że czuła coraz bliższą więź z innymi. Z Seiyą, z którym walczyła ramię w ramię, z Usagi, której zaufaniem i dobrocią miała do czynienia, z innymi Czarodziejkami, które patrzyły na nią coraz przychylniej, szczególnie Wenusem i Plutonem – dzięki niej przebudziły ukryte moce.

Znalazła miejsce, w którym była Czarodziejka z Urana. Wybrała jedno z dostępnych przejść i tak, jak przypuszczała Ratheel, znalazła się w Martwym Wymiarze. Tam, gdzie ukryty mrok bierze władzę nad umysłem i ciałem, szuka zarodka w sercu, byle jakiej wątpliwości, by rozwijać się i pogłębiać, obejmuje człowieka i zatraca go na wieki. Wystarczył żal do Hany, która okaleczyła i uwięziła Michiru, aby białka oczu Tennoh stały się czarne a jej sercem zawładnęła nienawiść.

Mimo, iż tylko umysł Ratheel pojawił się w tej krainie, również stał się celem ataku mroku. W jednej chwili poczuła się niczym mała dziewczynka, pozbawiona rodziny i przyjaciół, zobaczyła siebie na łące pokrytej zgniłozieloną trawą, otoczoną przez wrogo nastawionych ludzi. Jedynie nieliczna grupka osób przychylnych jej, znajdowała się daleko – zbyt daleko, by pomogło wyciągnięcie w geście potrzeby pomocy dłoni. Krąg ludzi zacieśniał się, Ratheel odbierała obelgi w postaci narastających szeptów „Wyklęta”, „Odrzucona”… „Nie!!” – krzyknęła jej dusza. Zobaczyła Seiyę, Gwiazdę Wali, podczas wojny z niedobitkami wojska Glaxii, obiecał, że będą walczyć ramię w ramię. Zobaczyła Kakyuu – jej dobry uśmiech, Usagi i jej pełne nadziei spojrzenie. Poczuła ciepło. Ciepło wyciągniętej do niej dłoni… Czyja to dłoń?… Nie potrafiła odpowiedzieć. „Moje serce nie jest ze mną… Pozbyłam się go, ale… Czuję to, co one czuje, doświadczam, to co one doświadcza… Jest blisko mnie, jest częścią mnie… Moje serce współczuje, pomaga… Moje serce jest serdeczne, kocha… Próbowałam się go pozbyć, a ono wciąż jest obok mnie, nie słucha myśli, umysłu. Chce żyć, bić, kochać, nienawidzi mojej zgorzkniałej skorupy…”.

Ratheel czuła, jak jej umysł przebija niewidoczną dla oka barierę własnych słabości i zmartwień. Zobaczyła brnącą przed siebie Harukę, po kolana brodzącą w ciemnobrązowej błotnistej mazi, z czarnymi białkami oczu, tępo i pusto patrzącą w prezentującą się przed nią ciemność.

- Nie dopuszczę do tego! – pewnie powiedziała Ratheel.

 

CDN…

 

 

Rozdział XXXIV

Kochane Czytelniczki.

Cóż, nie ma to jak pomóc połamanym żebrom dostając zapalenia płuc. Wracam do życia, drugi raz w tym roku. Mam nadzieję, że mój limit niedomagań na ten rok się wyczerpał…

WRACAM do pisania, czytania Waszych opowiadań, komentowania, do życia.

Pozdrawiam ;-)

Kochana Mamo! Dlaczego kolejny raz, odkąd przybyłam na Ziemię, układam w swojej myśli list do Ciebie? Wiadomość, której nigdy nie otrzymasz, której ja nie wyślę, w żaden sposób Ci nie dostarczę…

Ponieważ Ciebie nie ma. Może nigdy nie istniałaś?

Patrzę w swoje odbicie w tafli wody, nie pierwszy już raz stoję na tym samym moście i patrzę w moją twarz bez wyrazu, twarz, której zostałam pozbawiona, a może nigdy jej nie posiadałam?

Nie pamiętam Cię, Mamo.

Nie wiem, jaka byłaś. Kim byłaś? Wielką Królową. Ale nikim poza tym.

Co dzień obserwuję Czarodziejkę z Księżyca. Jest młodziutka i musi się wiele nauczyć. Ale wszystko przed nią. Ma w sobie wiele Dobroci i Miłości. Będzie kiedyś Wielką Królową. Jak Ty. Z pewnością będzie także wspaniałą Matką. Ty nie potrafiłaś taką być.

Nie, nic Cię nie usprawiedliwi. Ona nie zostawiłaby swojego dziecka, nie dopuściłaby nawet myśli, że mogłoby stać się mu coś złego. Nie ulękłaby się żadnej przepowiedni, tak, jak Ty się jej poddałaś. Jak świadomie skazałaś mnie na zagładę. Przestraszyłaś się mojej mocy, zamiast walczyć o to, by tą moc wykorzystać dla dobra Kosmosu i być Matką dla swojej Córki.

Wiele podróżowałam po wymiarach, światach alternatywnych. Szukałam Cię Mamo, usłyszałam bowiem, że można spotkać tam lustrzane odbicia istnień z teraźniejszości. Szukałam Cię, bo bardzo pragnęłam spotkać Cię, porozmawiać. Nie, nie miałabym do Ciebie pretensji, być może nie wiedziałabyś nawet, kim jestem. Chciałam Cię poznać, Mamo. Nigdy Cię nie spotkałam…

Ci, którzy zaopiekowali się mną, kiedy porzuciłaś mnie jako niemowlę w pętli wymiarów, nauczyli mnie korzystać z moich mocy. Nauczyli mnie być Wojowniczką, silną i niezależną. Walczyć z mieczem w dłoni, bez tarczy, jaką są uczucia. Z kamieniem w piersi, zamiast ciepłego serca. Serca, które mnie osłabiało, nie pozwalało być silną. Serca, którego się pozbyłam.

A jednak…

Mamo…

 

- Sentymenty. – taflę wody, odbijającej srebrne promienie wschodzącego księżyca zmącił spadający w granatową toń biały kwiat lilii. Ratheel zacisnęła dłonie na balustradzie mostu. „Chyba staję się podobna do was, Ziemskie Wojowniczki”.

 

 

***

 

Wolnym krokiem zbliżyła się do opuszczonych, w połowie zrujnowanych już budynków magazynów wielkiej niegdyś fabryki. Przystanęła w oddali słysząc nawoływania pozostałych Wojowniczek. Przygryzła dolną wargę.

- Spokojnie. – dobiegł ją znajomy głos. Haruka przybrała obronną postawę, nerwowo rozglądając się. Wyostrzyła zmysły, w coraz bardziej postępującym mroku nie mogła polegać jedynie na wzroku.

- Nieładnie. Mogłaś wytłumaczyć przyjaciółkom, że grzeczne dziewczynki o tej porze kładą się już spać. – Tym razem Tennoh bezbłędnie określiła źródło głosu. Na skraju zapadającego się dachu jednego z magazynów siedziała dobrze znana jej postać, w krótkich jasnych włosach. Umięśnione, wysportowane łydki zwisały swobodnie poza granicę daszku, niesfornie kołysząc się. Hana przybrała jadowity uśmiech. – Chyba nie chcemy, żeby twoje kompanki nam przeszkadzały, prawda?

- Gdzie jest Michiru? – warknęła Uran.

- Czeka na ciebie. – zachichotała złośliwie. – Ale najpierw musisz mnie przekonać, że warto ci wskazać miejsce spotkania.

- Daruj sobie te gierki. Czego chcesz?

- Tego samego, co ty. – w mgnieniu oka znalazła się przed Czarodziejką. Wielkie ostrze maczety błysnęło w jej dłoni. – Wyrównania rachunków.

- Dlaczego wciągasz w to Michiru?! – krzyknęła Haruka.

- Uznałam to za dobry sposób ściągnięcia ciebie tutaj. W tym miejscu nikt nam nie będzie przeszkadzał.

- Masz mnie za kogoś, kto nie przyjmuje honorowo wyzwań? – spytała hardo partnerka Neptuna.

- Wolałam nie czekać, aż się przekonam. – prychnęła Hana.

- Zbyt nisko oceniasz przeciwnika, to twój pierwszy poważny błąd. – Tennoh uśmiechnęła się. W jej ręku pojawił się talizman. Była gotowa do walki.

- Nie tak szybko! – syknęła jasnowłosa, odskakując. – Po pierwsze: zadbamy o to, by nikt nam nie przeszkodził. – zrobiła zamaszysty ruch maczetą. Dookoła opuszczonych magazynów powstała bursztynowa mgła.

- Bariera? – Haruka uniosła brwi i pokiwała głową z uznaniem.

- Po drugie: pokażę ci trofeum tego pojedynku. – drugi ruch maczetą przeniósł obie przeciwniczki do wnętrza jednego z w połowie zrujnowanych budynków.

Serce Czarodziejki z Urana chwycił nagły, dławiący skurcz. Na wysokości około metra nad posadzką wisiała przytwierdzona do ściany ostrymi sztyletami Michiru. Niektóre z ostrzy poraniły jej delikatną, kobiecą skórę, skąd małymi strużkami sączyła się krew. W chwili utraty przytomności dzielnie znosiła ból – zastygła w bezruchu twarz wyrażała spokój, wyglądała wręcz niczym pogrążona w głębokim śnie.

Tennoh zacisnęła pięści. Zrobiła błyskawiczny ruch talizmanem, którego ostrze zatrzymało się na maczecie Hany.

- Zapłacisz za to! – wycedziła przez zęby prosto w twarz przeciwniczki.

- To się okaże! – syknęła jasnowłosa, kopiąc Czarodziejkę w brzuch zgiętym kolanem. Odepchnęła ją od siebie i natychmiast natarła. Stalowa głownia zdołała musnąć próbującą zrobić unik Harukę. Na prawym policzku pojawiła się cieniutka czerwona linia, która po chwili uroniła dużą czerwoną kroplę krwi. Wojowniczka kciukiem przetarła to miejsce, przyjrzała się plamie na bieli rękawiczki. „Muszę mieć się na baczności” – pomyślała, podnosząc wzrok na sługę Czarnej Gwiazdy. – „Nie sądzę, żeby grała fair i nie miała w rękawie ukrytych jakichś sztuczek.”

- Przyglądasz mi się. – oceniła Hana. – Szukasz podstępu? Nie, nic z tych rzeczy. – rozłożyła ręce w niewinnym geście. – Walczmy tak, jak przedtem, kiedy nam przerwano. Kontynuujmy to, co zaczęłyśmy.

- Nie widzę więc sensu, dlaczego Michiru tu jest i cierpi przez ciebie. – Uran podbródkiem wskazała na partnerkę przy ścianie.

- To dodatek do zabawy. – prychnęła w odpowiedzi. – Tak, żeby mieć pewność, że walczysz naprawdę na poważnie.

Tennoh roześmiała się.

- Więc mnie nie znasz. Nie znasz Czarodziejki z Urana. – spoważniała, ostro patrząc w oczy przeciwniczce. – Ja nigdy nie żartuję. Ja zawsze walczę na poważnie.

- Tym lepiej. Ale mimo to nie uwolnię twojej przyjaciółki. Zrobisz to sama, jeśli będziesz mnie w stanie pokonać. – wraz z ostatnim słowem ruszyła do ataku.

 

***

 

Bariera ochronna stworzona przez Hanę idealnie maskowała miejsce walki, jednak nie uchroniła przed bystrymi pionowymi źrenicami gada Isao. Prawa ręka Czarnej Gwiazdy od początku uważnie śledziła przebieg wydarzeń, korzystając z magicznej kuli swojej Władczyni. W skupieniu przyglądał się potyczce. Tuż za nim, niczym zjawa, pojawiła się kobieta w obcisłej, ozdobionej deseniem szachownicy sukni, wykończonej koronkami u dołu i rękawach. Zdobił ją wysadzany czerwonymi klejnotami pas, takaż sama kolia na szyi oraz upinająca w koka białe włosy opaska. Fantazyjne czarne strusie piórko wpięte we fryzurę oraz pierzasty wachlarz, czyniły ją podobną do damy z dramatycznej sztuki teatralnej. Zachichotała głośno, patrząc we wnętrze szklanej kuli.

- Oglądasz występy Wielkiej Przegranej? – spytała, lekko siadając na tronie Czarnej Gwiazdy, z gracją zakładając nogę na nogę.

- Miwa! – syknął wąż. Z krytyką spojrzał w stronę kobiety. – Radzę ci, uważaj, w przeciwnym razie to ty zossstaniesz Wielką Przegraną, zanim jeszcze otrzymasz pierwsze zadanie do wykonania.

- Mam zebrać odłamki Boskiej Łzy, to przecież oczywiste. – skwitowała wachlując się lekko. – Nie rozumiem, dlaczego mnie tu zatrzymujesz i nie każesz działać. Szczególnie teraz, kiedy Czarodziejki mają co innego na głowie…

- Milcz! – wrzasnął rozzłoszczony. – Nie ty tutaj decydujesz i obmyślasz ssstrategię! Po pierwsze, chcę, aby nasza Pani wróciła i sssama przydzieliła ci zadanie. Być może podczass ssswojej wyprawy uzyssska nowe informacje i zechce zmienić plan działania. Po drugie, masz w tym momencie opuścić tron naszej Władczyni. – pionowe źrenice zabłysły złowrogo. Dziewczyna poczuła dziwny niepokój i szybko opuściła krzesło Królowej. Bez słowa przystanęła obok gada, rzucając badawcze spojrzenia w jego stronę.

- Proponuję ci, żebyś wybrała sssobie kilka demonów pomocniczych. – syknął. – Kiedy Czarna Gwiazda wróci, bądź gotowa odebrać zadanie i od razu ruszać. Wytypuj ofiary, wybierz ludzi, którzy mogą być nosicielami magicznych odłamków. Masssz wiele pracy, moja droga, a ty wykorzyssstujesz fakt, że jessstem zajęty i próżnujesz.

Dziewczyna bez słowa odwróciła się i ruszyła kilka kroków.

- Miwa! – zatrzymał ją ostry głos węża. – Pamiętaj, że nieposssłuszeństwo wynagradzane jessst jedynie śmiercią. – powiedział spokojnie.

- Rozumiem. – powiedziała cicho.

„Ziemska istota, próżna i beztroska. Więcej pożytku byłoby w wysyłaniu do tych zadań samych demonów. One jednak nie posiadają za grosz inteligencji, nadają się jedynie do bezładnej walki. Ale człowiek… Tak, człowiek bywa czasem wojownikiem doskonałym…” – rozmyślał gad, coraz bardziej zagłębiając się w obserwację walki Hany z Czarodziejką z Urana.

 

***

 

Dwie kobiety walczyły ze sobą coraz zacieklej. Jedna i druga miały w duszy świadomość jedynego możliwego zakończenia tej potyczki. Śmierć którejś z nich. Walczyły o honor. Hana zdawała sobie sprawę, że tak było przy pierwszym starciu w stadionowej szatni. Tym razem jej przeciwniczka odsunęła jednak własną dumę na drugi plan. Walczyła o Michiru. Walczyła, szybko zadając ciosy, zaślepiona troską o drugiego człowieka. Hana nie znała takich uczuć, ich wielkość miała okazję poznać dopiero teraz.

Kilka razy odebrała silne, walące z nóg ciosy, pomiędzy ostrzami ich broni sypały się iskry. „Tak bardzo przejmujesz się losem tej dziewczyny? Czy tak cię poruszyło kilka kropel krwi na jej ciele? Odczuwasz jej ból?” – zastanawiała się, zaciskając zęby i przyglądając się przeciwniczce. Boleśnie uderzyła plecami o ścianę. Nie miała chwili, by zaczerpnąć powietrza, przeturlała się po posadzce robiąc unik przed kolejnym atakiem. Uran nie odpuszczała ani na chwilę. To ona narzucała tempo w tej grze, wyraźnie prowadziła. Przeciwniczka nie była w stanie obmyślić żadnej taktyki, przewidzieć ruchu Haruki.

Czuła, że przegra, jeśli czegoś nie zrobi. Nie może przegrać. To nie Czarodziejka z Urana wyjdzie z tej bitwy z tarczą, ale ona.

Tylko… po co? Czarna Gwiazda zabije ją za nieposłuszeństwo, za setki niepowodzeń, niewykonane zadania. Nikt się za nią nie wstawi, nikt na nią nie czeka. Nikt nie pogratuluje zwycięstwa. Potrząsnęła głową, odpychając nieprzyjemne i zupełne zbędnie dekoncentrujące w tym momencie myśli. Nie ważne. Najważniejsze jest zwycięstwo, nawet, jeśli triumf potrwa tylko chwilę, wygra dla własnej satysfakcji!

Ostry ból przeszył ramię Hany. Talizman liznął ostrzem mięsień, rana krwawiła i bolała uporczywie. Odsunęła się pod ścianę. Tennoh nie odpuszczała. Ruszyła wolnym krokiem w jej stronę. Jasnowłosa rozejrzała się gorączkowo, obmyślając szybko kolejny unik. Ściana. Ściana. A przed nią Wojowniczka z Urana. „Dałam się zapędzić w kozi róg, zupełnie jak mała owieczka przez wilka.” – pomyślała ironicznie. „Więc… wszystko na jedną kartę…”.

Zamknęła oczy, skupiła całą energię kumulując ją w wyciągniętej maczecie.

Haruka szeroko otworzyła oczy. Nie spodziewała się ataku magicznej mocy, do tej pory walczyły tylko wręcz. Chwyciła mocniej rękojeść talizmanu, pozostało jej tylko odeprzeć atak.

Hana uniosła swoją broń nad głowę. Na ostrzu zajaśniał bursztynowa kula energii, wciąż powiększająca się. Służebnica Czarnej Gwiazdy zbierała całą swoją moc, wydobywając ją z czeluści swojego ciała, z każdej tkanki, komórki organizmu. Wielka kula, przetykana licznymi wyładowaniami energii poszybowała w stronę Haruki. Wojowniczka przybrała pozycję obronną. Kula oparła się o ostrze talizmanu, jednak z trudem ją zatrzymywała. Napływ mocy spychał ją do tyłu, mimo iż z całych sił zapierała stopy o ziemię. Hana nie dawała za wygraną. Wciąż kierowała energią płynącą z maczety, zaciskając zęby wyciągała z siebie coraz więcej mocy. Niemal wyczerpana podwoiła wysiłki i wyrzuciła z siebie olbrzymią, ostatnią falę energii. Haruka widziała, jak olbrzymia wiązka wędruje w stronę ledwo utrzymywanej przez nią kuli.

„Michiru”. – przed jej oczami ukazał się obraz przyjaciółki. Uśmiechniętej, zawsze gotowej do walki ramię w ramię. Prawdziwej partnerki. Najbliższej osoby. „Michiru!”.

Olbrzymia eksplozja bursztynowej energii rozbłysła wewnątrz opuszczonego magazynu.

Obraz uśmiechniętej Czarodziejki z Neptuna zniknął w bezdennej ciemności…

 

CDN…

Rozdział XXXIII

Dawno nie było nic. To nie ja, to los zły do tego się przyczynił. Przepraszam Czytelników. Przepraszam, że nie pisałam. Przepraszam, że ten rozdział, jest krótki i kiepski. Ale…

DZIĘKUJĘ ANYŻKOWI I PROCESCE.

DZIĘKUJĘ, za to, że mnie wspieracie, za to, ŻE JESTEŚCIE. Dzięki WAM, zaczęłam kiedyś pisać cokolwiek, dzięki WAM napisałam teraz ten rozdział. A przede wszystkim dzięki WAM DROGIE DZIEWCZĘTA, poczułam, że nie jestem sama. Chyba nigdy nie spłacę tego długu.

 

- Zgadzasz się mnie wysssłuchać? – spytał Isao bacznie przyglądając się zakapturzonej kobiecie.

- Powiedzmy. – odpowiedziała spokojnie. – Jeśli zmarnujesz mój czas, bądź zrobisz jeden fałszywy ruch, zginiesz.

- Nie mam zamiaru próbować takich zagrywek. – odparł żywo. – Dossskonale zdaję sssobie sssprawę z dzielącej nasss różnicy poziomów. Nie przychodzę do ciebie szukać rozejmu, łassski, proponować zdrady. Przychodzę po radę do potężnej i mądrej Czarodziejki.

Nie odpowiedziała od razu. Zupełnie nie rozumiała postępowania sługi Czarnej Gwiazdy. „Pułapka? – zastanawiała się. – Bardzo możliwe. Nie wyczuwam energii jego Pani. Sam nic nie jest w stanie mi zrobić. Muszę zachować baczność”.

- Nie obawiasz się, że mogę cię w każdej chwili zabić? – spytała obojętnie.

- Możesz to zrobić. – odpowiedział poważnie. – Liczę sssię z tym. Ale zbyt długo czekałem na okazję, kiedy będę mógł bez obaw z tobą porozmawiać. Prossszę cię o jedno, wysssłuchaj mnie i odpowiedz, a później zabij, jeśli taka będzie twoja wola. Poza tym… ja nie mogę tobie niczego obiecać w zamian. Jeśli zażądasz zapłaty, mogę jedynie oddać ci moje życie.

- Niech tak będzie. – zdecydowała Ratheel.

 

- Od zawsze służyłem wiernie Czarnej Gwieździe, już jako dziecko zostałem do tego przeznaczony. – podjął opowieść. – Nie Ratheel. Nie urodziłem się gadem, nie byłym tak ohydnym stworzeniem, jak teraz. Byłem człowiekiem. Z krwi i kości. Po przodkach odziedziczyłem magiczne zdolności, szkolono mnie na wojownika, ale także rozwijali umysł, abym zawsze mógł służyć mojej Władczyni radą. Przysięgałem wierność i wiem, że do końca pozostanę wierny. To mi nakazuje mój honor i wpojone poczucie obowiązku. Taką drogę obrałem. W taki sposób funkcjonowałem obok Czarnej Gwiazdy i starałem się jak najlepiej wypełniać moją służbę. Nigdy nie sprzeciwiałem się, ale akceptowałem każdą jej decyzję, podsuwając drobne rady i sugestie. Pokochałem ją taką, jaka jest. Byłem młody, prawiłem jej komplementy, nigdy jednak nie ośmieliłem się wyznać swoich uczuć. Odradzano mi to zresztą, twierdzono, że nasza Władczyni gardzi miłością. Byłem przystojnym mężczyzną, nadworne Czarodziejki chętnie przebywały w moim towarzystwie, przymilały się wręcz. Na każdym balu same prosiły o taniec ze mną. Czarnej Gwieździe się to nie podobało. Nie znosiła radosnego śmiechu dziewcząt, tańców, skupiała się jedynie na planach podbicia kosmosu i uczynienia z niego Królestwa Płaczu i Koszmaru. Po kolejnym balu wpadła w złość. Rzuciła na mnie czar i zamieniła w tą okropną kreaturę. Mój widok miał nigdy już nie wywołać żadnego uśmiechu, jedynie siać obrzydzenie i strach. Pozostałem na dawnym stanowisku, stwierdziła, że zbyt ceni moje rady. Późniejsze wydarzenia zapewne nie są ci obce, Ratheel. Wielka wojna, zapieczętowanie nas na setki lat…

 

Postać w srebrnej szacie milczała.

- Wiem, że ktoś taki jak ty, zapewne bez problemu czyta w myślach. – powiedział, nie spuszczając z niej pionowych źrenic. – Sama potrafisz ocenić, czy mówię prawdę.

- Czego oczekujesz? – spytała.

- Proszę cię o jedno… – zaczął niepewnie. – Posiadasz wielką mądrość… Czy ten czar można odwrócić?

- Pytasz, czy jestem w stanie przywrócić ci człowieczą postać?

Wąż w milczeniu kiwnął trójkątnym łbem.

- Szukałem sposobów, pytałem wielu mędrców, przeczytałem wiele ksiąg… Czarna Gwiazda powiedziała, że rzuciła nieodwracalną klątwę… Ale ja żyję nadzieją…

- Rozumiem. – powiedziała po chwili zastanowienia.

- Powiedz mi tylko, czy moje życie w tej nadziei miało sens. Chcę tylko wiedzieć, czy jest sposób… Jeśli nawet teraz mnie zabijesz, umrę szczęśliwy, znając prawdę.

Ratheel patrzyła na gada zdumiona. Nie spodziewała się nigdy takiego obrotu spraw. Nie przypuszczała, że wierny sługa jej największego wroga, zorganizuje w taki sposób spotkanie, w dodatku tylko po to, by zadać jedno pytanie. Nie oczekiwać nawet konkretnej pomocy. Po prostu zadać pytanie, podtrzymać tlącą się w jego duszy nadzieję lub pozbyć się tego marzenia bezpowrotnie. Pokręciła przecząco głową.

- Nie potrafię ci odpowiedzieć na to pytanie, Isao. – powiedziała spokojnie. – Nie posiadam takiej wiedzy, nie wiem nawet, co to był za czar. Z pewnością należał do szeregu starożytnych klątw. Niestety, nie mogę spełnić twojej prośby.

- Rozumiem. – wyczuła w jego odpowiedzi nutę rezygnacji. Odwróciła się i powoli odeszła kilka kroków. Przystanęła i zwróciła zakapturzoną głowę w stronę gada.

- Jeśli ktoś prosi o pomoc Ratheel, a prośba ta płynie z głębi serca, zapamiętaj! Biała Lilia nie pozostanie obojętna. – powiedziała beznamiętnym głosem. – Jeśli kiedykolwiek uzyskam odpowiedź na twoje pytanie, wiedz, że ją poznasz.

- Chyba, że najpierw mnie zabijesz. – syknął, uśmiechając się.

- Zapewniam, że odnajdę cię nawet w piekle.  – ruszyła przed siebie, po chwili znikając. Isao patrzył, jak jej postać rozwiewa się niczym mgła. Czuł się nietypowo. Zorganizował wszystko, by spotkać się z nią. Największym wrogiem jego Władczyni. Czy w ten sposób ją zdradził? W pewien sposób tak. Nie powinien dbać o siebie i swoje interesy, tylko wypełniać rozkazy i doradzać Czarnej Gwieździe. Zrobił za jej plecami niedopuszczalny ruch. W tajemnicy przed nią. Przed tą, której przysięgał dozgonną lojalność. „Nie wybaczyłaby mi” – pomyślał. „Odnajdę cię nawet w piekle” – zabrzmiał w jego mózgu spokojny głos. Uśmiechnął się.

 

***

 

- Niech to… – mruknęła kobieta w czerni. Przed końcem mostu spróchniałe deseczki rozsypywały się coraz częściej na tysiące wiórów. Noga odziana w czarny sandał napotykała próżnię przepaści. Gdyby nie liny podtrzymujące most i zarazem służące za rzemienną balustradę, spadłaby w otchłań, przykrytą warstwą sinej mgły. Dobrnęła do końca. Przystanęła na twardym gruncie i odetchnęła ciężko. Ze zgrozą spojrzała przez ramię na spróchniałe deseczki mostu.

Prychnęła ironicznie i ruszyła przed siebie. Otoczyła ją gęsta niczym mleko mgła. Zwolniła, każdy kolejny krok mógł wprowadzić ją w jakaś pułapkę. Szła powoli, próbując dopatrzeć się czegokolwiek we mgle. Miała poczucie, że jej droga trwa wiecznie i prowadzi donikąd.

Nie! Miała cel. Była świadoma, że Wyrocznia nie udziela informacji za darmo. Trzeba przebrnąć trudną drogę. „Jestem Królową Mroku!” – pomyślała zawzięcie. – „Nie zlęknę się niczego, nie jestem słaba, jestem najsilniejsza w Kosmosie. Ba! Jestem najpotężniejsza wśród Czarodziejek wszystkich Wymiarów i Czasoprzestrzeni!”.

Przystanęła. Nie zaskoczył ją widok kolejnej przeszkody.

Przed Czarną Gwiazdą rozpościerały się bagna, otulone trującymi oparami.

 

***

 

- Demony poznikały. – stwierdziła Rei, rozglądając się dookoła.

- Prawda. – stwierdziła Haruka. – Proponuję poszukać reszty.

Mars nie odpowiedziała. Ruszyła za Uranem. Czarodziejki, w pogoni za zjawami wysłanymi przez węża Isao, rozproszyły się po różnych zakątkach miasta. „Nierozważnie.” – kalkulowała w myślach Hino. – „W pojedynkę nie powinnyśmy działać. Wróg może na to liczyć, wówczas oberwiemy. Z takimi przeciwnikami nie powinniśmy działać bez przemyślenia, planu działania.”

Haruka nie wyglądała jednak na zainteresowaną rozmową, więc Rei nie podzieliła się swoimi wnioskami na głos. Całą drogę przyglądała się Tennoh. Czarodziejka wydawała się skupiona i wręcz zamyślona. Mars wzruszyła ramionami. Przypomniała sobie wielokrotne wypowiedzi Czarodziejek z Zewnętrznego Układu Słonecznego, kiedy to podkreślały swoją samodzielność i przewagę mocy nad Wojowniczkami bezpośrednio ochraniającymi Księżniczkę. Uśmiechnęła się.

Nie wiedziała jednak, jakie uczucia targają umysłem Urana. Czarodziejka czuła niepokój. Dziwny impuls przemknął przez jej ciało, Wojowniczka nie znała jego źródła. Nie wiedziała, dlaczego zawładnęło jej umysłem pewne nieznane odczucie, nie dając spokoju. Popędzało ją jedynie naprzód, wciąż przed siebie. Nie rozumiała tego, idąc z Marsem u boku, zastanawiała się dlaczego. Musi iść. Przed siebie.

Odnalazły Makoto i Hotaru.

Następnie Minako i Taikiego.

Setsunę i Yatena.

Ami i Mamoru.

Usagi i Seiyę.

Neptun. Haruka uporczywie rozglądała się za przyjaciółką. Nie wyczuwała jej, nie było jej w pobliżu. Nie czuła jej zapachu, bliskości.

- Nie ma Michiru. Musimy ją odnaleźć.  – powiedziała Hotaru. Wojowniczki zgodziły się. Uran czuła, że świat wiruje wokół jej oczu. „Jak mogłam… Jak mogłam ją zostawić…” – myślała gorączkowo. Próbowała sobie przypomnieć, gdzie widziała partnerkę po raz ostatni. Nie potrafiła zebrać myśli. Z zadumy wyrwał ją dotyk dłoni położonej na ramieniu. Tuż obok stała Gwiazda Walki.

- Ruszamy na poszukiwania. – powiedział Seiya.

- Róbcie co chcecie. – odpowiedziała, ruszając nieprzytomnie przed siebie. Czarodziejki pozostały w tyle, zawzięcie dyskutując i obmyślając plan odnalezienia Neptuna.

Tennoh kroczyła, nie oglądając się. Czuła, że musi iść do przodu, niewidzialna siła pchała ją w nieznaną stronę.

W stronę czego?

Przystanęła. U jej stóp leżała mała biała karteczka.

„Czekam. Hana.”

Zacisnęła liścik w pięści, zgnieciony papierek upadł na płytę chodnika. Czarodziejka z Urana samotnie ruszyła przed siebie.

 

***

 

Drugi sandał ugrzązł w brązowej mazi. Czarna Gwiazda, wymacując znalezionym kijem grunt, niepewnie stąpała naprzód, rzucając złowieszcze przekleństwa. Zatopione w bagnie szkielety kuły ją w bose stopy, kobieta jednak uparcie brnęła naprzód.

Z ulgą wstąpiła na kamienny głaz, będący początkiem stałego gruntu. Krytycznie oceniła wygląd czarnej sukni, do połowu umazanej kleistą breją. Ze wstrętem odrzuciła drewniany kostur, którym wytyczała sobie najbezpieczniejszą drogę przez moczary.

Dotarła do celu. Wyprostowana, kroczyła pewnie przed oblicze wielkiego kamiennego postumentu.

Oto wyrocznia. Dwa obeliski, z wyrzeźbionymi twarzami starców. To po ich radę musiała iść tak uporczywie wytyczoną drogą, na ich radzie tak jej zależało.

- Straciłam sandały. – mruknęła do siebie.

- Czy myślisz, że przed Wielką Wyrocznią, możesz kroczyć w odzianych stopach? – zapytał donośny głos. Zmarszczyła czoło.

- Jestem… – zaczęła, siląc się na spokój.

- Wiemy, kim jesteś. I choć mrok i zło twą duszą włada – przebyłaś drogę. Wyrocznia na twe pytanie odpowie.

- Hmmm. – uśmiechnęła się jadowicie.  – Szłam tu z zamiarem zadania pewnego pytania. Jednak zmieniłam zdanie.

- Zadaj więc swoje Pytanie, Wyrocznia niezwłocznie odpowie na nie. – odpowiedział postument.

- Rozumiem. – Czarna Gwiazda spojrzała uważnie na kamienne rzeźby. – Chcę się dowiedzieć… Wszystkiego o mocy Czarodziejki z Księżyca…

 

CDN….

Rozdział XXXII

Mamoru przymknął zmęczone powieki. Słabe światło laboratorium niemal go usypiało. Spojrzał na dwa sąsiednie biurka. Shen oparł policzek na ręce i trzymając długopis w powietrzu nad kartką papieru, zdawał się drzemać. Marron wciąż notowała zawzięcie.

- Panowie, przypominam, że mamy jeszcze sporo pracy. – dźwięczny i spokojny głos studentki wyrwał Shena z letargu. Poruszył się niespokojnie, odchrząknął i spojrzał pytająco na przyjaciela. Mamoru spuścił wzrok i prześledził ostatnie zapisane przez siebie zdanie. Dziewczyna w białym fartuchu podniosła się, odsuwając głośno krzesło.

- Zaraz wracam. – energicznie chwyciła klamkę i wyszła z pomieszczenia.

- Nie nadążam za nią. – westchnął Shen. – Nie jestem nawet w połowie.

- Przecież możesz odpocząć. – powiedział spokojnie przyjaciel.

- Ty sam nie odpuszczasz. – powiedział jasnowłosy z wyrzutem. – Dopasowujesz się pod narzucone przez nią tempo pracy. Jest zdolna. – dodał po chwili z nutą podziwu. – Sukces i stypendium ma w kieszeni.

- Dużo pracuje. – przyznał Mamoru. – Ale ona też bywa zmęczona. To widać. Ja muszę przystopować. Moje relacje z Usagi nie są idealne ostatnio. Zaniedbuję ją.

- To dobrze, że masz tego świadomość. Dzięki temu możesz wszystko naprawić.

Chiba westchnął ciężko, pochylając się nad notatkami.

 

Kilka czerwonych kropel spłynęło po białej, porcelanowej powierzchni umywalki.

Marron odkręciła kran i przemyła twarz. Ciężki oddech unosił jej klatkę piersiową. Oparła się ciężko rękoma o krawędzie zlewu i patrzyła w strumień wody.

Uspokoiwszy się nieco, zakręciła kran.

Mamoru. Codziennie spotykała go na uczelni, w pracowni. Był jej bliski, czuła to wyraźnie. Ale… Shen był takim samym przyjacielem, zaczynali współpracę tak samo. A jednak to z brunetem lepiej się jej pracowało. Pokręciła głową. Mamoru kocha Usagi.

Spojrzała w lustro. Patrzyła w swoje nieruchome odbicie przez dłuższą chwilę. Niespodziewanie sylwetka w zwierciadle zmarszczyła brwi. Marron odsunęła się, odbicie tkwiło w bezruchu.

Przymknęła powieki i szybko pokręciła głową. Spojrzała w lustro.

Na dziewczynę znów patrzyła ona sama smutnym, spokojnym wzrokiem. Poruszyła się, postać w zwierciadle uczyniła tak samo. Westchnęła ciężko i opuściła pomieszczenie.

 

 

***

 

Silny wiatr targnął delikatną czarną szatą na ciele kobiety. Odgarnęła z twarzy niesforne długie pasma włosów koloru bezgwiezdnej, głębokiej nocy i energicznie zaczęła wchodzić po szerokich kamiennych schodach, miejscami bardzo nadszarpniętych przez ząb czasu. Pokonując kolejne stopnie, przeklinała w myślach drogę, jaką musiała pokonać pieszo, aby otrzymać możliwość wejścia do Wyroczni.

Kamienne schody pięły się wysoko w górę, ich wierzchołek niknął w sinych obłokach nieba.

Prychnęła ironicznie, mijając leżący na stopniach ludzki szkielet, odziany w strzępy wytwornego niegdyś atłasowego stroju. Przystanęła, aby zaczerpnąć tchu.

- Bariera energetyczna tego miejsca zbyt mocno oddziałuje na mnie. Straciłam wiele mocy na potyczkę z Ratheel. – zacisnęła pięść. W jej oczach błysnęły dwie złowrogie iskry. Z zacięciem wznowiła wspinaczkę. „Dlaczego nie można używać tutaj swoich magicznych zdolności? – przeklinała w duchu. – Dlaczego w obliczu Wyroczni, taka potężna Władczyni jak ja, czuje się niczym marny proch? To podłe i upokarzające…”.

Przystanęła, szukając wzrokiem końcówki schodów. Kamienne stopnie zdawały ciągnąć się jeszcze w nieskończoność. Ogarnęło ją dziwne uczucie. Poczuła się nieswojo. Rozejrzała się w napięciu, jednak w sinej mgle okalającej schody nie dostrzegła niczego niepokojącego. „To ta aura tego miejsca” – pomyślała. Kontynuowała drogę, pocieszając się myślą o rychłym otrzymaniu odpowiedzi na nurtujące ją pytania.

 

Dotarła na szczyt kamiennych schodów. Spojrzała w bezdenną przepaść pod stopami. Mogła wybierać: iść naprzód po starym, drewnianym wiszącym moście, lub zawrócić. Druga opcja nie wchodziła w grę. Czarna Gwiazda pewnie wkroczyła na pierwszą, spróchniałą deseczkę…

 

***

 

- Ratheel to legenda. – powiedziała Kakyuu, przysiadając wygodnie na stopniach schodów Świątyni Hikawa. – Jedni ją podziwiają, inni gardzą jej osobą.

- A ty, Księżniczko? – zapytała Rei.

- Ja… Mam przede wszystkim ogromny szacunek.

Przyjaciele zebrali się wokół Władczyni Planety Pachnących Oliwek. Kobieta wpatrywała się w bursztynową taflę herbaty w glinianym kubeczku i uśmiechała się lekko.

- Opowiem wam legendę o Liliowej Władczyni. – powiedziała cicho.

 

Istniała w Kosmosie pewna Galaktyka, zwana powszechnie Złotym Centrum. Życie toczyło się tam w spokoju, upływało w radości i dobrobycie. Pewnego dnia, Wielka Wyrocznia przepowiedziała, że nadejdzie kataklizm, który będzie miał słodkawy zapach lilii.

Nikt nie rozumiał tej wróżby, minęło jednak niemal kilkaset lat, a planeta nadal opływała w szczęście i dostatki. Ludność pamiętała o przepowiedni, przekazywano ją sobie z pokolenia na pokolenie. Analizując jej treść uznano, że pojawi się monstrum, które zburzy dotychczasowy ład i porządek. Nie znano jednak okoliczności, w których zjawi się owo niebezpieczeństwo. Dokładnie kontrolowano każdego przybysza. Nic jednak nie budziło podejrzeń, a zapytana ponownie Wyrocznia milczała.

Pamięć o przepowiedni stopniowo się zacierała, przyjmując raczej charakter prawionej dzieciom bajki. Ludność cieszyła się szczęściem i spokojem, pod panowaniem wspaniałych władców. Król i Królowa, oraz ich dwie córeczki, cieszyli się zdrowiem i zaufaniem poddanych. Z radością przyjęli wiadomość, że Królowa ponownie spodziewa się dziecka. Z niecierpliwością oczekiwano narodzin Królewiątka, wróżono, iż tym razem para królewska doczeka się synka.

Urodziła się Księżniczka, nie odebrano tego jako smutnego wydarzenia. Jednak już kilka chwil potem, w królewskich komnatach, wybuchła panika. Sale i korytarze wypełnił intensywny zapach kwiatu lilii. Wszyscy przypomnieli sobie o straszliwej przepowiedni. Rodzice i pałacowi doradcy z przerażeniem patrzyli na spokojnie śpiące w kołysce dziecko. Nic nie wskazywało na to, że prześliczna Księżniczka miała przynieść na świat nieszczęście.

Rozpoczęła się seria zgromadzeń i narad. Aby uspokoić własne sumienia, a przede wszystkim poddanych, oraz wyeliminować potencjalne zagrożenie, zdecydowano, że nowonarodzonej Księżniczki Ratheel należy się pozbyć.

Jeden z przerażonych poddanych nie czekał nawet na ostateczną decyzję Rady. W nocy zakradł się do komnaty z ostrym sztyletem. Śpiących w pałacu obudził przeraźliwy krzyk mężczyzny. Znaleziono go pod drzwiami komnaty, zastygłego z przerażenia. Miał poparzoną skórę na prawej dłoni. Nie był w stanie opowiedzieć, co się wydarzyło. Dostrzeżono bijącą od niemowlęcia białą aurę, więc zorientowano się, że Księżniczka rzeczywiście posiada tajemne moce.

Podjęto trudną dla rodziców decyzję o niezwłocznym usunięciu dziecka. Rada uchwaliła, że zostanie ono wrzucone w przestrzeń między wymiarami…

 

- To potworne! – krzyknęła Usagi.

- Nie mieli wyjścia. – skwitowała Haruka. – Dobro poddanych i Galaktyki położone na szali, zawsze przeważy nad jednym życiem.

- Dziecko okazało się jednak zbyt silne, żeby zgładzić je w taki sposób. Poznaliście te niemowlę jako Księżniczkę Ratheel.

- Ale jak to możliwe? – spytał Yaten.

- W innym wymiarze ktoś dobry się nią zaopiekował. – Kakyuu kontynuowała opowieść. – Ratheel podróżowała po różnych światach, uczyła się, rosła w siłę i nabywała nowych umiejętności. Zebrała gigantyczne doświadczenie, poznała sztukę wojenną i wielką wiedzę. Stała się niemal doskonała. Wielu twierdzi też, że wyczyściła się ze wszelkich uczuć.

Powróciła do Naszego Wymiaru i udała się na rodzinną planetę, pogrążoną już wówczas w wojnie, którą rozpętała w Kosmosie Galaxia. Ratheel stanęła do walki z wrogiem. Zebrała armię Czarodziejek, która jednak malała coraz bardziej. Wojowniczki okazały się bardzo podatne na obietnice Galaxii, żądne mocy i władzy, jaką im oferowała. Ratheel powoli zostawała coraz bardziej osamotniona na polu bitwy. Stanęła do walki jako zupełnie pozbawiana jakiegokolwiek wsparcia.

- Przegrała? – spytała Makoto.

- Potrafiła walczyć mieczem. A jak sami doświadczyliście, chaos, który opętał Galaxię nie był przeciwnikiem, którego można pokonać samą walką. Okazało się, że to dobro i nadzieja Czarodziejki z Księżyca sprawiło, że chaos został ostatecznie wypędzony z ciała Galaxii. Ratheel tak bardzo zaangażowała się w bitwę, że zaryzykowała istnienie swojej rodzinnej Galaktyki. Nie przyniosło to założonego efektu, Czarodziejki, które odeszły w służbę wroga, zasłoniły Galaxię własnym ciałem, a ona sama szybko się zregenerowała. Nasza Księżniczka natomiast wyszła z tej bitwy ze znamieniem Wielkiej Przegranej.

- Dlaczego więc teraz ośmiela się maczać palce w wojnie z Czarną Gwiazdą? – spytała Haruka.

- Czarna Gwiazda to przeciwnik, z którym nie wygra się tylko dobrem. Do tego potrzebna jest moc i wola walki. – wyjaśniła Kakyuu.

- Ratheel pomimo przegranej, podróżowała po Kosmosie i brała udział w tłumieniu zamieszek rozpętanych przez Galaxię. – odezwał się Seiya niespodziewanie. Z zacięciem patrzył w przestrzeń przed sobą. – Sama, Pani, wysłałaś mnie na pomoc mieszkańcom sąsiednich planet już po pokonaniu chaosu. Tam poznałem Ratheel, walczyliśmy ramię w ramię. Z początku nie rozumiałem, dlaczego nazywano ją Upadłą Księżniczką. Dopiero kiedy poznałem tą historię, zrozumiałem. Każdy, kto miał okazję poznać ją bliżej, przekonywał się prędko do jej talentu i rozumiał, dlaczego postąpiła w taki sposób. Mówi się nawet, że Ratheel ma kilka twarzy, ale każdą w jakimś stopniu szlachetną.

Zapanowała dość niezręczna cisza. Haruka prychnęła, jednak nie rzuciła w jego kierunku komentarza.

- Skąd zna Czarną Gwiazdę? – spytał Mamoru.

- Zaatakowała nas zaraz po przebudzeniu. Ratheel była jej celem, myślała, że posiada Boską Łzę. Zaraz potem oddaliła się w nieznanym kierunku. Ale Ratheel wszystko przewidziała. Wróg szukał informacji o odłamkach, oczywiste było, że dowie się gdzie je znaleźć. Udała się na Kinmoku poinformować was. – Seiya spojrzał na Kakyuu i braci. – Mnie wysłała bezpośrednio na Ziemię. Jej celem stało się przygotowanie do walki z Czarną Gwiazdą. Chciała nauczyć korzystać nas z pełnych zasobów naszej energii i obudzić w nas wolę walki.

- Dlaczego sama nie walczy? – spytała rzeczowo Michiru.

- Są powody, dla których ona sama trzyma się na uboczu.

- Powody, które ty z pewnością znasz? – spytała zaczepnie Haruka.

- Możliwe. – powiedział patrząc kobiecie w oczy. – Na tą chwilę tylko tyle mam wam do powiedzenia. – odwrócił się, i z rękoma w kieszeni ruszył przed siebie.

 

- Co to miało znaczyć? – Haruka zacisnęła pięść. – Czyżbyśmy byli niegodni otrzymania jakichkolwiek informacji?

- To nie to… – Usagi chwyciła przyjaciółkę za rękę. – Ma powody… Zaufajmy mu…

Tennoh zbita z tropu spojrzała na Michiru. Partnerka powoli kiwnęła potakująco głową. Wypuściła głośno powietrze.

- Niech wam będzie. Byle nie okazało się to dla nas później tragiczne w skutkach.

 

***

 

Uliczny gwar przeszył krzyk kobiety. Po chwili następny. Przechodnie uciekali w popłochu. Fala siwych zjaw, pokracznych stworków, ohydnych nietoperzy uderzyła w tłum ludzi. Latające zjawy wyły z uciechy, widząc przerażenie straszonych przez nich kobiet i mężczyzn, słysząc piski i płacze dzieci. Z radością doprowadzały ludzi do omdlenia, wysysając z nich energię. Z dziką rozkoszą dopuszczały się niszczenia napotkanych pojazdów czy witryn sklepowych, bez skrępowania plądrowały ludzki dorobek.

 

Czarodziejki zareagowały szybko, odbierając już pierwsze sygnały negatywnej energii z miasta. Przyjaciele, kierowani nieomylnym komputerkiem Ami, zmierzali w stronę centrum, w biegu zmieniając się w Wojowniczki.

Ich oczom ukazało się istne pobojowisko. Ulica usiana była nieprzytomnymi, pozbawionymi energii ludzkimi ciałami. Poniszczone auta, stoliki kawiarni, powyrywane krzewy i kwiaty z klombów, rozrzucone artykuły ze zdemolowanych sklepów to tylko niektóre skutki przejścia zgrai potworów.

- Są już w innych częściach miasta. – wyjaśniała Merkury, ustalając pozycje.

- W innych częściach? – spytał Taiki. – Wobec tego musimy się rozdzielić.

Ami przytaknęła, patrząc pytająco po reszcie przyjaciół.

- Skoro tak trzeba, nie zastanawiajmy się dłużej. – powiedziała twardo Haruka. – Czas nagli, nie możemy stać z założonymi rękami. Wskaż nam kierunki, Czarodziejko z Merkurego.

 

 

***

 

W całym niemal mieście toczyły się zawzięte potyczki. Rozproszone w różne punkty Czarodziejki bezskutecznie próbowały pozbyć się grasujących stworów i zjaw. O dziwo, przeciwnicy nie byli zbytnio zainteresowani walką. Unikali wysyłanych w ich kierunku ataków, sami uderzali sporadycznie, ale wydawało się, że tylko po to, by unieszkodliwić Wojowniczki a nie je zabić. Demony po chwili znikały i pojawiały się w innych miejscach.

- Bardziej jestem zmęczona gonieniem tych potworów, niż walką z nimi. – zauważyła Rei, która w pościgu za zjawą, dobiegła do miejsca, w którym Setsuna i Makoto toczyły przed chwilą potyczkę z ohydnie wyglądającym stworem.

- Zupełnie, jakby miały inne zadanie. – stwierdziła Pluton.

- Tylko jakie? – zastanawiała się Makoto.

- Nie ważne. Stamtąd docierają krzyki mieszkańców. – Rei wskazała palcem kierunek. – Naszym obowiązkiem jest chronić Ziemię.

Dziewczęta przytaknęły i ruszyły za Czarodziejką z Marsa.

 

W cieniu rozłożystego drzewa stała gustownie ubrana kobieta. Delikatne refleksy słonecznego światła, przepuszczane przez gęstą koronę liści, spadały drobnymi punktami na duże rondo damskiego kapelusza. Kobieta podniosła twarz, głębokie ciemnoniebieskie oczy uważnie śledziły toczące się w oddali potyczki. Umalowane intensywną czerwoną szminką usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. Zniknęła za szerokim pniem wieloletniego drzewa, by lekkim krokiem wyłonić się z jego drugiej strony. W srebrnej szacie, targanej delikatnymi powiewami wiatru. W kapturze, zakrywającym jej twarz.

 

***

 

Wąż Isao umiejscowił się na dachu jednego z drapaczy chmur. Pionowe źrenice kierował w różne kierunki miasta, bystro przeczesywał teren i przebieg wydarzeń. Hana przysiadła obok, spuszczając nogi z dachu, luźno nimi wymachując. Z ironicznym uśmiechem i uniesieniem brwi obserwowała skupienie zwierzchnika.

- Po co ta cała akcja? – spytała drwiąco.

- Nie twój interesss. – syknął gad.

- Czy to polecenie Czarnej Gwiazdy?

- Oczywiście! – obruszył się.

Hana uważnie przyjrzała się sługusowi Czarnej Władczyni. Prychnęła pod nosem i spojrzała na miasto, pogrążone w panice.

- Nie sądzę. Nasza Pani nie ma o tym pojęcia. – podsumowała.

- Milcz! – wrzasnął. – Ja mam ssswoje obowiązki, ty ssswoje! Nie chcę cię tu widzieć!

- Już wiem! – zachichotała jasnowłosa, podnosząc się. – Chcesz złapać te Czarodziejki. Chcesz, żeby Czarna Gwiazda cię za to wynagrodziła.

- Wynoś sssię… – wysyczał. Jego źrenice zapłonęły złowrogim czerwonym światłem. Hana wzruszyła z irytacją ramionami i zniknęła. Isao powrócił do uważnego lustrowania sytuacji w mieście.

„Jesssteś… Znalazłem cię…” – pomyślał szybko i zaczął dokładnie wpatrywać się w jeden wybrany punkt…

 

Marron wracała z laboratorium, kiedy miasto zostało zaatakowane przez potwory i zjawy. Szła niespiesznie w stronę domu, z radością wpatrując się w wiązankę pachnących kwiatów, które zakupiła po drodze. Krzyki atakowanych ludzi wyrwały ją z zadumy. Ujrzała stwory, plądrujące wszystko na swojej drodze. Kilka nietoperzy zaczęło krążyć nad jej głową. Przerażona upuściła teczkę i zaczęła uciekać. Zjawy zapędziły ją w ślepy zaułek pomiędzy budynkami. Straciła możliwość dalszej ucieczki. Duży potwór przypierał ją do muru i wyciągał w jej stronę zielone łapska. Zacisnęła powieki i na oślep machnęła trzymanym bukietem kwiatów, uderzając stwora w twarz. Zawył rozłoszczony i podniósł łapę, chcąc zadać dziewczynie cios. Poczuł rozrywający ból, wiązka jasnego światła rozcięła go na dwie połówki. Jego cielsko zamieniło się w szary popiół. Pozostałe czyhające na ofiarę zjawy uciekły w popłochu z zaułka na ulicę. Postać w srebrnej szacie złapała omdlewające działo Marron. Przypatrzyła jej się i delikatnie ułożyła na ziemi.

- Nie wychodzi się na ulicę, kiedy jest niebezpiecznie. Pamiętaj. – mruknęła. Wyciągnęła rękę. Ciało nieprzytomnej zniknęło. – Wracaj do domu i wypoczywaj. – westchnęła cicho.

Ledwo dosłyszalny szelest przykuł jej uwagę. Zaśmiała się cicho.

- To ty za tym stoisz? – spytała spokojnie.

- Owszem. Ja. – syknął Isao, wyłaniając się z cienia. – Czarna Gwiazda o tym nie wie.

- Wszystko po to, by mnie zabić? – odparła kpiąco. Pionowe źrenice węża rozbłysły. Na niebie otworzył się czarny krąg, z którego po chwili utworzył się wirujący tunel. Wszystkie zjawy i potwory plądrujące miasto i walczące z Czarodziejkami opuszczały Ziemię. Dziko wyjąc, leciały w kierunku leja, znikając w jego otchłani. Tunel zamknął się za ostatnim z nich.

- To wssszyssstko po to, by cię znaleźć, Ratheel. – wyjaśnił.

- A więc, skoro tu rozmawiamy, rozumiem, że plan się powiódł? – spytała ironicznie.

- Tak. – Isao był poważny. Kobieta odwróciła się z ciekawością w jego stronę. – Mam dla ciebie propozycję Ratheel.

Postać w srebrnej szacie roześmiała się.

- Nie! – zaprzeczył szybko. – Nie chcę zdradzać Czarnej Gwiazdy, nie chce ci przysięgać wierności. Mam prośbę. Chcę cię prosić… Chcę cię poprosssić o pomoc, Ratheel…

 

Cdn…

Rozdział XXXI

Dziękuję Wam za piękne komentarze! Jesteście Wspaniałe :*

 

Biegły pustą, uśpioną, nocą ulicą. Cztery dziewczęta w strojach Czarodziejek kierowały się w stronę wyznaczonego celu.

- Tędy! – Merkury skręciła w prawo. Jej okulary wskazywały określony punkt: źródło zbierającej się negatywnej energii. Przewidywania Luny okazały się słuszne.

Dotarły na oświetlony latarniami skwer i zaczęły się pilnie rozglądać.

- Gdzie jest wróg? – spytała Minako.

- Według radaru gdzieś tu. Zachowajcie czujność. – ostrzegła.

Po chwili dziewczęta dosłyszały odgłosy kroków. Zobaczyły Urana, Neptuna, Plutona i Saturna.

- Unosi się tu tak złowroga aura, że nietrudno trafić do celu. – stwierdziła Michiru.

- Wróg jest niewidzialny? – spytała Hotaru.

- Na to wygląda. – powiedziała Ami, nie odrywając oczu od podręcznego komputera. – W dodatku bardzo szybko się przemieszcza. Jest ich kilku. – dodała po chwili.

- Jakieś sugestie, strategie? – usłyszały głos Yatena za plecami. Trzy Gwiazdy również przybyły na miejsce.

- Mamoru także zaraz tu będzie. – poinformował Seiya.

- Bardzo dobrze. – stwierdziła Haruka. – Przyda się każda pomoc. – wyrecytowała powoli patrząc w oczy Gwieździe Walki.

- Oczywiście, tylko zastanawiam się, kto pomoże Króliczkowi, jeśli to coś, na co polujemy zaatakuje także ją. – rzucił muzyk jakby od niechcenia. Jego słowa zmroziły pozostałe Czarodziejki. Wszystkie spojrzały po sobie. Nie przyszło żadnej z nich do głowy, że Usagi mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie. Znały swoją Księżniczkę. Nawet pozbawiona mocy, wyczuwając zło, nie usiedziałaby w miejscu.

Nie zdążyły zastanowić się, co dalej. Przed Minako niespodziewanie pojawiła się szara zjawa i z całą siłą popchnęła dziewczynę. Otworzyła paszczę, a z ciemnej gardzieli trysnęły w stronę Makoto miliony drobnych ogników. Wojowniczka odskoczyła, ale otrzymała atak od drugiego demona.

Byli okrążeni. Zjawy pojawiały się jedna po drugiej.

- Każdy niech pilnuje swojego przeciwnika! – powiedziała Haruka i zaatakowała stwora znajdującego się najbliżej. Demon zrobił unik, i niczym kłębek siwego dymu pofrunął w głąb parku. Uran ruszyła w ślad za nim.

- Zaczekaj! – krzyknęła Ami. – Nie rozdzielajmy się! Im właśnie o to chodzi!

Dostała cios w plecy. Podniosła się syknąwszy z bólu i zobaczyła rozproszone po parku Czarodziejki, pochłonięte walką.

 

***

 

Miały rację, przewidując, że Usagi nie usiedzi w miejscu, kiedy poczuje zło. Dotarła do niej mocna i wyraźna aura demonów, które pozostały na Ziemi po zamknięciu Wrót Piekieł. Podzieliła się swoimi przeczuciami z Luną. Kotka z całą energią próbowała zatrzymać ją w domu. W końcu przyznała, że pozostałe Wojowniczki ruszyły do walki.

- Zastanów się, Usagi! – perswadowała. – Nie masz mocy, w niczym im nie pomożesz!

- Tylko zaszkodzę, tak? – ubiegła kolejne słowa Luny. Dotknęła znacząco broszki na kokardzie szkolnego mundurka. – Zacznijcie po prostu mi ufać. Ufać, w to, co robię. – powiedziała smutno.

 

Biegła tak szybko, jak tylko mogła. Czuła wyraźnie, w którym kierunku kumuluje się zło. Wciąż tkwiło w niej poczucie rozgoryczenia. Nikogo nie zdążyła poinformować, że odzyskała broszkę transformacji i Srebrny Kryształ. Przyjaciele ruszają do walki bez niej? Czy jest im aż tak zbędna i niepotrzebna? Nie, to z pewnością nie to. Chcą ją chronić. „Ufam im.” – pomyślała. „Tylko wciąż mam wrażenie, że oni nie ufają mnie. Czy jestem aż tak słaba? Nie… Nie ważne, co myślą. Nie pozwolę, żeby moim przyjaciołom stało się coś złego.”

Wkrótce, pomimo późnej nocnej pory i ciemności, dostrzegła na skraju parku sylwetkę. Poznała Czarodziejkę z Marsa.

- Rei! – podbiegła uradowana. – Co się dzieje?

Przyjaciółka odwróciła się w jej stronę. Coś dziwnego było w jej twarzy. Oczy dziewczyny błysnęły czerwienią, usta wykrzywił złośliwy uśmieszek. Powoli zbliżała się do oniemiałej Tsukino.

- Rei? Wszystko w porządku? – spytała zlękniona. Hino podeszła blisko, zamachnęła się i wymierzyła nastolatce siarczysty policzek. Usagi cofnęła się.

- Co ty wyprawiasz? – była coraz bardziej przerażona. Przyłożyła dłoń do piekącego policzka. Chciała uciec jak najdalej od nieprzyjaznego oblicza kapłanki Świątyni Hikawa. Odwróciła się. Tuż za nią stała Czarodziejka z Saturna.

- Hotaru? – odezwała się niepewnie. Dziewczynka nie wyrzekła ani słowa. Zimnym wzrokiem mierzyła zdezorientowaną Księżniczkę. Powoli skierowała swoją Kosę Ciszy wprost na Usagi.

„Muszę się zmienić!” – nastolatka chwyciła swoją broszkę. Zanim wypowiedziała formułkę transformacji, Saturn uderzyła swoją różdżką w jej rękę. Kryształowe serce potoczyło się po płytkach chodnika. Z dłoni Księżniczki skapnęło na ziemię kilka kropel krwi.

Ogarnęło ją poczucie rezygnacji i słabości. W jej oczach zamigotały łzy. „Mam walczyć przeciwko wam? Kim jesteście? Moi przyjaciele by tak nie postępowali… A może mają dość moich decyzji… Mają dość nieudolnej Czarodziejki z Księżyca?”. Wstrząsnęła się, jakby przeszedł ją dreszcz. Na pobladłą twarz wstąpił delikatny łagodny uśmiech.

- Nie, moi przyjaciele nigdy by tak nie postąpili. Jesteście wrogami. – powiedziała głośno.

Przyklęknęła, aby podnieść broszkę, nie spuszczając wzroku z przeciwniczek. Jej ręka niemal dosięgła celu, kiedy nagle Michiru, która pojawiła się niewiadomo skąd, ubiegła ją. Popchnęła Tsukino i w biegu chwyciła błyskotkę. Śmiejąc się głośno i nienaturalnie, uciekła w głąb parku.

Usagi ze łzami w oczach siedziała na zimnej betonowej posadce. Patrzyła przerażona na zbliżające się do niej dawne przyjaciółki, Rei i Hotaru.

 

***

 

- To już jest mało ciekawe. – mruknęła kobieca postać, obserwująca całe zdarzenie, skryta w mroku wysokiego, parkowego drzewa. Lekki wietrzyk poruszył delikatnie poły długiego, srebrnego płaszcza. Zrobiła kilka kroków, szata musnęła parkową trawę. Przylgnęła do ciemnobrunatnego pnia drzewa i odczekała chwilę. Poły płaszcza rozchyliły się, ukazując biały długi kozaczek, którego kontur wyraźnie odcinał się w nocnej ciemności. Silny kopniak powalił przebiegającą postać. Biegnąca z broszką Czarodziejka z Neptuna upadła na pokryty nocną rosą trawnik. Próbowała się poderwać, jednak powalił ją drugi silny cios, tym razem zadany pięścią w brzuch. Ręka Ratheel zacisnęła się na szyi przeciwniczki, emanując mlecznobiałym światłem. Michiru szarpnęła się w celu uwolnienia się z uścisku, jednak nie przyniosło to efektu. Z jej ciała zaczął wydobywać się ciemnoszary dym, który formował się w piekielną zjawę. Demon cierpiał, rzucał się na wszystkie strony, wył przeraźliwie.

Ratheel puściła bezwładne ciało Czarodziejki z Neptuna. W jej ręku zmaterializowało się berło. Jednym szerokim, zamaszystym ruchem ramienia, przecięła sylwetkę zjawy. Dym rozproszył się w powietrzu.

Postać w srebrnej szacie podniosła broszkę Usagi. Kryształowe serce pojaśniało, wyczuwając energię Liliowej Księżniczki.

 

***

 

Hotaru zamachnęła się i uderzyła w leżącą na ziemi Księżycową Księżniczkę. Dziewczyna w ostatniej chwili przeturlała się, a ostrze Kosy Ciszy utkwiło w płytce chodnika. Saturn wyszarpnęła je. Rei i Gwiazda Swobody złapały za ręce Usagi i przytrzymały przy ziemi. Nastolatka patrzyła jak ostrze zbliża się do niej. Poczuła lekkie muśnięcie powietrza. Otworzyła zaciśnięte ze strachu oczy i zobaczyła ostrze Kosy Ciszy znieruchomiałe kilka minimetrów od jej piersi. Spojrzała na Saturna i Ratheel, przytrzymującą w połowie rękojeść wymierzonego w nią berła. Srebrna Księżniczka szarpnęła Kosę i odebrała ją Tomoe. Sprawnie odepchnęła przeciwniczkę i odrzucając broń na bok, wyciągnęła rękę w kierunku dwóch pozostałych Wojowniczek. Mlecznobiała poświata otuliła drobną dłoń Lilii. Obie napastniczki upadły z jękiem na ziemię, chwytając się za głowy. Z ich ciał powoli unosił się szary dym.

- Masz czas, żeby się zmienić. – powiedziała do oniemiałej Usagi, rzucając jej broszkę.

- Co im się stało? – spytała nastolatka.

- Demony przejęły nad nimi kontrolę. Trzeba je przepędzić i zniszczyć. Nie licz dziś na moją kolejną interwencję. Walcz, Czarodziejko z Księżyca.

- Jak mam to zrobić? – spytała odchodzącą już postać w srebrnej szacie.

- Ufam, że sobie poradzisz. – powiedziała, nie odwracając się. Zniknęła, jej ciało rozwiało się niczym mgła.

Usagi zacisnęła dłoń na broszce i podniosła ją do góry. Odważnie wypowiedziała słowa transformacji…

 

***

 

Mamoru nie zastał nikogo na skwerku. Rozejrzał się dokładnie, dostrzegł Ami pomiędzy drzewami parku. W stroju Tuxedo pobiegł w stronę dziewczyny. Krzyknął jej imię, ta jednak szła szybko przed siebie, nie odwróciwszy nawet głowy. Zatrzymał się zdezorientowany. Po chwili zobaczył również Makoto i Harukę. Obie nie zachowywały się naturalnie. Walczyły. Jedna dla drugiej była przeciwniczką. Uran energicznie chwyciła małą parkową ławkę i rzuciła ją w kierunku Jowisza. Ta zręcznie odskoczyła i zaatakowała pochwyconym kubłem na śmieci. Śmiały się przy tym głośno i złośliwie. Haruka przyskoczyła do Czarodziejki w zielonym mundurku i popchnęła ją na trawę. Ta poderwała się szybko i odpłaciła tym samym. Mamoru pokręcił z niedowierzaniem głową.

Zobaczył jak podbiega w jego stronę Minako. Dziewczyna podskoczyła i z całą siłą popchnęła chłopaka na ziemię. Usiadła na niego okrakiem i obiema rękami chwyciła za gardło, coraz mocniej je zaciskając. Twarz złotowłosej wykrzywił ironiczny uśmieszek. Zmarszczyła nosek i szaleńczo chichocząc pogłębiła jeszcze bardziej uścisk. Tuxedo spojrzał w oczy Czarodziejce. Były matowe, pozbawione blasku. Czując, że traci oddech, złapał ją za nadgarstki, próbując odciągnąć dłonie Wenus. Obok szamocącej się dwójki przystanęła Ami, beznamiętnie przyglądając się scenie.

- Co… się tutaj… dzieje? – wykrztusił ciężko. Merkury obojętnie wzruszyła ramionami. Jej oczy również były matowe, wręcz martwe.

Brakowało mu tchu. Minako podduszała coraz mocniej jego szyję, kiedy ktoś złapał ją za ramię i odciągnął na bok niczym niesfornego szczeniaka. Mamoru podniósł się, oddychając ciężko. Zobaczył Gwiazdę Walki.

- Dziękuję. – powiedział, wyciągając rękę. Dopiero po chwili spojrzał w twarz przeciwnika. Gwiezdna Czarodziejka mierzyła go, uśmiechając się lekceważąco. W matowych oczach błąkały się czerwone, złowrogie ogniki.

- Rozumiem. – powiedział Tuxedo cofając rękę. – Wszyscy nie jesteście sobą.

Zdążył odskoczyć. Ziemski Seiya zaatakował go metalowym prętem, naprędce gdzieś znalezionym. Drugi cios Mamoru zablokował swoją laską. Pozostałe Czarodziejki otoczyły ich, przyglądając się ciekawie. Tuxedo spojrzał po ich twarzach, szukając sprzymierzeńca. Wszystkie pary oczu były zimne i obce. „Co robić?!” – pomyślał. Próbował się cofnąć, ale różdżka Plutona zagrodziła mu drogę. „Poprzednim razem ty mi pomogłaś” – zauważył z wyrzutem. Teraz Wojowniczka Czasu była wrogiem.

Gwiazda Walki okazała się zręcznym przeciwnikiem. Nacierała, coraz szybciej wymachując prętem.

- Przestań! – krzyknęła nadbiegająca Usagi. Napastnik zatrzymał się i spojrzał w jej stronę.

- Uciekaj! – rozkazał Mamoru.

- Nie. – powiedziała podchodząc odważnie. – Nie przyszłam tutaj, żeby uciekać ani chować się za czyimiś plecami.

Gwiazda Walki nie zastanawiała się długo. Ruszyła w stronę dziewczyny. Była blisko, złowieszcze żelastwo w jej dłoni przysuwało się coraz bliżej.

Nie ruszyła się. Stała odważnie patrząc w oczy przeciwnikowi.

- Seiya… To ja… – powiedziała cicho. Napastnik zatrzymał się. – To ja… Króliczek… Nie poznajesz mnie?

„Seiya… Seiya… Seiya…” – łagodny głos Czarodziejki z Księżyca zakołatał w opętanej przez demona głowie Gwiazdy Walki. Przemykał pomiędzy uśpionymi resztkami świadomości niczym cień. Zjawa, która tkwiła w ciele muzyka uparcie walczyła z powracającym niczym echo głosem.

Chwyciła rękę serdecznego przyjaciela. Zamknęła oczy. „Chcę walczyć o moich przyjaciół. Proszę cię Ratheel, wskaż mi właściwą drogę. Nie mogę ich skrzywdzić. Proszę!” Poczuła ciepło. Otworzyła oczy i zobaczyła, jak jej broszka lśni. „Srebrny Kryształ. On słucha mojego serca. A moje serce… pragnie ocalić przyjaciół”.

Pręt, trzymany przez Gwiazdę Walki, upadł z głuchym metalicznym łoskotem. Czarodziejka z Kimnoku upadła na kolana i chwyciła się za głowę. Demon szalał w jej ciele, szukał ucieczki.

Przed Usagi zmaterializowało się jej berło. Czuła w sercu odwagę, wiedziała, co robić. Pewnie chwyciła je i uniosła. Rozbłysło, rozsiewając wokół tęczowe promienie. Wrogo nastawione Czarodziejki zakrywały twarze, wydobywając z siebie dzikie jęki. Szary dym unosił się z ich ciał, przybierając kształty piekielnych zjaw.

Poczuła, że wie, co dalej. Zniszczyć demony, które wyrządzały tyle szkód. Walczyć. „Walczyć? Tak. Będę walczyć”.

Berło rozbłysło, momentalnie zmieniło swój kształt. „Miecz. Berło zmienia się w miecz, kiedy pojawia się wola walki w duszy dzierżącego je Wojownika.” – pomyślała zaciskając dłonie na rękojeści. „Dałaś mi go nie bez przyczyny, Ratheel. Muszę walczyć, by ocalić przyjaciół. Chcę to zrobić!”.

Poczuła intensywny zapach lilii. Nie widziała jej, ale była pewna, że jest obok. Wspiera ją. Wierzy w nią.

Odchyliła ramię i całą siłą machnęła mieczem. Jasne światło wydobyło się z jego ostrza i jednym cięciem rozproszyło dymne ciała piekielnych demonów.

Dziewczyna z uśmiechem osunęła się zemdlona.

 

Ocknęła się na trawie, z głową opartą o kolana Mamoru. Rozejrzała się. Była nieprzytomna zaledwie chwilę. Tuxedo uśmiechnął się. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej i zarzuciła mu ręce na szyję. Poczuła jak jego dłoń gładzi ją delikatnie po plecach.

- Byłaś bardzo dzielna. – powiedział. Nie słyszała tych słów. Przywarła mocniej do niego, jednak nic się nie zmieniło. W niej. W nim. Nie czuła tego, co dawniej. Nie było jej tak błogo i ciepło, jak niedawno, kiedy przytulała się do swojego chłopaka.

- Mamoru… – szepnęła. – Co się dzieje?

- Co masz na myśli?

- Ty wiesz.

Nie odpowiedział. Odczuł podobnie. Odsunął ją lekko i spojrzał jej w oczy.

- Wciąż jesteś dla mnie najważniejsza. – powiedział szczerze.

- Ale już nie tak ważna, jak kiedyś, prawda? – odważyła się.

- Oboje znamy swoją przyszłość… – zaczął.

- I nie sprzeciwmy się jej prawda?

- Prawda. Starajmy się to odbudować, co wspólnie osiągnęliśmy. – mówił z głębokim przekonaniem w głosie. – Spotykajmy się częściej niż dotychczas. Wiem, poświęcałem ci za mało czasu ostatnio, to się zmieni, Usagi.

- Wierzę ci. – powiedziała cicho.

Potrzebowała wsparcia. Bliskości. Teraz, kiedy udało jej się zawalczyć o przyjaźń i ocalić ją, uwierzyła w swoją prawdziwą siłę. Przytuliła się do człowieka, który był zawsze dla niej całym światem. Jednak czegoś zabrakło. Czego? Nie chciała o tym myśleć. Chciała uciec, daleko, przed siebie. Od samej siebie…

Podniosła się powoli i ruszyła w stronę przyjaciółek, które głośno wypominały sobie wzajemne ataki na siebie. Makoto i Haruka skrzywiły się na widok niedawnego pola walki. Haruka z zażenowaniem poprawiała parkową ławkę.

- Byłaś wspaniała! – uradowany Seiya złapał Tsukino za ręce. Spojrzała mu w oczy. Uśmiechnęła się, oswobadzając dłonie. Ciepło. Ciepło, przed którym również musi uciekać…

 

Przyjmowała gratulacje i uściski od przyjaciółek, błądząc myślami gdzie indziej.

 

 

Cdn…

Rozdział XXX

Drogie dziewczęta, to dla Was:) Zabiłam mój stres pisząc ten – może trochę krótki i lakoniczny – rozdział, ale co tam. Wierzę w lepsze jutro:)

 

Ciemność. Bezdenna, okrutna ciemność rozpostarta wokół, niczym szeroki ocean. Czuła się jak rozbitek na maleńkiej wysepce, całkiem sama, wśród fal ciemności, za którą kryło się nieznane. Nie miała sił ani śmiałości, by ruszyć się z miejsca, by szukać czegokolwiek. Bała się. Tkwiła w jedynym jasnym punkcie otoczenia. Skuliła się, obawiając się poruszyć. „Co mam zrobić?” – myślała gorączkowo. „Czy zawsze jestem taka samotna?”. „ Nie! Nie jestem. Mam przyjaciół.”. „Gdzie oni są? Potrzebuję ich.”. „Oni potrafią tylko nakazywać i oceniać!”. „Jestem ich Księżniczką, muszą ode mnie sporo wymagać. To ja ich powinnam prowadzić.”. „Mają pretensje o każdy mój ruch.”. „Ponieważ się martwią.”. „Może po prostu nie rozumieją. Nie znają tak do końca. Muszę odważnie wyrażać swoje zdanie, mówić o uczuciach. Wówczas zrozumieją.”. Złapała się za głowę, rozsadzaną przez tysiące uporczywych myśli.

Poczuła ciepło drugiej osoby. Podniosła wzrok, zobaczyła połacie srebrnej szaty, delikatnie ją obejmujące. Wtuliła się w nie ufnie. Usłyszała cichy szept, tuż przy uchu:

- Przyjaźń to twoja siła, Księżycowa Księżniczko. Walcz o nią i pielęgnuj ją, za wszelką cenę.

- Boję się.

- Nie, ty się wahasz. Przekonaj wszystkich, że to, w co wierzysz, jest twoją siłą, filarem.

- Twierdzą, że Srebrny Kryształ to moja siła. A bez niego jestem nikim.

- Nie. – postać odsunęła się od Usagi. Na jej dłoni zajaśniał kamyk. Delikatnie położyła go na ręce dziewczyny. – On zawsze posłucha twojego serca, ty sama nim sterujesz.

- Dla mnie najważniejsze jest dobro przyjaciół. O to chcę walczyć. –

powiedziała stanowczo Tsukino. Diamencik zamigotał i zmienił się w jej własną broszkę transformacji.

- Widzisz. – powiedziała Ratheel. – On ciebie rozumie, słucha twojego serca. Zawsze postępuj tak, jak ono ci podpowiada, to jest twoja siła, Czarodziejko z Księżyca.

- To jest moja siła. – powtórzyła. Jasne światło rozbłysło wokół niej. Stała pośrodku kręgu, przed którym ustępowała ciemność. Przed nią stała postać w srebrnej szacie.

- Dziękuję za ocalenie. Uratowałaś mi życie. – powiedziała. – Doceniam ten dar i postaram się odwdzięczyć.

- Jak to? – zdziwiła się Usagi. – Zawsze nam pomagasz, uratowałaś mnie nie raz. Gdybyś nawet tego nie zrobiła, i tak zostawiłabym Srebrny Kryształ, aby służył ci za tarczę.

- Wiem. Ale nie każdy by postąpił tak czysto i bezinteresownie jak ty, Księżniczko. Jestem dumna, że mogłam cię spotkać. – Ratheel pokłoniła się lekko, po czym jej postać powoli zaczęła się rozmazywać. – Do zobaczenia, Czarodziejko z Księżyca.

 

***

 

Dwie pionowe źrenice uważnie wpatrywały się w kobietę odzianą w czarne szaty, siedzącą na tronie w pozie głębokiego zamyślenia. Czarna Gwiazda popadała dziś w coraz to bardziej skrajne stany, od gwałtownej wściekłości i furii, po nagłe wyciszenie i zamyślenie. Isao obrywał kilkakrotnie. Chcąc wyrwać swoją Panią ze stanu przygnębienia i melancholii, zbliżał się do tronu, próbował służyć swoją osobą i dobrą radą, jednak za każdym razem Królowa dostawała nagłego ataku złości. Nie potrafił w żaden sposób złagodzić frustracji Czarnej Gwiazdy.

Obserwując tron i kobietę z daleka, usłyszał ciche kroki. Obok niego przystanęła Hana, którą wąż zabrał po walce z Haruką do siedziby swojej Władczyni.

- No proszę, nawet ty się boisz zbliżyć. – zakpiła.

- Milcz. – wysyczał. – Masz ssswoje, jasssno określone obowiązki. Co jeszcze tutaj robisz?!

- W porządku, rozumiem, zbieranie odłamków. Które jak się okazuje, są bezwartościowymi szkiełkami.

- Kto tak powiedział?! – rozłościł się. – Dla nasss mają wartość, dlatego ich szukamy. Nie tobie oceniać, czy posiadają moc, czy nie. To twoja nowa ofiara.

Przed Haną pojawiło się zdjęcie, które dziewczyna sprawnie pochwyciła w locie.

- Jakaś staruszka? – prychnęła.

- Nie dyssskutuj, tylko działaj!

- Oczywiście. W swoim czasie. Jak pozałatwiam swoje sprawy.

- Co takiego?! – wrzasnął gad, jednak Hany już przy nim nie było. – Co za…

- Isao! – zagrzmiała pani na tronie. Wąż błyskawicznie podpełzł pod jej stopy.

- Do usssług, Królowo! – syknął przymilnie.

- Czyżbyś tracił autorytet wśród naszych sług? – spytała leniwie.

- Ta dziewczyna…

- Jest krnąbrna i nieposłuszna. – powiedziała wyniośle. – Nie podoba mi się. Proponuję ci znaleźć kogoś na jej miejsce.

- Twoja rada jest dla mnie najcenniejsza, Pani. – odpowiedział.

- Więc się tym zajmij. A tymczasem… – kobieta podniosła się z siedziska. – Pozostawiam na twojej głowie wszystkie nasze sprawy.

- A ty, Królowo?

- Udaję się w kosmos, do Pradawnej Wyroczni. Chcę uzyskać więcej informacji o odłamkach. – zaczęła przechadzać się wzdłuż sali. – Jeśli nie posiadają żadnej mocy, nie widzę sensu dalej ich zbierać. A tylko Wyrocznia może udzielić mi na ten temat informacji.

- Dołożę ssstarań, by dopilnować wszystkiego. – skłonił z szacunkiem trójkątny łeb.

 

***

 

Obudziła się, czując powracając siły. Doskonale pamiętała sen, który ją nawiedził. Usiadła na kanapie, jej ręka powędrowała na pierś. Palcami wyczuła broszkę na kokardzie. Nie mogła przez chwilę otrząsnąć się ze zdumienia, które po chwili zastąpiła radość. Przeciągnęła się zadowolona i z ciekawością rozejrzała po salonie mieszkania Marron. Była tu już przedtem kilka razy, nigdy jednak nie zwróciła większej uwagi na wnętrze. „Zazwyczaj przychodziłam z problemami, nie z przyjacielską, przyzwoitą wizytą”. – zganiła się w myślach. Dotknęła sofy, na której zasnęła, spojrzała na stolik, balkon, obrazy, kwiaty w doniczkach, serwetki i inne drobiazgi, komodę z książkami. Wszystko miało to coś… Klasę. Nastolatka szybko odszukała to słowo. Miało klasę, Marron też ją miała. Mamoru też. Tylko ona nie. Przypomniała sobie swój własny pokoik, pełen cukierkowych kolorów, maskotek i innych drobiazgów. „Czy ja jestem dziecinna?” – pomyślała. „Może i jestem. Ale jestem sobą” – pocieszyła się. „Zresztą oni są starsi, studiują, mieszkają sami.”. Uśmiechnęła się.

- Marron! – zawołała. Odpowiedziała jej głucha cisza. Podniosła się z sofy i niepewnie rozejrzała. Nie miała pojęcia, ile spała i co mogłaby robić teraz właścicielka mieszkania. Podeszła do drzwi od sąsiedniego pomieszczenia i cichutko zapukała. Nikt nie odpowiadał. „To niegrzeczne szperać tak komuś po mieszkaniu, ale… może tam jest i mnie nie usłyszała?”. Chwyciła za klamkę i powoli uchyliła drzwi. Zaskoczył ja ten widok. Pomieszczenie wypełnione było dziwnymi sprzętami laboratoryjnymi. Usagi zwróciła uwagę na małe biurko z mikroskopem, zarzucone stertą papierów, przy którym paliła się lampka, zupełnie, jakby ktoś przed chwilą przy nim pracował. Podeszła powoli. Zauważyła też dziwne urządzenie: sześcian z małymi szybkami i dziwnymi zegarowymi licznikami. Ciekawość pociągnęła ją do przytknięcia noska do jednego z okienek inkubatora. Nagle kolorowe kontrolki zapaliły się, a urządzenie zaczęło pracować. Przestraszona nastolatka odskoczyła, pewna tego, że przez przypadek nacisnęła jakiś guziczek. Nie zauważyła jednak żadnego panelu sterowania, stała jednak niczym przykuta, bojąc się poruszyć. Uporczywie wpatrywała się w drgające wskazówki liczników, które zdawały się ją hipnotyzować. Doznała uczucia ciepłej błogości. Patrzyła jak urzeczona, jednocześnie czując, jak ogarnia ją senność. Resztkami świadomości odciągnęła uwagę od inkubatora, powoli wycofała się do salonu i bezwładnie upadła na sofę.

 

Marron nucąc weszła do mieszkania z dwoma siatkami zakupów. Przechodząc przez salon spojrzała na śpiącą Usagi i uśmiechnęła się lekko. „No, no, twardy ma sen.” – skwitowała w myśli. Już miała ruszyć w stronę kuchni, kiedy jej uwagę przykuł koc. Przykrywała nim śpiącą nastolatkę, teraz leżał on zwinięty w nogach dziewczyny. Marron patrzyła przez chwilę kalkulując coś w myśli, kiedy jej wzrok skierował się na niedomknięte drzwi laboratorium. Położyła siatki na stoliku i weszła do sąsiedniego pomieszczenia. Od razu zwróciła uwagę, na działającą aparaturę. Podeszła do inkubatora, obejrzała dokładnie wskaźniki.

- Ty draniu. – powiedziała patrząc z góry na urządzenie. – Wyssałeś z niej energię.

Wyraźnie rozzłoszczona, przytknęła rękę do dużego, czerwonego guzika z tyłu maszyny – przycisku natychmiastowego zatrzymania całego działania. Zawahała się. Cała jej dotychczasowa praca, kilkadziesiąt prób spełzały zazwyczaj na niczym. Maszyneria pracowała i pokazywała efekty, jakich nigdy nie osiągnęła.

Marron usiadła na podłodze, obejmując ramionami kolana. Patrzyła na inkubator. „Energia… Wiedziałam, że jej potrzebujesz, ale nie nakarmiłabym cię cudzą energią. Chciałam dać ci substytut, jakiś zamiennik, ale to ci nie wystarczyło. Co mam teraz zrobić?” – myślała. „Czy pozwolić ci działać dalej? Jak mam spojrzeć jej w twarz? Pewnie nie będzie wiedziała, co zaszło. Ale czy mam jej powiedzieć: zasnęłaś, bo moje ambicje zabrały ci energię? Nie mogę.”. Poderwała się, gotowa wcisnąć czerwony guzik. Jej ręka nie była w stanie tego zrobić. Cofnęła ją, patrząc na dygoczące wskazówki.

- Kiedyś jej opowiem, ona zrozumie, że nie potrafiłam, nie mogłam…

Skierowała się do drzwi. „Na przyszłość, powinnam zamykać laboratorium, kiedy wychodzę. To było logiczne, że kiedy się obudzi, będzie mnie szukać” – zganiła się w myśli.

 

***

 

Haruka i Michiru wyszły z sporym pakunkiem ze sklepu.

- Musiałaś tyle tego kupić? – spytała krótkowłosa.

- Nie przesadzaj, robiłyśmy już większe zakupy. – odpowiedziała morskowłosa z uśmiechem.

- Ufff. – Haruka z ulgą rzuciła torby i paczki na tylne siedzenie swojego samochodu.

- Możemy wracać do domu, przygotuję coś dobrego. – Michiru wciąż uśmiechała się łagodnie.

- Niech ci będzie. – westchnęła Tennoh, siadając za kierownicę.

Odjechały, nie zauważając, że są obserwowane. Hana siedziała na dachu jednego z budynku i śledziła każdy ich krok.

- Rozumiem. – powiedziała do siebie odkładając lornetkę. – To twoje oczko w głowie, Haruko. Ta dziewczyna – zamknęła oczy i przywołała obraz uśmiechniętej Michiru. – to twój słaby punkt. – uśmiechnęła się złośliwie.

 

***

 

- Ciasteczka! – pisnęła uradowana Usagi. Z roziskrzonymi oczyma patrzyła na postawione na stole łakocie.

- Nie wiedziałam, co lubisz, wzięłam po prostu wszystkiego po trochu. – powiedziała z uśmiechem Marron.

- Dziękuję, wystarczyłby jeden rodzaj, lubię wszystkie! – uradowana nastolatka nakładała ciasto na talerzyk. Nagle posmutniała.

- Chciałam cię przeprosić, Marron. – powiedziała spuszczając głowę.

- Za co?

- Zajrzałam do twojego laboratorium. – spojrzała odważnie w twarz starszej koleżanki. – Nie było cię, a ja cię szukałam. Nie chciałam.

- Ale chyba nic się nie stało? – spytała siląc się na obojętność.

- Właśnie nie wiem. Kiedy tam byłam, maszyna uruchomiła się. Chyba niechcący coś nacisnęłam. Nie chciałam. – przyznała się skruszona.

- Co było potem? – dociekała Marron.

- Nic, poczułam się senna i znów się położyłam. – stwierdziła Usagi. Studentka odetchnęła z ulgą. „Nic nie zauważyła, że ubywa jej energii, więc jest dobrze.”.

- Prowadzę badania, pewnie Mamoru ci mówił. – zaczęła.

- Tak, to akurat wspominał. – odpowiedziała, opychając się ciastem.

- Niektóre rzeczy wymagają od mnie ciągłych obserwacji, zatem pracuję również w domu. Dlatego utworzyłam małe domowe laboratorium. Ta maszyna uruchamia się czasem samoczynnie. – wyjaśniała.

- Rozumiem, Mamoru takiej pracowni nie ma, dlatego wiecznie przesiaduje na uczelni. – rzuciła Usagi. – Powinien brać z ciebie przykład.

Marron roześmiała się. Czuła się rozbawiona.

- Czyli nie gniewasz się, że tam weszłam? – spytała nastolatka. – Myślałam, że cię tam znajdę.

- Mam nadzieję, że to ty nie gniewasz się, że mnie nie było w domu. – odpowiedziała studentka. – Poszłam po zakupy.

- Nie gniewam się! – Usagi niespodziewanie rzuciła się starszej koleżance na szyję. – Dziękuję ci. – powiedziała poważnie. – To nie pierwszy raz, kiedy znajduję u ciebie schronienie, kiedy mi smutno.

- Przecież to nic takiego. – Marron odwzajemniła niemal siostrzany uścisk. – Odezwij się do przyjaciół, mogą się martwić.

- Dobrze. – twarz Usagi rozpromienił uśmiech. Pożegnała się i opuściła mieszkanie Marron. Dziewczyna patrzyła z balkonu na znikającą w oddali sylwetkę złotowłosej dziewczyny. Westchnęła ciężko, narzuciła biały fartuch. Ruszyła w stronę drzwi, za którymi mieściło się laboratorium.

 

Cdn…

Rozdział XXIX

Wrota Piekieł zamknęły się całkiem. Wąski gardziel tornada zdławiła obręcz utworzona z energii Ratheel, Usagi, Kakyuu, Czarodziejek i pomocy Wojowniczek z oddali kosmosu.

„Pieczęć… pozostała pieczęć…” – myślała gorączkowo Ratheel. „Nie wiem, czy dam radę, czy podołam zadaniu… Ale za wszelką cenę, muszę przynajmniej spróbować!”.

Puściła bezwładną rękę Usagi. „Na co czekasz, Czarodziejko z Plutona…!”.

Środowisko wokół nich zaczęło drżeć. Wokół Ratheel zebrały się obłoki jasnej energii. Całą wolę skupiła na opanowaniu jej. Z trudem uniosła różdżkę. Gruzy dawnej komnaty zaczęły powoli unosić się w powietrze. Liliowa Księżniczka zachwiała się na nogach, podparła się rękojeścią berła, żeby nie upaść. Odłamki skalne powoli łączyły się niczym układanka, na powrót tworząc mury pomieszczenia.

Setsuna odebrała informację. Spojrzała na nieprzytomnych przyjaciół i leżącą nieopodal Usagi. Podbiegła i chwyciła wątłe ciało Księżycowej Księżniczki. Musiała przenieść ją obok pozostałych i zabrać ich wszystkich z tego wymiaru. Przerzuciła rękę Tsukino przez swoje ramię i objęła ją w talii. Spojrzała na stojącą plecami do nich Ratheel. Kobieta trzymała oburącz swoją różdżkę, z której wydobywały się pulsujące jasnym światłem kręgi, sterujące odbudową komnaty. Pluton bez trudu oceniła, że Tajemnicza Księżniczka ledwo utrzymuje się na nogach i działa resztkami sił. W porwanej postrzępionej szacie, okaleczona przez szalejące wcześniej żywioły piekielne, wciąż wydała się Setsunie dostojna i majestatyczna. W pewnym momencie, nie przerywając swoich działań, powoli odwróciła głowę w stronę Czarodziejki z Plutona. Para ciemnoniebieskich oczu spojrzała w głąb duszy Wojowniczki. Setsuna zamarła. Szeroko otwartymi oczyma patrzyła w bladą twarz Ratheel. W jej oczy. Postać uśmiechnęła się smutno.

- Na co czekasz, Czarodziejko?

- A ty? – Pluton ocknęła się z nagłej zadumy.

Ratheel nie odpowiedziała. Przymknęła powieki i odwróciła głowę w swoją stronę. Setsuna odeszła zabierając Usagi w stronę pozostałych. Ułożyła dziewczynę pomiędzy przyjaciółmi i uniosła różdżkę. Wypowiadając zaklęcie spojrzała na samotną kobietę w strzępach srebrnej szaty. Na miejscu dawnych Wrót Piekieł wyrósł kamienny obelisk. Księżniczka ustawiła na nim swoje berło. Komnata zaczynała wirować, mieniąc się różnokolorowymi pasmami, niczym zorza polarna.

Setsuna poczuła szarpnięcie za ramię trzymające różdżkę. Usagi całym ciężarem uczepiła się przyjaciółki.

- Nie zostawisz jej… – wyszeptała z trudem. – Nie możesz tego zrobić!

- Nie mamy wyjścia. To jej wola. – powiedziała Wojowniczka spokojnie. – Ona wie, co trzeba zrobić.

- Zginie… – szepnęła Usagi, osuwając się na ziemię. Pluton podtrzymała ją w pasie.

- Ruszaj! – usłyszała głos Ratheel. Pewnie podniosła znów swój Klucz. Usagi próbowała się oswobodzić z silnego uścisku Setsuny, jednak była zbyt słaba. Silny wybuch wepchnął ich w otchłań innego wymiaru, pozostawiając po nich tylko kilka łez zrozpaczonej Czarodziejki z Księżyca.

 

***

 

Setsuna patrzyła na nieruchome twarze przyjaciół. Ułożyła wszystkich na kocach, rozesłanych na drewnianej podłodze sali Świątyni Hikawa. Przycupnęła na złożonym w kostkę prześcieradle. Przymknęła oczy. Zobaczyła kobietę w strzępach srebrnej szaty, jej twarz, ciemnoniebieskie przenikliwe oczy, usta lekko wykrzywione w smutnym uśmiechu. Ratheel. Jej oczy… „Więc to ty…” – pomyślała. Obraz znów do niej wrócił, natrętnie nie dawał spokoju. Starała się oczyma duszy zajrzeć głębiej, kiedy jej umysł powoli zapadał w sen…

 

***

 

Mała dziewczynka w długich ciemnozielonych włosach, w marynarskim mundurku czarodziejki, z trudem utrzymując ciężką różdżkę przypominającą klucz, przyglądała się z niepokojem wielkim Wrotom Czasoprzestrzeni. Spojrzała na dostojną Królową Serenity. Stała obok w długiej białej sukni, uśmiechając się ciepło do dziewczynki. Władczyni ukucnęła, położyła dłonie na ramionach małej i spojrzała jej głęboko w oczy.

- Liczę na ciebie, Czarodziejko z Plutona.

- Nie zawiodę cię, Królowo! – pisnęła dziewczynka przybierając poważną minę.

- Zostałaś wybrana na samotnego Strażnika tych Wrót. – Serenity wyprostowała się – Znasz swoją misję, obowiązki. Masz świadomość, co jest dozwolone, a co zakazane w tym miejscu. Powodzenia, moja mała Czarodziejko.

Królowa zniknęła za zamkniętymi Wrotami. Dziewczynka rozpoczęła swoją długoletnią misję. Dziecięca ciekawość skłaniała ją do wykonywania licznych oględzin miejsca, w którym przyszło jej przebywać. Szczególnie interesowało ją wejście do innego wymiaru, do którego zakazano jej się zbliżać. Opowiadano jej wielokrotnie o przewrotności portalu, który otwierał się czasem zupełnie samoczynnie, stanowił więc pewne zagrożenie dla małej i niedoświadczonej Czarodziejki. Dziewczynka skrupulatnie przestrzegała tej zasady, mimo to z biegiem czasu straciła czujność zachowywaną do tej pory. Niebezpieczeństwo przyszło niespodziewanie. Mała Wojowniczka została dosłownie wciągnięta przez silne wiry portalu. Znalazła się w gardzieli przestrzeni między-wymiarowej. Była zupełnie bezbronna i zagubiona.

Ocknęła się w nieznanym miejscu. Patrzyła na jasne niebo, czuła, jak lekko łaskocze ją poruszana wietrzykiem trawa. Nagle przed oczami zobaczyła uśmiechającą się twarz. Podniosła się szybko.

- Cieszę się, że się obudziłaś! – usłyszała. Przed nią siedziała na sporym kamieniu dziewczynka w jej wieku. Miała białą sukienkę, białe buty do kolan i srebrną pelerynę. Pomiędzy pasemkami włosów lśnił kryształowy diadem. Na piersi, na kokardzie z delikatnego mlecznego materiału miała broszkę: diamentową lilię. Pluton spojrzała z przestrachem na dziewczynkę, ta jednak uśmiechnęła się serdecznie.

- Jak się tu znalazłaś? – spytała. Podniosła się z kamienia i usiadła na trawie obok oszołomionej małej Strażniczki Wrót Czasoprzestrzeni. Łagodny uśmiech nie znikał z twarzyczki nieznajomej. Czarodziejka z Plutona poczuła bijące od niej ciepło. Opowiedziała wszystko. Koleżanka słuchała z zainteresowaniem.

- Nie uniknę kary za nieposłuszeństwo. – kończyła Setsuna ze smutkiem. – O ile kiedykolwiek wydostanę się z tego świata, z innego wymiaru…

- Ja potrafię przejść do innego świata, ale nie wiem, gdzie jest twój. – poinformowała rezolutnie dziewczynka ubrana na biało. – A w taki sposób sobie nie poradzimy, możemy błądzić w nieskończoność.

- Ja też mam moc pozwalającą wędrować pomiędzy wymiarami i czasem. – Czarodziejka zacisnęła rączki na różdżce – Kluczu. – Ale nie potrafię z niej jeszcze w pełni korzystać.

- Więc połączmy siły! – dziewczynka w bieli klasnęła w ręce z radością. – Ja otworzę portal, a ty poprosisz różdżkę, żeby przeniosła cię do domu.

- Spróbujemy. – Setsuna kiwnęła głową. – Tamto miejsce jest moim domem… Ty mieszkasz w takim pięknym świecie. – rozejrzała się z zachwytem po zalanej słońcem łące.

- Ja tu nie mieszkam. – rozmówczyni wzruszyła ramionami. – Ja nie wiem, gdzie mój dom.

- Jak to?

- Podobno wpadłam tak jak ty, w inny wymiar, kiedy byłam taka zupełnie malutka i od tej pory wędruję ze świata do świata, szukając swojego miejsca.

- To straszne! – powiedziała Setsuna z przejęciem.

- Wcale nie. – zaprotestowała z uśmiechem. – Poznaję wiele osób, miejsc, uczę się wielu rzeczy.

- Chciałabym przepowiedzieć ci przyszłość, ale nie wolno używać mi tych umiejętności.

- Ponieważ nie wolno jej znać. – powiedziała dziewczynka z powagą. – Zdradzę ci tajemnicę, tylko nikomu nie mów! – rozejrzała się. Na łące nie było jednak nikogo, mimo to przysiadła się bliżej. – Byłam kiedyś w wymiarze, gdzie jest posąg trzymający berło Starożytnych Czarodziejek. Były też tablice, na których wypisano wielkie mądrości. Nie przeczytałam wszystkiego, bo tablice zaczęły pękać i znikać. – westchnęła. – „Przyszłość zmienia się, kiedy się na nią spojrzy. Zmienia się dlatego, że się na nią spojrzało. A wtedy zmienia się wszystko po kolei…” – wyrecytowała.

- Co to znaczy? – spytała Czarodziejka z Plutona.

- Nie wiem. Tylko tyle przeczytałam. Ale chyba to znaczy, że nie można przepowiadać przyszłości.

Zamilkły, pogrążając się w krótkiej, dziecięcej zadumie.

- Pomożesz mi wrócić? – spytała Setsuna.

- Spróbuję.

Mała Czarodziejka patrzyła z zachwytem na rówieśniczkę. Diamentowa lilia – broszka rozbłysła białym światłem. Dziewczynka rozłożyła szeroko ręce i cicho wypowiedziała jakieś zaklęcie. Jasne światło zaczęło wirować przed nią i chwilę potem pojawił się mieniący różem i fioletem portal. Setsuna ścisnęła oburącz Klucz Czasoprzestrzeni. Stojąca przed nią dziewczynka odwróciła głowę. Uśmiechnęła się smutno. Pluton spojrzała w ciemnoniebieskie oczy dziewczynki.

- Na co czekasz, Czarodziejko? – usłyszała.

- Dziękuję za wszystko. – powiedziała zbliżając się do portalu. – Nigdy tego nie zapomnę… Nie spytałam nawet, jak masz na imię…

Odpowiedź dotarła do niej dopiero w głębi portalu.

- Ratheel…

 

***

 

Setsuna szybko otworzyła oczy. Spojrzała na przyjaciół, którzy wciąż spali wyczerpani ostatnimi zdarzeniami. Podniosła się i wyszła do przyświątynnego parku. Przystanęła, opierając się o pień drzewa. Z niedowierzaniem kręciła głową. Uspokoiwszy się trochę, próbowała przypomnieć sobie, co było potem…

Potem… Ocknęła się, jednak widziała tylko ciemność. Słyszała głosy. Rozpoznała Serenity, pozostałych nie była w stanie.

- Spotkała Czarodziejkę, Białą Lilię. – mówił ktoś męskim, władczym głosem. – Usłyszała Prawdę, której nie powinna była słyszeć. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

- Chcesz ją ukarać? – pytała Serenity zatroskana. – To przecież jeszcze dziecko. To cud, że tamta dziewczynka, o której mówisz, była w stanie jej pomóc.

- Obie powinny ponieść konsekwencje. – zagrzmiał głos.

- Proszę o łaskę dla tych dziewczynek, Wielki Duchu Czasu.

- Rzucisz czar na Czarodziejkę z Plutona, Królowo. – odpowiedział. – Niech zapomni o tym wydarzeniu zupełnie…

 

Odsunęła się od drzewa.

- To ten niepokój czułam, tej prawdy ostatnio poszukiwałam. – powiedziała głośno. „Przyszłość zmienia się, kiedy się na nią spojrzy. Zmienia się dlatego, że się na nią spojrzało. A wtedy zmienia się wszystko po kolei…”

- Moja pamięć również się przebudziła. Tylko co mam przez to rozumieć… Co chciałaś mi powiedzieć? – spojrzała w niebo. – Pozostaje widocznie tylko czekać…

- Setsuno! – usłyszała. Od strony świątyni szła w jej kierunku Haruka.

 

***

 

Pastelowe kolory łączyły się, przeplatały, rozmazywały wzajemnie, tworząc wspólnie różnobarwną jasną mozaikę. Dawały nieodparte wrażenie ciepła. „Niebo? Inny świat? Śmierć?…”

Pośród mlecznej mgły, wśród palety barw, unosiło się bezwładnie ciało kobiety. Przeźroczysta postać, w przeźroczystych strzępach szat, o przeźroczystym ciele i pustych przeźroczystych, bezbarwnych oczach, patrzących w pastelowe otoczenie. „Udało ci się, Ratheel, ocaliłaś świat. Ale umierasz całkiem sama, tak jak sama byłaś przez całe życie. Marzyłaś o przyjaźni i miłości. Czy to były puste marzenia? Czy już umarłam? Czy tak wygląda śmierć?”. Przeźroczyste powieki powoli zamykały się, kiedy wśród pastelowych barw zajaśniał mały punkcik. Zbliżał się bardzo powoli, aż przysunął się do bezwładnie unoszącego się ciała. „To jest…”. „Srebrny Krysztale” – usłyszała głos Usagi – „Proszę cię, ochraniaj Księżniczkę Ratheel. Uratuj ją. Proszę.”. Kamyczek osiadł na ręce postaci, otulając ją jasnym światłem. „Księżycowa Księżniczko… Poświęciłaś swój najcenniejszy skarb, żeby mnie ratować?”.

Światło rozświetliło wszystko dookoła.

Pośród mozaiki pastelowych barw stała postać w srebrnej szacie. Na dłoni trzymała Srebrny Kryształ.

- Ocaliłaś mi życie, Czarodziejko z Księżyca. – powiedziała głośno zaciskając dłoń na kamieniu.

 

***

 

- Wszyscy powinniśmy porządnie wypocząć. – powiedziała Michiru. – Czarna Gwiazda nie została pokonana, więc pewnie jeszcze nie jedną niespodziankę nam zgotuje.

- Racja. – przytaknęła Rei. – Luna?! – krzyknęła na widok kotki, która wbiegła zdyszana na teren świątyni.

- Słuchajcie, uważam, że powinniście rozejrzeć się trochę po mieście. – powiedziała siadając wygodnie na poduszce. – Wydaje mi się, że nie wszystkie demony powróciły do piekieł i nadal grasują wśród ludzi.

- Dobrze, powinniśmy obserwować otoczenie. – zgodził się Mamoru. – Mieszkańcom może stać się coś niedobrego. Na własne oczy widziałem, do czego te kreatury są zdolne.

- Może gdyby Usagi rzuciła zaklęcie oczyszczenia, demony uciekłyby. – powiedziała Makoto. – Co ty na to? – zwróciła się do przyjaciółki. – Czujesz się na siłach?

- Nie mogę. – usłyszeli szept. Wszyscy zwrócili na nią zdziwione spojrzenia. Usagi siedziała ze spuszczonym wzrokiem, rękoma kurczowo ściskała kolana. Podniosła oczy i spojrzała na przyjaciół, uśmiechając się smutno.

- Nie mogę wam teraz pomóc. – powtórzyła.

- Dlaczego, źle się czujesz? – Seiya momentalnie znalazł się przy nastolatce. – Odprowadzić cię do domu?

- Ją ma kto odprowadzać do domu. – warknęła Haruka.

- Jakoś nikt do tej pory tego nie zrobił, a wszyscy wiedzą, że zrobiła najwięcej z nas wszystkich. – odciął się. – Ratheel sama nie dałaby rady.

- Ratheel! – prychnęła Uran. – Pasuje wam, że ktoś obcy ratuje nam skórę? Jesteśmy żałośni.

- Z tym akurat się z tobą zgodzę. – powiedział hardo muzyk. – Tylko że ty, jak mi się wydaje masz pretensje do każdego, kto ci pomaga: do nas, do naszej Księżniczki – skinął z szacunkiem głową w stronę siedzącej wśród nich Kakyuu – a przede wszystkim do Ratheel.

Haruka otworzyła usta, by odeprzeć słowny atak, jednak Usagi przerwała jej:

- Przestańcie, nie mogę już słuchać waszych wzajemnych oskarżeń. – trzęsła się cała, jej oczy zwilgotniały, mimo to odważnie i z zacięciem na twarzy patrzyła na zebranych.

- Nie denerwuj się. – Minako podeszła do przyjaciółki. – Musisz odpocząć, Usagi.

- Sama najlepiej wiem co mam robić. – powiedziała cicho. – Tak samo, jak wiedziałam, co mam zrobić podczas ostatniej walki. Nie mogę zmienić się w Czarodziejkę, nie mam broszki. – kontynuowała dobitnie wypowiadając słowa. – W broszce zamknięty jest Srebrny Kryształ, a ja go nie mam.

- Jak to? – krzyknęła Luna.

- Kiedy Setsuna zabierała nas z tamtego miejsca, upuściłam go. Zrobiłam to celowo. Żeby uratował Ratheel. Nie wiem, czy to się udało, ale nie mogłam uczynić nic innego.

- Jak mogłaś! – Haruka poderwała się z miejsca. – Czy ty wiesz, co zrobiłaś?!

- Wiem! – krzyknęła Usagi. – I niczego nie żałuję. – ruszyła w stronę drzwi. Nie odwracając się w stronę osłupiałych przyjaciół, dodała:

- Gdyby taka sytuacja się powtórzyła, zrobiłabym dokładnie to samo.

Wybiegła, nie oglądając się za siebie. Nie słyszała nawoływań przyjaciół, nie chciała ich słyszeć. Czuła się samotna. „Potrafią mnie tylko pouczać i krytykować. Nikt nie liczy się z tym, co ja czuję. Seiya… On zawsze jest dla mnie taki dobry i wyrozumiały. Chciałabym z nim porozmawiać, tak szczerze jak dawniej. Niestety, zabraniają mi. Nikt nie powie tego wprost, ale zgodnie nie dopuszczają, żebym widywała się z nim sam na sam.” Zatrzymała się. Łzy rozmazały jej świat przed oczyma. Nie potrafiła ich powstrzymać, napływały nieprzerwanie. Zacisnęła powieki i zaczęła biec. Nie miała celu, chciała uciec od tego wszystkiego. Pędziła przed siebie, nie zważając na przechodniów.

Wpadła na kogoś. Bąknęła „przepraszam” i chciała biec dalej, jednak poczuła, że ktoś przytrzymuje ją za ramiona. Speszona podniosła wzrok.

- Marron… – szepnęła.

- Uważaj, bo nabijesz sobie guza. – powiedziała wesoło. Przypatrzyła się twarzy młodszej koleżanki i spytała zatroskana: – Co się stało, Usagi?

Nastolatka w milczeniu pokręciła głową. Poczuła się bardzo słabo. Krótki wypoczynek po walce nie zregenerował w pełni jej sił, a szaleńczy bieg wycieńczył ją dostatecznie. Nie opierała się, kiedy Marron otaczając ją ramieniem zaprowadziła do swojego mieszkania. Niczym automat wypiła podsunięty przez studentkę kubek z herbatą, po czym błyskawicznie zasnęła na kanapie.

Marron uśmiechnęła się lekko, przykryła dziewczynę kocem. Usiadła na fotelu, chwyciła za telefon i wybrała numer Mamoru. Rozłączyła się, zanim usłyszała pierwszy sygnał.

- Może lepiej nie teraz… – powiedziała do siebie, przypatrując się spokojnej twarzy Usagi, która nosiła jeszcze ślady niedawnego płaczu. Westchnęła, podeszła do zamkniętych drzwi sąsiedniego pokoju. Zarzuciła na siebie biały fartuch wiszący na wieszaku, rzuciła okiem na śpiącą, po czym zniknęła za drzwiami laboratorium.

 

Cdn…

 

 

Rozdział XXVIII

Dzięki Dziewczęta! :*

Moc Ratheel jasnym kręgiem opasała lej złowrogiej energii wydobywającej się z Bram Piekieł. Wokół przejścia wytworzyło się silne pole magnetyczne, pojedyncze wyładowania pojawiały się co chwilę obok postaci w srebrnym płaszczu. Stała jakby na krawędzi rozszalałego tornada. Wir energii targał jej szatą. Ona sama nie ruszała się z miejsca. Stała nieruchomo z rozłożonymi rękoma. Całą swoją moc skupiała w diamencie różdżki.

Po twarzy Usagi popłynęły łzy. Obserwowała samotną walkę tajemniczej Księżniczki z żywiołem piekła. „Ktoś, kto otoczył mnie takim ciepłem i dobrocią… Kto był blisko mnie podczas ostatnich walk, ratował mnie i moich towarzyszy, naraża się w taki sposób… By znów nas ratować? Naszą planetę? Cały kosmos?”. Zacisnęła powieki i pięści. „Nie pozwolę, by zginęła…”. Otworzyła oczy. Spojrzała na zmagającą się z niebezpieczeństwem Ratheel. Olbrzymia siła, którą starała się okiełznać kobieta, stawiała wyraźny opór białej energii. Szaty kobiety szarpał huragan. Ona sama powoli traciła siły. Przyklękła na jedno kolano pod naporem nagłego przeniknięcia przez jej ciało dużego wyładowania energetycznego. Nie złożyła jednak rąk, które dalej wyznaczały jasny krąg wokół leja.

„Nie pozwolę!” – przemknęło przez myśl Usagi. Jej czoło zabłysło światłem symbolu księżyca. Jej strój pojaśniał, zastąpiła go długa, biała suknia Księżniczki Serenity. Przyjaciele z zaskoczeniem obserwowali tą zmianę.

- Idę! – powiedziała twardo.

- Ale… – zaczęła Rei.

- Nie mamy prawa… stać i przyglądać się… – wycedziła ruszając w stronę osamotnionej Ratheel.

- Zginiesz! – Gwiazda Walki złapała odchodząca za rękę. Usagi uśmiechnęła się smutno. Lekko wyszarpnęła rękę i ruszyła. W jej dłoniach pojawiło się błyszczące światełko. Dziewczyna chwyciła je w lewą rękę i wyciągnęła przed siebie.

- To Srebrny Kryształ! – krzyknęła z przestrachem Wenus. Trzy Gwiazdy spojrzały zdziwione. – Kamień, który ma niezwykłą moc. Ale Usagi… ona nie do końca potrafi go kontrolować…

- Musimy ją wesprzeć. – powiedziała Hotaru słabo. Wciąż nie odzyskała w pełni sił po ataku Czarnej Gwiazdy na utworzoną przez nią barierę.

Czarodziejka z Księżyca osłaniając się mocą kryształu dotarła do Ratheel. Trzymając kamień w lewej ręce, stanęła w takiej samej pozie, jak Księżniczka. Chwyciła ją za dłoń. Postać w kapturze jakby z ulgą przyjęła pomoc Usagi. Dźwignęła się z kolana i stały teraz obie wyprostowane. Obręcz na leju pogrubiła się. Gardziel otchłani w niewielkim stopniu zwężała się, jednak żywioł wciąż szalał. Ciało Ratheel zaczęło emanować białe światło. Księżycowa Księżniczka zrozumiała przekaz. Skumulowała całą moc w sobie.

Tymczasem Hotaru uklękła na oba kolana. W obu dłoniach ścisnęła swoją Kosę Śmierci. Wokół jej ciała pojawiła się granatowa aura. Po chwili kolejno dołączyły do niej Wenus, Mars, Uran, Neptun, Jowisz, Merkury oraz Trzy Gwiazdy. Krąg wokół bram piekielnych zabłysnął tęczowymi kolorami i znów nieco się zwężał. „To wciąż za mało!” – przemknęło przez myśl Ratheel. „Według legendy kilkanaście Starożytnych Czarodziejek pieczętowało Wrota Piekieł. Były znacznie potężniejsze od nas, a mimo to niektóre przypłaciły to życiem…”

***

Tuxedo coraz bardziej osaczany był przez napierających zewsząd ludzi zmienionych przez demoniczne cienie uwolnione z Piekieł. Energicznie odpychał od siebie przeciwników, mężczyźni atakowali uzbrojeni w przedmioty codziennego użytku, bronią kobiet najczęściej były paznokcie, które wydłużyły się i zakrzywiły niczym szpony pod wpływem negatywnej energii. Jedna z atakujących rzuciła się na Mamoru. Mężczyzna zrobił unik, jednak w tym czasie zaatakowały dwie inne. Na policzku i na ramieniu Tuxedo pojawiły się liczne zadrapania, spod rozerwanego rękawa smokingu sączyła się krew. Cofnął się, jednak tuż za nim zdążyła już zgromadzić się grupka demonów – ludzi, gotowych atakować. Chichocząc złośliwie, otaczali ofiarę, zamykając drogę wyjścia. Mamoru pochylił się, przygotowany do ewentualnego odskoku, rozglądając się pilnie. Poczuł się jak zwierzę w klatce. Pierścień postaci powoli się zacieśniał wokół samotnego wojownika.

Nagły atak energii powalił na ziemię kilku przeciwników, w szeregach napastników pojawiła się przerwa, którą Mamoru wykorzystał do wydostania się poza otaczający go krąg. Przy okazji sam odepchnął od siebie kilku ludzi – demonów. Uśmiechnął się do Czarodziejki z Plutona.

- Dziękuję, uratowałaś mi życie. – powiedział z wdzięcznością.

Kobieta skinęła głową.

- Obawiam się jednak, że nie na wiele się teraz przydam. Straciłam sporo energii.

- Usagi i reszta są w niebezpieczeństwie.

- Tak, czuję, że cała planeta jest zagrożona. – odpowiedziała. – Musimy się przedostać w tamtym kierunku. – wskazała palcem na widniejący w oddali stadion, owiany teraz czarnofioletową, wysyłającą złowrogie fluidy, mgłą.

Oboje biegiem ruszyli w tamtym kierunku. Atakowani co chwilę przez agresywnie nastawionych ludzi, bronili się wręcz. Starali się nie robić napastnikom znacznej krzywdy, mieli bowiem świadomość, że są zwykłymi mieszkańcami Ziemi pod wpływem demonów.

Długie minuty upłynęły, zanim dotarli na miejsce. Gęsta czarna poświata okalająca budynek stadionu przecinana była co chwilę przez silne wyładowania energetyczne.

- Znasz sposób na utorowanie w tym przejścia? – spytał Tuxedo.

Setsuna wyciągnęła przed siebie dłoń i zamknęła oczy. Po chwili oznajmiła:

- W tym miejscu został otwarty portal do innego wymiaru. Tam znajdują się nasi towarzysze. Czuję ich uwalnianą energię, oraz dwie inne bardzo silne. Nie wiem, czy mój aktualny poziom mocy wystarczy, ale spróbuję. – wyciągnęła przed siebie różdżkę. Czerwony kamień talizmanu zabłysnął bordowym światełkiem. W chmurze czarnej mgły utworzył się tunel. Czarodziejka ruszyła przed siebie, jej śladem podążył Mamoru. Tuz za nim przejście znów pokrywała gęsta mgła. Pluton pewnie kroczyła przed siebie, jednak im dalej naprzód przemieszczali się, tym złowroga energia dawała się mocniej odczuć. Dotknął ich huragan rozpętany podczas zamykania Wrót Piekieł. Setsuna słabła. W pewnym momencie z otaczającej ich mgły wyłoniły się czarne macki, oplotły ich ręce i nogi. Poczuli, że są wciągani w czarną otchłań. Wojowniczka w ostatniej chwili uniosła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie.

Oboje znaleźli się w miejscu, gdzie ich przyjaciele próbowali zamknąć Wrota Piekieł. Mamoru ze zdumieniem obserwował sytuację. Zobaczył gigantyczny cyklon złej energii, powodujący tak straszliwy huragan i zniszczenia. Dwie postaci trzymające się za ręce, okalały swoja mocą wejście do piekieł. Jasna obręcz ich energii powoli zaciskała się na leju. Tuxedo poznał Usagi. Widział, jak potwornie niebezpieczeństwo jej grozi. Elektryczne pioruny co chwilę uderzały to w nią, to w stojąca u jej boku Ratheel. Orkan szarpał ich szaty, żywioł bronił się przed okiełznaniem. Mamoru spostrzegł przyjaciółki Czarodziejki. Wszystkie klęczały z wyciągniętymi przed siebie dłońmi, oddawały swoją moc walczącym Księżniczkom. Przyszły władca Ziemi, nie zastanawiając się dłużej, dołączył do nich. Setsuna, pomimo, iż nie zostało jej wiele mocy uklękła obok pozostałych.

„Nie!!” – usłyszała w swojej głowie. Otworzyła szeroko zdziwione oczy. „Gromadź siły, Czarodziejko z Plutona!” – nakazywał jej głos. Spojrzała na dwie walczące kobiety. Ratheel z zaciętością napierała na lej otwartych Wrót Piekieł. „Ona daje z siebie wszystko… Ale jej umysł jest w stanie jeszcze opracowywać strategię… Zrozumiałam Cię… Jesteśmy w innym wymiarze… Będę zbierać siły i czekać w gotowości…”.

***

Czas pędził jak szalony, mimo to każda minuta Wojownikom zmagającym się z piekielną mocą zdawała się być wiecznością. Oczy Ratheel powoli zachodziły mgłą, kobieta jednak zacisnęła zęby. Wyzwoliła jeszcze większą ilość energii. Pierścień na Wrotach Piekielnych zacisnął się mocniej, lej odrobinę się skurczył. Rzuciła spojrzenie w stronę Czarodziejki z Księżyca. Dziewczyna była niemal u kresu sił, jednak dzielnie trwała u jej boku. „Jest wyczerpana. Gdyby w pełni kontrolowała swoją energię… Nie damy rady. Pozostałe Czarodziejki oddały nam prawie całą swoją moc…” – rozmyślała gorączkowo.

Rzeczywiście, Wojowniczki były wycieńczone.

Nagle obok nich pojawił się mały, czerwony motyl. Gwiezdne Czarodziejki spojrzały po sobie zachwycone. Przed nimi zmaterializowała się kobieca postać, tak bardzo dla nich ważna. Księżniczka Kakyuu uśmiechnęła się ciepło, po czym odwróciła się i skierowała ręce w stronę dwóch walczących Księżniczek. Jasnoczerwone promienie poszybowały w stronę tornada. Trafiły wprost na różdżkę Ratheel. Pierścień energii zabłysnął i mocniej ścisnął gardziel leja. Kakyuu wciąż oddawała swoją moc, jednak żywioł piekielny również nie dawał za wygraną. Rozszalały huragan próbował przerwać okowy, jednak utracił już większą połowę swojej objętości.

W umyśle Ratheel zabłysnęło światełko nadziei. Szybko jednak zgasło. „Dziękuję ci Księżniczko Planety Pachnących Oliwek. Jednak nawet jeśli uda nam się zamknąć Wrota Piekieł, nie starczy mi sił, żeby nałożyć Wieczną Pieczęć. A wówczas cały nasz wysiłek i tak pójdzie na marne…”.

Postać w srebrnej szacie wytężyła cała siłę woli. W uszach pozostałych Czarodziejek zabrzmiał delikatny głos Tajemniczej Księżniczki:

- Wzywam Was, Czarodziejki z całego Kosmosu! Wzywam was i proszę o pomoc! Wraz z Księżycową Księżniczką, Kakyuu – Władczynią Planety Pachnących Oliwek, Władcą Planety Ziemia i Wojowniczkami broniącymi tą planetę, próbujemy zamknąć Wrota Piekieł, które Czarna Gwiazda podstępem otworzyła! W swoim i w Ich imieniu, ja Księżniczka Ratheel, proszę Was o pomoc!

***

Czarna Gwiazda obserwowała zmagania Czarodziejek w swojej szklanej kuli. Kiedy pojawiła się po starciu z Księżniczką w srebrnej szacie, kipiała wręcz nienawiścią. Poturbowana, usiadła na tronie i rzucała ohydne obelgi pod adresem Ratheel. Isao skrył się za tronem. Sam nie potrafił zrozumieć tak sromotnej klęski, jaką poniosła jego Pani. Po pewnym czasie Władczyni Zła uspokoiła się i z zacięciem obserwowała walkę z rozszalałym żywiołem piekielnym dwóch Księżniczek i oddających im swoją energię pozostałych Czarodziejek.

- Nie rozumiem, Isao! – usłyszał gad. Natychmiast prześlizgnął się pod nogi kobiety i pytająco wlepił w nią pionowe źrenice. Królowa pogardliwym wzrokiem obrzuciła srebrną tacę obok tronu, na której leżało kilka mieniących się jasnym światełkiem odłamków Boskiej Łzy.

- Ten legendarny klejnot daje podobno nieograniczoną moc i panowanie nad światem. Podczas walki nie wzmocniły mnie… Wręcz przeciwnie, czułam jakby pochłaniały moją moc.

- Jak to? – zapytał wąż. – Może sssame odłamki nie posssiadają żadnej mocy? Być może potrzeba kompletu, aby przyniosły efekty? – zastanawiał się.

- Niemożliwe! – warknęła. – Czuję bijącą od nich energię. Ale nie mogę z niej korzystać! Dlaczego?!

Isao milczał. Służył Czarnej Gwieździe sporo czasu, był razem z nią zapieczętowany przez wiele wieków. Precyzyjnie był w stanie określić jaki rodzaj złego humoru doskwiera jej w danym czasie. Teraz była chwila, w której najlepszym rozwiązaniem było milczenie. Tym bardziej, że kobieta na tronie, wpatrzona w kryształową kulę, powoli zapominała o odłamkach. Jej twarz wykrzywił ohydny demoniczny uśmiech.

- Ratheel długo się opiera. – stwierdziła. – Ale już niedługo wyzionie ducha. Wrota nie są całkiem zamknięte, a ona nie ma już sił. Tak samo jak jej armia, żałosna Czarodziejka z Księżyca i jej przyjaciółki. – zaśmiała się donośnie. – Nasze zwycięstwo jest nieuniknione.

W tym momencie w jej głowie zabrzmiał apel Ratheel, skierowany do Czarodziejek w całym kosmosie, w którym prosiła o energię. Czarna Gwiazda zacisnęła pięść.

- Słyszałeś?

- Tak, Pani. – przytaknął gad.

- Marne próby osiągnięcia czegokolwiek.  – kobieta w czerni znów przybrała pewną siebie pozę. – Liczysz na wsparcie, Księżniczko? Tym bardziej porażka będzie gorzka. Nie masz już autorytetu…

***

Wspomagająca swoją mocą Usagi i Ratheel, Księżniczka Kakyuu również obawiała się słabego wyniku apelu o pomoc. Znała doskonale mity i plotki o rzekomym okrucieństwie Upadłej Księżniczki, krążące po kosmosie. Sama nigdy nie uwierzyła w tego typu pomówienia, ale wiedziała jak podatne na fałszywe informacje mogą być inne osoby. Wahała się tylko chwilę. Ubywające siły uniemożliwiały szeroką komunikację, jednak skupienie całej woli zaowocowało wysłaniem prośby do zaprzyjaźnionych Czarodziejek.

Po pewnym czasie niewielkie, żółte światełko zbliżyło się do walczących z żywiołem Księżniczek, wniknęło w klejnot na różdżce Ratheel. Pętla energii na leju zacisnęła się. Po chwili, dwa kolejne promyki, brązowy i jasnofioletowy, zasiliły berło. Srebrne, pomarańczowe, niebieskie, turkusowe, czerwone – światełka przybywały jedne po drugim. Kakyuu dostrzegła również inne, nie znane jej. To obce Czarodziejki, biorąc przykład z innych, również zdecydowały się podzielić energią. Każdy, nawet skromny promyczek wysłany z otchłani kosmosu, zacieśniał pętlę na Wrotach Piekieł.

Księżniczki wydobywały z siebie maksimum energii. Suknia Usagi była niemal w strzępach, dziewczyna nie miała sił utrzymać się na nogach. Otuchy dodawała jej mocny uścisk dłoni Ratheel i myśl o wsparciu ze strony przyjaciół. Kompletnie wycieńczone Wojowniczki powoli padały zemdlone. Pierwsza ustąpiła Hotaru, która wcześniej straciła już sporo sił na tworzenie bariery ochronnej. Wkrótce potem swoją moc wyczerpali Mamoru, Makoto, Rei, Ami, coraz ciężej było Neptunowi i Haruce. Trzy Gwiazdy i Minako oraz Kakyuu wciąż starali się dać z siebie wszystko.

Ratheel poczuła w ustach krew, jednak opanował ją dziwny spokój. Jej umysł jakby oddalił się od wirującej złowrogiej energii unoszącej się z powoli domykających się Wrót Piekieł. „Śmierć?” – przemknęło jej przez myśl. „Czy tak wygląda śmierć? Nie jeszcze nie… Jeszcze pieczęć…”. W przysłoniętych mgłą oczach pojawił się obraz. Twarze. Tysiące twarzy, wykrzywionych ironicznym uśmiechem. „Cały Kosmos patrzy na ciebie, Księżniczko. Odkup swoje winy tym czynem, oczyść się z zarzutów!” – grzmiały liczne głosy. Czuła ciepło. Twarze oddalały się, poczuła się jakby została wciśnięta w spokojny, bezpieczny kąt.

Pętla na leju nieco się rozluźniła. Lekkie szarpnięcie dłoni przywróciło ją do rzeczywistości. Spojrzała w bok i zobaczyła upadającą na kolana Usagi. Z całej siły chwyciła jej rękę. Nastolatka z trudem, ale utrzymała się na nogach. „Nie, nie!” – krzyknęło coś wewnątrz niej. „Nie robię tego, żeby odkupić jakiekolwiek winy. Robię to, żeby ocalić ten świat. Świat, w którym żyją tacy jak wy, zdolni tylko osądzać, nie zastanawiając się nad niczym. Robię to po to, żebyście mieli gdzie żyć. Robię to dla niej. Dla Usagi, która uratowała was przed Galaxią. Ona mi zaufała i nie zawiodę jej.” Uczucie ciepła zniknęło. Tylko czarna, złowroga energia przed nimi się liczyła. Cała złość Ratheel powędrowała od różdżki po całym obwodzie wokół leja. Przejście zamykało się całkowicie.

Cdn…